bambusowy rower

Bambusowy rower – Gdzie ta rama..?

fot. Piotr Gilarski Zanim zajdzie słońce, bambusy ułożą się na kształt ramy. A z tą […]

Bambusowy rower – Gdzie ta rama..?

bambusowy rower | |

fot. Piotr Gilarski

Zanim zajdzie słońce, bambusy ułożą się na kształt ramy. A z tą ramą świat będzie jeszcze piękniejszy. Ale najpierw…

Muszę przygotować tyczki, Drobiazg. Pójdzie szybko. Wystarczy rozwinąć, to co tydzień temu zawinęłam. Tylko że zaschnięta żywica nie chce puszczać taśmy izolacyjnej i kawałka pomarańczowego materiału…
– Lepiej by to schodziło, gdybyśmy tyczki wsadzili do pieca, jak tę pierwszą – powiedział JarekBaranowski. Piec nie za gorący, ma zaledwie 40 stopni. Co to dla bambusa! Ale jej nie wsadzimy. Bo jedna z moich tyczek, które Jarek zawiózł do siebie do domu teatralnie pękła. Dramatycznie, na całej długości.
– Ale nie bój się.
– Już się boję.
– Twoje tyczki są zaciśnięte na końcówkach. Działają na nie inne siły.
Aktualnie – siła moich mięśni, bo taśma na zimno wcale nie chce tak łatwo puścić. Nawet kiedy używam skalpela. Ale pomęczę się, żeby już dziś zobaczyć ramę.
Nie czuję rąk. Za to doskonale czuję dłonie. Bo bolą. Trudno, żeby było inaczej, skoro zadałam im piętnaście ran kłutych i ciętych całkiem sporym skalpelem. Polała się pierwsza krew. Choć ciągle jeszcze więcej końcówek do zrobienia, niż zrobionych. A czas sobie płynie, ja walczę, Piotr robi zdjęcia, Jarek kolejny rower dla jakiegoś mistrza sportu. W Carbonbike to normalka. Ale żaden olimpijczyk nie czeka z taką niecierpliwością na swój rower jak, ja na moją ramę.
Już dzieli mnie od niej zaledwie kilka cięć skalpelem. Wszystkie tyczki są już odwinięte. Wtem…
– To dla ciebie – Jarek wręczył mi papier ścierny. – spiłuj teraz wszelkie nierówności.
Co to dla mnie! Więc szlifuję, szlifuję, a wypukłości wcale nie znikają. Nie mam siły!
– Lepiej żebyś to spiłowała teraz, bo prędzej czy później to się odbije na dalszej pracy.
Zakładam maseczkę i wracam do roboty. Znowu. Piotr robi zdjęcia, Jarek kolejny rower, a ja szlifuję. Dwanaście końcówek. Czarny pył osiada mi na rekach. Na skórze zaczynają pojawiać się czerwone, piekące plamy. No ale kto powiedział, że droga do ramy będzie usłana różami?
Mijają godziny. Końcówki, tylko powierzchownie spiłowane. W takich chwilach naprawdę cieszę się, że nie jestem perfekcjonistką. Spiłowanie zajęło by mi dwa razy więcej czasu. A tak?
– Jarek zobacz jak dobrze wyszlifowałam!
– Zobaczmy…
– Tylko nie próbuj powiedzieć, że coś jest źle!
– Jest pięknie, masz rację. A tak poza tym wyglądasz na zmęczoną. Idź do domu.
I poszłam. Za tydzień w końcu też będzie piękny dzień, świat też będzie ale jaki piękny. W takich okolicznościach przyrody zobaczę wreszcie ramę bambusową.
fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.