bambusowy rower

Bambusowy rower – Jadę do Iranu!

Mam wizę do Iranu! O tej wiadomości marzyłam od kilku miesięcy, a czekałam od ponad […]

Bambusowy rower – Jadę do Iranu!

bambusowy rower | Iran | podróże

Mam wizę do Iranu! O tej wiadomości marzyłam od kilku miesięcy, a czekałam od ponad miesiąca. Zatem klamka zapadła, podróż rozpoczęta…

Tak naprawdę moje podróże zaczynają się na długo zanim wsiadam do samolotu, samochodu, czy pociągu. Bo dla mnie podrożą są już same przygotowania do wyjazdu. Tym razem też nie jest inaczej. Wszystko zaczęło się od jednego, podstawowego pytania:

Jak?

Na moim wymarzonym bambusowym rowerze!

Skoro to już jest jasne, czas na kolejne pytania:

Dokąd?

Ostateczna odpowiedź zajęła mi kilka tygodni. Najpierw miały być Orkady. Sprawdziłam – droga jest, promy są, megalityczne budowle, jak stały tak stoją. Weszłam na google streetview. Patrzę, na drogach żywej duszy, przy drogach żadnych domów. Ale to jeszcze nic! Sprawdziłam opady – za dużo, sprawdziłam temperaturę – do idealnej, czyli 30 C bardzo jej daleko. Cóż poradzić, szukam dalej… A może Iran? Tak, chcę zobaczyć świat z filmu „Uniesie nas wiatr” Kirostamiego i „TAXI Teheran” Panahiego. Tak, Iran to najbardziej naturalny kierunek na wyjazd wymarzonym rowerem. Tylko, że rodzi się kolejne zasadnicze pytanie…

Czy kobiety mogą tam jeździć na rowerze?

Bo w krajach islamskich to nie jest takie oczywiste. Sprawdzam internet – od kilku lat kobiety uprawiają ten sport. Choć ciągle jest im pod górkę. Muszą też stosownie się ubrać. Za chwilę wyszukałam zdjęcie irańskiej rowerzystki idealnej. ideału. Zjawisko wyglądało jak wielki czarny namiot na dwóch kółkach. Na szczęscie policja nie egzekwuje takiej stylizacji. Sprawdzam couchsurfing.org. W wyszukiwarce, w rubryce „interests” wpisuję „Bicycle”. Wyrzuca mi całkiem sporo kobiet. Skontaktowałam się z nimi. Potwierdziły – jeśli nosisz chustę i tunikę za tyłek nikt nie powinien ci robić problemów.

Czy to bezpieczne?

– Absolutnie nie!!! – grzmią Irańczycy jak jeden mąż. – Irańscy kierowcy jeżdżą jak wariaci. Na pewno omijaj szerokim łukiem autostrady i uważaj na pustynie. Poza tym? Sama zobaczysz…

Kiedy?

Pierwszy plan – w sierpniu! Wtedy na północy temperatura osiąga idealne 30 C, a na południu panuje 40 stopniowy skwar. Idealnie. Opamiętanie przyszło w Budapeszcie, kiedy dogorywałam na krzesełku w łaźni tureckiej. Tępym wzrokiem przebijałam się przez tumany pary i omiatałam wzrokiem pewien przedmiot. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że gapię się na termometr, który wskazuje 40 C. Dokładnie taka temperatura panuje w Iranie w sierpniu i we wrześniu. O nie! W takich warunkach pedałować nie będę! I zdecydowałam się na podróż w początku października

Jak się porozumiem?

Zazwyczaj uczę się kilku najpotrzebniejszych słów – dziękuje, proszę, dzień dobry i woda. Ale jeśli już będę gdzieś w jakimś domu, a tak zamierzam – bo namiotu ze sobą nie biorę, to chciałabym choć trochę zrozumieć gospodarzy. Na korepetycje 24.pl znalazłam Małgosię.
– Jesteś w stanie nauczyć podstaw perskiego w trzy miesiące?
– Chodzi ci o perski survival?
– Tak.
– Jeśli będziesz się uczyć, tak dam radę. Bo perski jest całkiem prostym językiem, trzeba tylko przebrnąć przez alfabet. Jak to zrobisz, reszta pójdzie jak z płatka.
Małgosia nastraszyłam mnie alfabetem. Ale on wcale nie jest taki straszny. Szczególnie dla osób, które tak jak ja mają dość elastyczne podejście do zasad ortografii.Poza tym skoro nie nauczyłam się poprawnie pisać po polsku, to tym bardziej nie oczekuję, że kiedykolwiek będę poprawnie pisać po persku. Najważniejsze, by mnie odczytali. I zrozumieli co będę próbowała powiedzieć. Po trzech miesiącach nauki coś dukam.
– Irańczyk powinien cię zrozumieć – w ten sposób Małgosia najczęściej zaczyna komentarz moich perskich zdań. Po czym bierze głęboki wdech i dodaje – Co nie znaczy, że nie może być lepiej… I za chwilę burzy moją wizję zdania!

Oczekiwanie na irańską wizę

Zajęło ponad miesiąc. Natychmiast po jej otrzymaniu kupiłam bilet. Mam jeszcze 2 tygodnie, Kończę rower, zaczynam pierwsze pożegnania. Z ludźmi, których już przed podrożą nie zobaczę, lub po prostu już nie zobaczę. Kto wie…

Zdjęcia: Piotr Gilarski: gilarski.com

Funpage Carbonbike.pl do polubienia – to pod okiem załogi z Carbonbike’u robię bambusowy rower:)

bambusowy rower, fot. Piotr Gilarski/ gilarski.com
fot. Piotr Gilarski/ gilarski.com
fot. Piotr Gilarski/ gilarski.com
fot. Piotr Gilarski/ gilarski.com

  • Wpis przepełniony optymizmem, który zaraża i sprawia, że człowiek sam chciałby wstać z kanapy i ruszyć w nieznane. Gratuluję jeszcze raz wizy, trzymam kciuki za wyprawę i będę śledzić jej przebieg z zapartym tchem.

    • Dziękuję za miłe słowa. Zapraszam do śledzenia mojej wyprawy. Będzie mi raźniej!!!!:)

  • no to się widzimy 🙂

  • Pedałowanie nawet przy 30 stopniach wydaje się niemałym wyczynem. Powodzenia!

  • Witaj Doroto :)widziałem dziś w PnŚ rozmowę z Tobą, sam również jeżdżę na rowerze, chociaż nie bambusowym :)Gdybym miał kilka pytań, podpowiesz co i jak? 😉

  • Witaj Doroto :)Widziałem dziś Twój wywiad w PnŚ i to natchnęło mnie do tego aby do Ciebie napisać.Sam również sporo jeżdżę na rowerze, chociaż nie jest on bambusowy :)Gdybym poprosił o kilka wskazówek, miałabyś ochotę pomóc?Pozdrowienia z trasy

    • Jasne! Jeśli tylko będę umiała Ci pomóc, zrobię to z przyjemnością:)

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.