bambusowy rower

Bambusowy rower – Końcowe odliczanie

Nie wiem w co ręce włożyć! W poniedziałek lecę do Iranu, a nic, włącznie z […]

Bambusowy rower – Końcowe odliczanie

bambusowy rower | Iran | praktycznie

Nie wiem w co ręce włożyć! W poniedziałek lecę do Iranu, a nic, włącznie z bambusowym rowerem jeszcze nie gotowe do podróży.

Ciągle jestem w głębokim lesie. Ale może to i dobrze. Nie myślę za dużo o samej podróży, ale jak do niej dotrwać. Nie mogę się doczekać, aż zalegnę w fotelu w samolocie i wreszcie się wyśpię. Czyli tradycyjnie zasnę jeszcze przed startem. Bo w tej chwili trwa gonitwa z czasem i czasu na sen nie ma!

Piękna linia

Kilka dni temu pokazałam koleżance zdjęcie ramy. – I tych kilka patyków kleisz od ponad pół roku? – Co za nietakt! Po pierwsze nie patyki, tylko tyczki, a po drugie nie kleiłam, a uformowałam w kształt pięknej ramy. Jak ona mogła nie zobaczyć w niej roweru? Od dziś nikt już nie może mieć wątpliwości – rama jest już rowerem, na którym nareszcie usiadłam. I jak to opisać? Przez ostatnich kilka tygodni bałam się tej chwili, bo może rama jest za słaba, albo za mała? „Jarek Baranowski wie co robi” powtarzałam jak mantrę. „Jarek zęby zjadł na robieniu rowerów, wszystko będzie dobrze”. Ale linia jest nietypowa… Czy aby na pewno rama zda test wytrzymałości? Zaczęłam się oglądać za każdym rowerem, jaki mnie mijał. Jak one mają rozwiązane ramę? – Ja też się oglądam – mówi Jarek. – I nie zawsze mi wierzą, że to rower mnie interesuje, a nie rowerzystka. Świetnie go rozumiem. Kiedy spotkałam na ulicy rower o podobnej linii do mojego, odwróciłam się i szłam za nim tak długo, aż przestudiowałam każdy element konstrukcji. I nawet nie wiem, kto go prowadził. Ale dziś nikt nie ma wątpliwości – tyczki wyrosły na rower. – On na prawdę jest piękny! – krzyczy Piotrek Gilarski w wejściu do warsztatu carbonbike.pl i od razu rzuca się do robienia zdjęć. – Mówiłam ci! – Ale on na prawdę jest piękny! Przepraszam, muszę go dotknąć! – Mówiłam ci, że to jest taki rower, którego chce się dotykać!

Irańska moda

Kiedy ja myślę o tym, jak wygospodarować odrobinę czasu na budowę roweru, moi znajomi już myślą do przodu. Co będzie, gdy będę w Iranie? Czy nikt mnie nie zje, albo co gorsza skonsumuje? Regina zadała jeszcze bardziej dociekliwe pytanie. – Przygotowałaś już sobie ubrania? Spojrzałam na nią co najmniej zdziwiona. I kto to mówi? Rozumiem, moja mama lubi mieć spakowane rzeczy na kilka dni przed wyjazdem, ale Regina? Przecież ona pakuje się tak jak ja, w ostatniej chwili. – No co ty! mam czas! – Dorota, to znaczy, że już kupiłaś tunikę? Tu mnie załamała. Faktycznie, w Iranie muszę mieć tunikę! – I wcale nie tak łatwo ją dostać – Regina mnie dobiła. Ale miała rację. Dwa dni przekopywałam allegro i nic. Albo dekolt za duży, albo dół za kusy. W końcu otworzyłam szafę i znalazłam odpowiednia sukienkę – bez dekoltu, długi rękaw, jak Allah przykazał. Następnego dnia zrobiłam test. Założyłam ją do spodni i pojechałam na rowerze do pracy. – Co to jest!? – Zapytali koledzy. – Ja w Irańskiej odsłonie – Chyba zasłonie… – Powiedziała trzeźwo koleżanka, a kolega dodał: Jesteśmy o ciebie spokojni, w tym stroju nikt cię nie ruszy!

Tani bilet

Nie mogę powiedzieć, że w organizacji mojego wyjazdu wszystko kuleje. Otóż nie! Mam bilet do Teheranu. Kupiłam go w momencie, gdy najtańsze połączenie z warszawy kosztowało 1900 zł Aeroflotem. Z marszu odpadło. Następne, korzystne pod względem ceny połączenie zapewniały linie Ukraińskie – nigdy więcej! Dalej już koszt biletu oscylował miedzy 2200 a 2500 zł z Aegean i Turkish Airlines. Tylko jak powinnam zapakować rower? Dwa dni dzwoniłam do Turkish Airlines, a że telefonu nikt nie odbierał, zadzwoniłam do Aegean. Bardzo miła pani na prawdę próbowała mnie zrozumieć. Ale w końcu wywiesiła białą flagę. – To możne pani powie mi konkretnie jaki lot ma pani na myśli? Najlepiej jeśli poda mi pani jeego numer – poprosiła. – Lot jest do teheranu, ale jeszcze nie mam biletu – To może pani mi poda daty, a ja zaproponuje pani jakiś bilet. wtedy będę mogła konkretnie odpowiedzieć na pytania. Za chwilę dostaję wiadomość: „Proponujemy połączenie za 1400 zł.” Grzech nie brać! I tak zrozumiałam -w tym chaosie jest metoda! Choć wszystko organizacyjnie leży, to przynajmniej mam bilet. Tańszy niż w wyszukiwarkach internetowych na ten sam dzień i tę samą trasę…

Piotrek  Gilarski przy pracy:)

  • Wow super sprawa. Nie tak dawno oglądałem krótki reportaż na ytb o Afrykańczykach którzy robią takie rowery, a dzisiaj natknąłem się Pani blog. Mam takie pytanie czy byłaby możliwośc uzyskania info jak takie cudo samemu zrobić?Pozdrawiam serdecznie

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.