bambusowy rower

Iran – Czysta improwizacja

Zaczynam podroz. Najpierw Yazd, a co dalej? Niech wiatr prowadzi!  Tu nie mam polskich znakow, […]

Iran – Czysta improwizacja

bambusowy rower | Iran | podróże

Zaczynam podroz. Najpierw Yazd, a co dalej? Niech wiatr prowadzi! 

Tu nie mam polskich znakow, wiec dopoki nie wroce, teksty beda niestety tak wygladaly…

Nie mozna sobie nic narzucac, a najbardziej planow. Te powinny rodzic sie same, powoli rozwijac az do chwili, w ktorej powiem: „stop, mam cie!”. I tak krystalizowala sie w mojej glowie trasa. Wiedzialam, ze laduje w Teheranie, a jazde rowerem zaczne od Yazdu. Ale ktoredy pojade?

Plan numer jeden: Qeshm

W Teheranie poznalam Natashe. Dziewczyna-czolg zjezdzila na rowerze caly Iran, Indie, Chiny i Afganistan. Teraz otworzyla rowerowe biuro podrozy www.bycyclerun.com – Musisz jechac przez Mehir, w dol. Popatrzylam na mape. Przytakne, bo z Natasha lepiej nie zadzierac, ale zrobie po swojemu. Nastepnego dnia zapakowalam siebie i rower do autobusu i jazda do Yazdu! Tam wszystko sie wyklaruje. I moge powiedziec wyklarowalo. Powstal…

…Plan numer dwa: Sziraz

Pierwszy dzien jazdy z Yazdu to byla prawdziwa degrengolada! Porazka na pelnej linii. Wiem, zaspalam. Ale rzadko sie tak dobrze rozmawia przy piwie bezalkoholowym. Poprzedniej nocy wypilismy z Waldkiem, Polakiem z Wilna, chyba 5 butelek! Wiem, podroz powinnam byla zaczac nieco wczesniej niz o 12 w poludnie. W czasie drogi zrozumialam, ze powinnam miec przy sobie jedzenie i wode. O wodzie pamietalam, ale jedzenia nie zabralam. Co robic? Gdzies przy drodze zobaczylam lodownie i zjazd do Zinda Abad. Super! Jest wioska. Objechalam ja. Wiekszosc glinianych chat rozplywala sie w otaczajacej je pustynii. Gdzies zobaczylam oltarz z palaca sie lampka. I tylko przed jedna z chat siadzialy dwie kobiety. – Przepraszam, czy jest tu gdzies restauracja? – wiem, ze to troche idiotyczne pytanie w wiosce duchow, ale trzeba jakos zagaic rozmowe. Starsza kobieta, w kwiaciastej chuscie spojrzala na mlodsza kobiete w kolorowym ubraniu. – Tu nie ma restauracji, ale wejdz, nakarmimy cie. Kobieta wprowadzila mnie do olbrzymiego glinianego domu. Usiedlysmy w olbrzymiej kuchni. – W tym domu jestesmy tylko dwa razy do roku. Dzis przyjechalismy zalepic dach – tlumaczy. W pewnym momencie pokazuje jej zdjecie oltarzyka. – Zauwarzylas ze w wiosce nie ma meczetu? – odpowiada pytaniem kobieta. – W tej wiosce mieszkali tylko zaratusztrianie. Ale tak jak ubywa zaratusztrian, tak ubylo mieszkancow tej wioski. W tej chwili mieszkaja tu dwie osoby. – A wy? – My mieszkamy w Teheranie. Ale niedaleko jest Cham. Tam ciagle jeszcze mieszkaja ludzie. Zajrzyj tam. I swiatynia jest i nasze swiete drzewo. Pojechalam. Wioska tak samo wyludniona. Owoce granatow gnija na drzewach. Na drodge wyszla tylko staruszka w kwiecistaj chuscie. Gestem dloni zaprosila mnie do swojego domu. W wejsciu tlilo sie kadzidlo, a po srodku dziedzinca roslo olbrzymie drzewo. Kobieta popatrzyla sie na mnie, usmiechnela sie i spojrzala na drzwi. To wszystko, co moglam tu zobaczyc. I w ten sposob uplynelo mi 30 km. Resztka sil dotarlam do Taft i padlam. W takim tempie za miesiac nie dojade do Szirazu! Jutro wczesnie wstane i kupie iranska mape, bo trasa do Shirazu na mojej, przywiezionej z Polski, wyglada dosc lyso. Nie ma na niej prawie zadnych drog i miejscowosci. Nastepnego dnia wstalam wczesnie i ruszylam na poszukiwanie mapy. Tu napotkalam pierwszy problem. Na stacjach benzynowyh map sie nie sprzedaje. A gdzie mozna je dostac? Na jakims „midone”, czyli placu. A gdzie on jest? I tu pojawia sie kolejny problem. Po persku znam jedynie slowa: prawo i lewo. I wcale nie tak latwo, nawet droga eliminacji wylapac slowo „prosto”. Bo w Iranie ma ono wiele krzywych, ktore rozchodza sie w niezliczona ilosc kierunkow. Wiec bladzilam, bladzilam, woklo tego cholernego „midone” i mapy nie znalazlam. W rozpaczy dzwonie do Natashy. Zanim zapytalam sie o slowo „mapa”, wzielam gleboki oddech. – Zmienilam plany, jade do Shirazu. – Wiesz, chcialam o tym z toba porozmawiac – odpowiedziala Natasha. – Moze bys zaczela od Isfahanu, bo zbliza sie Ashura i ludzie zaczna tam wariowac. Wiec lepiej, zebys przyjechala przed tym swietem. Niezly pomysl. Na mojej mapie trasa do Isfahanu wyglada o wiele lepiej. Zatem kolejna zmiana. powstal…

…plan numer trzy: Isfahan, Sziraz i jesli sie uda wyspa Qeshm. 

Wtedy powiedzialam: „mam cie!”. nie wiem jak dotre, ale to zrobie! Wiatr niech sobie wieje jak chce, ale to wlasnie jest moja trasa!

Zaratusztrianka z Zinda Abad
Oltarz zaratusztrianski
Chams
Zinda Abad 
Chams

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.