Bliski Wschód

Iran – Czarny PR

Nikt na świecie nie zrobi tak czarnego PR Iranowi, jak… sami Irańczycy. Amerykańscy politycy mogą […]

Iran – Czarny PR

Bliski Wschód | Iran | ludzie

Nikt na świecie nie zrobi tak czarnego PR Iranowi, jak… sami Irańczycy. Amerykańscy politycy mogą się schować ze swoją osią zła. I tak nikt ich nie bierze zbyt serio. Ale co innego, jeśli do słowa dojdzie Irańczyk…

Uważaj na kierowców!

Od tych słów się zaczęło. A znaczyć to miało mniej więcej to: jeżdżą jak wariaci, żadnych zasad nie mają, zginiesz po pierwszym dniu na autostradzie. Ktoś kiwał głową, ktoś pukał się w czoło. Jeszcze ktoś inny wysyłał mi rozpaczliwe maile, żeby w żadnym wypadku nie jechała tam gdzie chcę jechać. Ale pojechałam. Rzeczywiście – po autostradzie rowerem nie jedzie się zbyt komfortowo. Po trzech lub czterech pasach prują na złamanie kierownicy ciężarówki, samochody osobowe i skutery. Z tym, że te ostatnie jadą z prądem i pod prąd. Tak samo zresztą jak ja z Natashą. Bo przez dwa dni miałam towarzyszkę – Irankę, która niedawno wróciła z samotnej wyprawy rowerowej przez Afganistan do Chin.
– Bo widzisz – tłumaczy mi swoje zachowanie. – My nie jesteśmy samochodami.
– Nie jesteśmy też świętymi krowami – pozwoliłam sobie na uwagę w indyjskich klimatach. Natasha  mieszkała bowiem w Indiach przez osiem lat. Sama. Bo rodzice z Północnego Teheranu są dość wyluzowani. I trzeba przyznać, że Natasha nie zawiodła rodzicielskiego zaufania. Wciąż jest dziewicą.

Nikomu nie ufaj

kiedy indziej powiedziała Natasha. Ona w przeciwieństwie do innych jest uczciwa. Cała reszta Irańczyków to typy spod ciemnej gwiazdy. Dlatego mogę jej zostawić 200 dolarów na przechowanie. Ale innych Irańczyków powinnam trzymać na odległość kija.
Słowa „Nikomu nie ufaj” ponownie padły kilka dni później z ust Karmana. Chłopak przewiózł mnie przez remontowany odcinek autostrady.
– Dlaczego?
– Bo ludzie są niebezpieczni, jeszcze bardziej od przejeżdżających samochodów. Nie przyjmuj od nich zaproszeń, nie dawaj zaprosić się na obiad… Gdybym już trochę nie jeździła po Iranie, w tym momencie na pewno ciarki przeszłyby mi po plecach. Bo tego dnia na drodze działy się dantejskie sceny. Pobocze, zazwyczaj komfortowe, o szerokości jednego pasa rozjeżdżały ciężarówki. Dla nich nie było świętości. Więc Karman uratował mi tę cześć ciała, co na siodełku siedzi. Na koniec poprosił mnie o numer telefonu,
– Bo będę się martwił, czy bezpiecznie dojechałaś na miejsce.
Tłumaczenie sensowne, więc dałam. Facet przez następny tydzień bombardował mnie miłosnymi sms-ami…

