Ameryka Łacińska

Wypij pulque i o nic nie pytaj!

Czasem lepiej nie zadawać dodatkowych pytań. Tym bardziej, gdy gra idzie o prawdziwy aztecki przysmak […]

Wypij pulque i o nic nie pytaj!

Ameryka Łacińska | kuchnia | Meksyk

Czasem lepiej nie zadawać dodatkowych pytań. Tym bardziej, gdy gra idzie o prawdziwy aztecki przysmak – pulque. 

W Xochimilco nie było łatwo dostrzec Pulquerie. Jej drzwi nie zdobił żaden widoczny szyld. Bo po co? Kto chce ten trafi. Ja też bardzo chciałam. Ale jako świeży przybysz, z beznadziejną mapą i absolutnym brakiem zmysłu orientacji, miałam nieco trudniejszy start w tym biegu.

Przewodnik znikąd

Mapa często ratuje życie. Nie dlatego, żebym coś w niej sensownego wyczytała. Już samo kręcenie płachtą papieru na wszystkie strony i jednoczesne kręcenie się z nią po środku chodnika prędzej czy później musi podrażnić czyjąś strunę współczucia. Tym razem padło na Carlosa.
– Zgubiłaś się?
– Ależ nigdy w życiu! Po prostu nie wiem, gdzie jestem!
Powiedzmy tak: wiem gdzie jestem, tylko niezbyt precyzyjnie: Ziemia, Meksyk, Xochimilco, niedaleko przystanku autobusowego… Nazwy ulicy czasem na prawdę do niczego nie są potrzebne.
– A dokąd idziesz?
W takim momencie trzeba iść za ciosem. W sumie donikąd nie szłam, niczego nie zgubiłam. Ale mam przewodnika! Więc?
– Pulqueria! Znasz jakąś? Bo marzę o pulque.
Carlos zrobił niewyraźną minę. Ten wyraz twarzy może znaczyć, że albo żadnej nie zna, albo zna, ale jest daleko. Albo jedno i drugie. Choć Carlos wcale nie wygląda na typowego meksykańskiego hodowcę brzucha, dla którego „daleko” zaczyna się dwie przecznice dalej. A „jeszcze dalej” jeździ się już tylko samochodem.

Utajniona świątynia

Za chwilę stoimy przed Templo de Diana. Arturo zaprasza mnie do środka i od razu kieruje do baru.
– Jego rodzina prowadzi tę pulquerie od czterech pokoleń – mówi do mnie, a do pana za barem: Spotkałem ją na ulicy. Nigdy nie próbowała pulque.
– Twoje pierwsze pulque? Dobrze trafiłaś!
Wiem – pulque zawsze najlepiej smakowało w świątynia. Trudno o bardziej stosowne miejsce, by pić świętą krew bogini Mayahuel. Aztekowie wierzyli bowiem, że to właśnie ona podarowała ludziom pulque. Inna legenda mówi, że pulque odkrył święty opos Tlacuache. Pewnego razu swoimi zręcznymi łapkami wybrał z liści maguey’a (agawy) aguamiel, czyli sok. Miał szczęście. Napój był już sfermentowany. Skosztował go i od razu poczuł przypływ dobrego humoru. Od tego odkrycia uśmiech przykleił mu się do twarzy. Kwestią czasu było więc wytropienie źródła tej postawy życiowej. Choć obydwie wersje legendy są rożne, łączą je dwie rzeczy – boskie pochodzenie napoju i przejęcie receptury przez ludzi. Oczywiście z pewnymi modyfikacjami. Aguamiel zbiera się do naczyń i dopiero w nich następuje fermentacja, dzięki której otrzymujemy pulque.

Styl picia

Aztekowie, jako głęboko religijni ludzie, nie pili tak szlachetnej cieczy w dniach powszednich, lecz tylko od święta i to też nie wszyscy. Podawano go głównie tym, którzy za chwile mieli wyprawić się do boskiego świata oraz kapłanom, którzy mieli ich tam właśnie wyprawić. Poza tym pulque piła arystokracja, starcy i kobiety w ciąży.
– Bo jest bardzo zdrowy napój i zawiera wiele mikroelementów – barman podaje mi kufel wypełniony białą puszystą cieczą.
– Jej pierwsze pulque w życiu! – krzyknął w stronę stolików. Kilku panów uniosło swoje szklany. Jedna jedyna pani w pomieszczeniu, również się spojrzała i nawet przestała wymachiwać szmatą, bo ona nie piła, tylko sprzątała. Zaczerpnęłam pierwszego łyka. Napój miał konsystencję delikatnej pianki, a zapach zawierał drożdżową nutę. W sumie bardzo ciekawy… Kątem oka widzę, że Carlosowi też smakuje. Chłopak od chwili, kiedy weszliśmy do Pulquerii, był mocno spięty. Ale z pierwszym łykiem nareszcie zaczął się uśmiechać i zaprosił mnie do stolika.

Orkiestra spod ziemi

W Meksyku tylko szamani o nieograniczonej wyobraźni mogą pokusić się o przepowiadanie przyszłości. Bo tu nic nie jest oczywiste, a zwroty akcji w meksykańskiej czasoprzestrzeni a następują nagle i czasem w konwencji dość surrealistycznej. Jeszcze pół godziny temu nie wiedziałam o istnieniu Carlos, nie myślałam, że spróbuję pulque. Nie przyszło mi też do głowy, że akompaniować mi będzie dwóch muzyków z Sonory.
Weszli nagle, stanęli przy naszym stoliku: To ty pijesz pierwsze pulque w życiu? – bardziej stwierdził niż zapytał jeden z nich.
Carlos dyskretnie wręczył im kilka monet. Panowie zagrali akurat tyle piosenek ile byłam w stanie wytrzymać, odwrócili się na piecie i zapadli pod ziemię. A my? Dokończyliśmy pulque i natychmiast wyszliśmy do… innego baru. I tam Carlos już spięty nie był!

Tylko dla macho

W Meksyku rządzą macho. Dopiero w ostatnich latach kobiety zaczęły się buntować. Ruszyły kampanie społeczne, które przede wszystkim kobietom tłumaczą, że mężczyzna nie jest panem jej życia i śmierci. Ale zmiany zachodzą powoli. Dopiero od kilku lat właściciele lokalnych barów zaczęli otwierać salki, dla palących oraz kobiet. Jednak w barach z pulque kobiety oficjalnie mają zakaz wstępu do dziś. Dobrze, że o tym nie wiedziałam, że o to się nie pytałam, bo tylko dlatego spróbowałam!
Pulqueria, Mexico
Pulqueria in Xochimilco, Mexico
Pulqueria in Xochimilco, Mexico

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!