podróże

Ukraina – Twarde lądowanie

Powrót do domu nie zawsze jest łatwy. Szczególnie jeśli leci się przez kijów, a nad […]

Ukraina – Twarde lądowanie

podróże | praktycznie | Ukraina

Powrót do domu nie zawsze jest łatwy. Szczególnie jeśli leci się przez kijów, a nad lotniskiem zawiśnie mgła…

Mój samolot musiał więc lądować w Odessie. – Na pół godziny – uspokaja kapitan. Po 40 minutach postoju wciąż nie startujemy… – Jeden z pasażerów próbował nielegalnie przekroczyć granice. Tym samym złamał ukraińskie prawo i trwa dochodzenie – znowu słyszymy głos kapitana. – Przewidywany czas postoju: 40 minut. Cóz uczymy się na własnych błędach. Kapitan już wie, że podczas przymusowego prześladowania nie należy wypuszczać pasażerów na płytę lotniska, choćby nie wiem jak chcieli zapalić papierosa. A już tym bardziej jeśli są tlenioną blondynka z ukraińskim paszportem. W końcu startujemy bez czarnej, tlenionej na blond owcy. Nie wiadomo czy postawiła na swoim, czy dostała dożywocie. Niespełna godzinę później kapitan osadza samolot na pasie lotniska w Kijowie. Jest 12.30. O tej porze powinnam być już w Warszawie. Trzeba przebukować bilet. – Najpierw proszę odebrać bagaż – mówi pani w informacji. – na 1 pietrze z 1 pasa. – Dodaje. Biegnę z trzeciego na pierwsze piętro i czekam. Czekam. Czekam… I nic. Wszystkiego wypluło 10 walizek. – Bo przy złym pasie stoicie – mówi pani z obsługi. – wasze bagaże już pewnie krążą na 5 pasie. Biegnę do 5 pasa i czekam. Mija kolejne 20 minut, a ja dalej czekam. Pani już gdzieś dzwoni. – Bagaże zostaną wam wydane jak przebukujecie bilet. Na 3 pietrze. Lece na 3 pietro. Wokół biura Ukraine International już piętrzył się podbuzowany tłum. Właśnie kogoś zdeptał. Nieszczęśnik leżał w kałuży krwi, ale dychał. Istniało nawet prawdopodobieństwo, że doczeka przybycia lekarza. Choć ten wcale się nie śpieszył. Następny samolot, ostatni tego dnia, odlatuje o 14.30. Zdążę. Zawalczę. Ale nie w tym chaosie. Podchodzę do informacji. – Dlaczego nikt nie zaprowadzi tu porządku? – To nie nasza sprawa. – Ale kto jest odpowiedzialny za ten bałagan. – Ja pracuje tylko na lotnisku zapytajcie kogoś z linii lotniczych Znalazłam „Dziewczynkę Pierwszego Kontaktu” w barwach Ukraine International. – Ja nic nie wiem. – To może mi wskażecie osobę która coś wie? – Yyyy? Ale po co? – Bo jest bałagan! Widzicie tu jakąś kolejkę? Możecie wezwać kogoś, kto zaprowadzi porządek? Oddzieli ludzi, których samoloty odlatują najwcześniej i w pierwszej kolejności to im zarezerwuje nowy bilet? – No wszyscy stoją w kolejce…  – To nie ma żadnej kolejki!!!! Jak sobie to wyobrażacie, że w tym tłumie w ciągu godziny dostane się do jednego z dwóch okienek? – Porozmawiajcie z innymi pasażerami, może was przepuszczą… Nie pamiętam, co jej odpowiedziałam. Ale za chwile przyszły dwie panie. Jedna miała odnaleźć mój bagaż, druga wystawić nowy bilet. Na 14.20. – To ile was leci do Warszawy? – To ja mam wiedzieć???? Przecież to wy macie listę pasażerów! Ale nic. Wchodzę w środek tłumu i krzyczę: „Warszawa”. Podeszło 5 osób. Od tej chwili walczymy razem. Jest godzina 13.30. Jeszcze mamy szansę. Najpierw trzeba odzyskać bagaż. Pani spisuje nasze bilety bagażowe. Znika i pojawia się z telefonem. – Wasze rzeczy już czekają na pierwszym pietrze. Schodzi z nami „Dziewczynka Pierwszego Kontaktu”. Strażnik nie chce nas wpuścić. Dziewczynka zaczyna tłumaczyć, że pasażerowie z Symferopola chcą odzyskać swoje rzeczy. – Tym pasażerom nie wydajemy walizek. Mamy zakaz. – odpowiada strażnik i własnym ciałem zasłania szklane drzwi. – Jaki Symferopol?! Lecimy z Istambułu i Tbilisi! Wpuścił. Znowu stajemy przed pasem numer 1 i stoimy. Poi długiej chwili „Dziewczynka Pierwszego Kontaktu” zabiera nas na pas 5. Znowu czekamy. Teraz nie spuszczam jej z oczu. Cały czas pytam gdzie nasze walizki. Wiem że ma mnie dość. I w tym jest sposób. Tylko z plecakiem w ręku się od niej wreszcie odczepię. Dziewczyna więc dzwoni, dzwoni, dzwoni, ale na próżno. Nikt naszego bagażu nie widział, podobnie jak bagaży pasażerów z 3 pozostałych opóźnionych samolotów. Na zegarku godzina 14.00… Ale nic. Walczę. Bagaże w końcu się znajdują. Lecimy z nimi z powrotem na 3 piętro. Tam czekamy na panią od biletów. Zabiera nas przejściem służbowym dwa pietra wyżej. Na tablicy informacyjnej przy locie do warszawy pojawia się napis „last call”. – Muszę sprawdzić maila, czy wystawili nowy bilet. Bo my tego nie możemy robić na lotnisku tylko na mieście. No więc wystawili, ale samolot poleciał. Trzeba zatem wystawić kolejny bilet. Oczywiście na mieście. Ale mamy już więcej czasu. Do jutra. Kto wie, może się wyrobią? – Będę załatwiać ten bilet, a wy w tym czasie może zjecie obiad? Zaczekajcie przy 5 stanowisku na 3 pietrze. Za 5 minut ktoś podejdzie z talonem. Zatem siedzieliśmy. Nie 5 minut, ale 15. Tłum zgromadzony wokół dwóch okienek Ukraine International z zazdrością spoglądał na nasz odzyskany bagaż. Nagle spostrzegam „Dziewczynkę Pierwszego Kontaktu”. – Masz dla nas talony na obiad? – Jakie talony? Mnie tu przysłali, żeby zobaczyć czy nie przyniesc ludziom wody… Ale nie przyniosła. My też nie doczekaliśmy się talonów na obiad. Zatem idę na pięterko do biura Pani od biletów. -Nikt nie przyszedł? To poczekajcie jeszcze 5 minut. Zaraz przyślą mi bilety z miasta to dam wam od razu list przewodni do hotelu i tam zjecie. Tym razem nie wychodzę od niej z biura. Niech ma mnie dość! Mija kolejne 15 minut. – To może zjecie obiad na lotnisku? W hotelu wylądowaliśmy po 17.00. Z biletem na jutro. W Polsce wylądowałam następnego dnia około 15.00 z mocnym postanowieniem – nawet jeśli za darmo więcej nie polecę liniami Ukraine International i jak ognia będę unikać lotniska w Kijowie. Najważniejsze jednak, że wróciłam. Mam czas ochłonąć, obejrzeć zdjęcia i opowiedzieć historie, które zostały mi w głowie po mojej rosyjskiej włóczędze.  https://www.youtube.com/watch?v=8kZhV46GrGg

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.