Nie spuszczaj oka z roweru…

…mówi Farhad. Dla niego rodacy, to banda pustynnych psów, które tylko czekają na moje potknięcie.
– Sakwy noś zawsze przy sobie – dodał. – I nigdy, przenigdy nie zostawiaj roweru. Nawet jak ludzie dookoła będą wyglądali na uczciwych. Bo tak na prawdę oni tylko czekają, by wbić ci nóż w plecy i zabrać wszystko, co posiadasz.
przypomniałam sobie te słowa, kiedy w Nodoushan stawiałam rower pod meczetem.
– Może chociaż łańcuch założę..? – przemknęło mi przez myśl.
Ale wokół nie było nic, o co mogłabym go opleść. Same ściany. Trudno, w takim tłumie nikt go nie gwizdnie, najwyżej przestawi… I weszłam do meczetu, gdzie już na mnie czekał talerz z gorąca strawą i kilkadziesiąt uczciwie wyglądających twarzy (tak, wiem, to mogło być tylko złudzenie). Po wyjściu, pozwoliłam kobietom pokłócić się, o to, która mnie zgarnie na drugi obiad tym razem do domu. „Niech zwycięży silniejsza”, pomyślałam i czekałam na wynik. Zwyciężczyni szybko uporała się z rywalkami jednym błyskiem oka. Przegrane z podkulonym ogonem wycofały się z ulicy. Jednak na pocieszenie moja gospodyni pozwoliła im przyjść i przez kilka minut mnie pooglądać. Więc przychodziły trójkami. Jedna zmiana trwała około 10 minut. Kobiety bez skrupułów wykorzystywały swój czas. Seriami strzelały zdjęcia, jak gryzłam i przełykałam. „Mam za swoje. Ze te wszystkie zdjęcia niby z ukrycia”. Na koniec obiadu padło pytanie: „Masz gdzie spać?”.
– Nie mam.
– Zostań u nas.
Może i bym została, gdyby nie zbyt wczesna pora. Chciałam jeszcze wycisnać z dnia kilka kilometrów. I dobrze zrobiłam, bo kiedy wygasały ostatnie promienie słońca, pukałam do wrót hotelu w Aqdzie. To właśnie tam zostawiłam Was w poprzednim wpisie. A noc w Aqdzie zapowiadała się spokojnie. Duchy poszły spać, świerszcze grały. Nic nie zapowiadało, że następnego dnia w samo południe mój mały perski raj nawiedzi wycieczka z Isfahanu. A przecież… każde dziecko wie, że…

…mieszkańcy Isfahanu to cwaniacy i oszuści!

Jak zgodnie twierdzili moi znajomi z Teheranu. Zatem Isfahańczyków miałam się strzec w pierwszym rzędzie! A to właśnie ci ludzie otoczyli mnie i rower.
– To bambus?
– Tak, sama go zrobiłam.
No i stało się… Zostałam zaadoptowana. Dzielili się ze mną jedzeniem, częstowali herbatą, na koniec Faride – jedna z turystek – zaprosiła mnie do siebie do domu. Do Isfahanu…

  • Haha dobre historie! Zdjęcia są nieziemskie! Może to przez ten czarno biały filtr są tak klimatowe. Nie umiem wyobrazić sobie jak się jeżdzi na bambusowym rowerze? Pomysł jest super, nie sądziłam, że bambus jest tak mocny żeby zrobić z niego rower, nie rozlatuje ci się czasami?

    • Bambus daje radę. Sam rower jest całkiem mocny, wygodny no i bardzo ładny:) Oryginały zdjęć są kolorowe, ale dużo lepiej wyglądają w czerni i bieli. Cieszę się, że Ci się podobają:)

  • Zdjęcia rzeczywiście robią wrażenie ;). A sam post ma bardzo prawdziwą treść. Czasem mam wrażenia, że każdy z nas ma coś z takiego Irańczyka, niektórzy bardzo mało, inni więcej, ale jednak ;).

    • Oj, mamy dużo z Irańczyków:) Może dlatego czułam się tam jak w domu

  • Świetny artykuł. Zdjęcia również rewelacyjne. Te opowieści są rewelacyjne 🙂 Taka jazda na bambusowym rowerze musi być ciekawa 😀 Chociaż co do bambusu to można śmiało stwierdzić, że jest wytrzymały. Mam nawet gdzieś wędkę bambusową i z tego co pamiętam jest bardzo wytrzymała 🙂

    • Dziękuję:) Szczególnie za miłe słowa dotyczące zdjęć. Bo czasem bardzo ciężko mi się je robiło trzymając jedną ręką rower:) a rower rzeczywiście jest bardzo wytrzymały.

  • Witaj! Pozwoliłem sobie nominować Twojego bloga do zabawy Liebster Blog Award. Zachęcam do wzięcia udziału w takowej. Na tej stronie zamieszczone są pytania dla nominowanego ;). http://geoporadnik.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award.html

  • Ale ż jaki dobry blog! Miło mi poznać! Jestem blogerką z Białorusi, teraz studjuę w Warszawie i patrzę na polskie blogi turystyczne – zaduma Pani pisać o ludziach i sposób, w jaki to wykonane – bardzo ładne!Dziękuję!!

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.