inspiracje

Homo Sovieticus

Wystarczy zabrać przeszłość i człowiek traci zmysł życiowej orientacji.  – Wiedza o przodkach mówi ci […]

Homo Sovieticus

inspiracje | Moskwa | Petersburg

Wystarczy zabrać przeszłość i człowiek traci zmysł życiowej orientacji. 

– Wiedza o przodkach mówi ci skąd jesteś i dokąd idziesz – mówi Daria z Ufy. Spotkałyśmy się w Moskiewskim hostelu. Daria próbowała własnie nadać kierunek swojemu życiu – gdzieś w stronę zachodu. Bo stąd pochodzili jej przodkowie.

W poszukiwaniu korzeni

Nie przekazano Darii wielu informacji na temat rodziny. Babcia nauczyła się milczeć. Zbyt wielu kłopotów przysporzył jej ten niemiecki akcent, który wybrzmiewał w każdym słowie.
– Dzięki temu akcentowi wiem, że była Niemką Nadwołżańską. Jej nazwisko jest na tyle rzadko spotykane, że mogłam określić, gdzie mniej więcej się urodziła, z jakiej części Niemiec przybyli nasi przodkowie – Daria uparcie prowadzi swoje własne rodzinne śledztwo na bazie strzępków informacji. Wie, że babcia pochodziła z zamożnej rodziny, bo wszyscy w rodzinie mieli ukończone wyższe szkoły. Wszyscy, to znaczy babcia i jej brat. Pozostali członkowie rodziny rozpłynęli się w niebycie około 1918 roku. Nikt nigdy o nich nie mówił, nikt ich nie wspominał. Babcia milczała jak grób i do grobu zabrała całą tajemnicę.

Moja rodzina

Ja też szukam przeszłości. Też niewiele wiem, choć w porównaniu do Dari, mogę nazwać się prawdziwą szczęściarą. Moja rodzina jeszcze pod koniec XIX wieku rozpoczęła kolonizację Imperium Rosyjskiego. Większość osiedliła się w Petersburgu, kilka osób zamieszkało w Moskwie, dwóch kuzynów zainstalowało się z Samarze.
Żyliby tam do dziś i nigdy by im do głowy nie wpadło, by wracać do Polski, gdyby nagle nie rozpętała się rewolucja.
Jednego dnia wszystko straciło wartość poza życiem. Spakowali trochę fotografii, które dwadzieścia lat później spłonęły w Powstaniu Warszawskim i kilka srebrnych monet, które prababcia ukryła w popiele. Ale najważniejsze były wspomnienia. Bajkowe opowieści z Petersburga o wujkach, ciociach, księżnych, carze, którymi babcia nie bała się ubarwiać mojego dzieciństwa. Stąd moja wizyta w Rosji. Też czegoś szukałam…

Świat zaczął się w 1924 roku…

Elenie przekazano jeszcze mniej wiedzy o przodkach. Pierwsze wspomnienie? – To był chyba 24 rok… – zaczyna. – Gdzieś na Ukraińskiej lub Białoruskiej wsi. Skończył się NEP, rozpoczęło rozkułaczanie. Ktoś ostrzegł dziadków, że już po nich idą. Dziadkowie natychmiast rozpuścili bydło i w tym, co na sobie mieli, wsiedli do pociągu do Moskwy. Od tamtej pory nigdy nie zobaczyli swojej rodziny. Bali się nawet pytać, czy ktokolwiek przetrwał…

I tak powstał sowiecki człowiek

W zbiorowej pamięci Rosjan, czasy sprzed rewolucji stanowią wielką czarną dziurę. Tak jakby świat jeszcze wtedy nie istniał. Albo może inaczej – świat zaczął się formować dopiero w 1918 roku. A było to tak:
Pierwszego dnia wódz oddzielił nieprawomyślnych od reszty świata. O pierwszych wkrótce wszelki słuch zaginął. Zostali ci, którym strach kazał zapomnieć o przeszłości. Z nich ulepił Homo Sovieticusa.
Drugiego dnia zbudował drogi po których ruszyły ciężarówki. I to też było wspaniałe. Trzeciego dnia spadł deszcz i zalał te drogi. Jednak Homo Sovieticus brodząc po kolanach w błocie, nie przestawał budować wspaniałych fabryk. I przetrwał.
Piątego dnia powstały kołchozy i sowchozy.
Szóstego dnia wódz kazał zasadzić bawełnę. Dla mieszkańców centralnej Azji rozpoczął się okres bawełnianego terroru, ale i to przetrwali.
Siódmego dnia wódz wprowadził dziesięciodniowy tydzień pracy. Ludzie nie wytrzymywali. Wtedy zrozumiał, że są na tym świecie rzeczy, których żadna władza nie będzie w stanie zmienić. Tak poznał swoje granice. Choć dał im chwile wytchnienie, nie zatrzymał impetu tworzenia sowieckiego raju. Nadal ferował wyroki śmierci, tworzył plany, a Homo Sovieticus szedł za nim, bo nie znał innej drogi. Znali ją tylko „nieprawomyślni”, ale o tych dawno już słuch zaginął.

Julia

Babcia Juli też była „nieprawomyślna”. Przed rewolucją należała do polskiej parafii przy kościele świętej Katarzyny w Petersburgu. Tak jak moja babcia. Na pewno nie raz spotkały się na mszy, być może razem przystąpiły do pierwszej komunii, bo miedzy nimi był rok różnicy. Między mną a Julią różnica wieku wynosi ponad 20 lat. Ale rozmawiamy tak, jakby jej nie było. Jakby nie było żadnych innych granic – narodowości, języka, życiowego bagażu. Nie ważne, że spotkałyśmy się przez przypadek, kilka minut wcześniej… „Nieprawomyślna” babcia przekazała Julii pamięć, tę samą, którą moja babcia wywiozła z Petersburga. Siedziałyśmy, śmiałyśmy się ze starych petersburskich historii. Pamięć wróciła i przestała zagrażać…

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.