inspiracje

Japonia – Haramaki, polecane przez samurajów!

Czasem niepozorny przedmiot, ma za sobą potężną historię. Jak Haramaki z MakiMaki.pl Co wspólnego mają […]

Japonia – Haramaki, polecane przez samurajów!

inspiracje | Japonia | ludzie

Czasem niepozorny przedmiot, ma za sobą potężną historię. Jak Haramaki z MakiMaki.pl

Co wspólnego mają ze sobą harakiri i maki-zushi? Haramaki! Rzecz banalna w swej prostocie – ot zwykły komin, który ma otulać (po japońsku „maki”) brzuch (po japońsku „hara”). Pierwotnie haramaki stanowiło część zbroi samurajów, dziś po prostu mają chronić przed zimnem. Haramaki, tak popularne w Japonii, od dwóch lat można nabyć również i w Polsce na stronie www.makimaki.pl , zapakowane jak… sushi! Pomysł, by zacząć ich produkcję w Polsce narodził się…
– Z potrzeby – odpowiada Chie Piskorska.
Chie jest Japonką. Od 18 lat mieszka w Polsce. Zanim tu przyjechała, poznała chłód rosyjskiej i ukraińskiej zimy. W Polsce nie było lepiej. Tym bardziej, że jako architekt wnętrz, często musiała pracować na budowach, gdzie wiatr hulał w surowych pomieszczeniach. Wtedy przypomniała sobie o haramaki.
– Poprosiłam mamę, żeby mi kilka przysłała. Tak zrobiła. Ale żadne mi się nie spodobało. Więc sama postanowiłam je sobie uszyć. Z ekologicznej bawełny, po swojemu…

…czyli dwukolorowo

W ten sposób Chie nawiązuje do japońskiej dworskiej tradycji nakładania kolorów – kasane irome, która rozwijała się Japonii od VIII do XII wieku. Wówczas każde zestawienie kolorów miało swoje znaczenie i swoją nazwę.
– Nawet miłość wyznawano sobie wierszem w listach pisanych na kolorowym papierze. Przy czym kolor musiał być dostosowany do pory roku. Wiosną królowały zatem odcienie różu, a zimą szarości – tłumaczy Chie. – Również kimona nakładano jedne na drugie, nawet do dwunastu warstw. Każda z nich miała inną barwę ale również dostosowaną do pory roku. Japończycy cechują się niezwykłą wrażliwością na kolory i piękno natury i umieją je odzwierciedlać w przedmiotach wokół siebie. 
– Korzystasz z tych zestawień?
– Te zestawienia są źródłem moich inspiracji.  Każde MakiMaki haramaki jest dwustronne i dwukolorowe. Jednak zamiast nazywać je na przykład żółte + szare, co jest nieciekawe i materialistyczne, nadaję im imiona zgodnie z tradycją kasame irome. Dzięki temu zmienia się stosunek do przedmiotu. W ogóle Japończycy lubią wymyślać nazwy dla przedmiotów czy produktów, tak jak wymyślają imię dla swojego dziecka. Zatem na stronie MakiMaki.pl przy każdym haramaki znajduje się opowieść o jego imieniu i inspiracjach kolorystycznych. Jedno z zestawień nosi nazwę Rikyu – wybitnego mistrza ceremonii parzenia herbaty z XVI wieku i doradcy kilku władców.
– Bo samuraje cenili sobie chwile wyciszenia podczas ceremonii herbaty. A że w Japonii oprawa estetyczna była zawsze niezwykle ważna, więc mistrz ceremonii herbaty cieszył się ogromnym autorytetem u władców – tłumaczy Chie. – Rikyu lubił minimalizm i czerń, ale czuję, że w jego sercu płonęła wielka pasja, którą wyraziłam pomarańczową barwą.
Jedno z zestawień kolorystycznych wymyślił syn Chie. Zapytał kiedyś, dlaczego nie ma białego haramaki.
– Bo nikt tego nie kupi. Wybrudzi się.
– A wiesz dlaczego ludzie kupują białe adidasy?
– Dlaczego?
– Bo są fajne.
I tak powstało kobaltowo – białe zestawienie nazwane Hiroshige, jak malarz, który właśnie upodobał sobie kobalt.
Na MakiMaki.pl barwy przywołują opowieści o Japonii, nie mogło jednak zabraknąć…

…polskiego wątku.

Od samego początku Chie wiedziała, że haramaki będą szyte w Polsce.
– Bo inaczej nie miałoby to sensu. Chodziło mi o podkreślenie współpracy między Japonią i Polską.
– To było ważne?
– To było bardzo ważne! Kiedy tu zamieszkałam, uderzyło mnie, że ludzie nie doceniają swojego kraju. Wyjeżdżają twierdząc, że w Polsce nic się nie da zrobić, albo że się nic nie dzieje.
Podobnie atmosfera panowała w Japonii po przegranej wojnie w 1945 roku.
– Czuliśmy się bardzo zacofani. Z zazdrością spoglądaliśmy na Europę. Jednak znaleźli się antropolodzy i historycy spoza naszego kraju, którzy nas doceniali. Dzięki nim Japończycy się dowiedzieli, że mają piękne rzeczy.

Po prostu wolność

Polska też nie wygrała wojny. Warszawa do której przyjechała Chie u schyłku komunizmu przytłaczała szarością i smutkiem w przeciwieństwie do Budapesztu albo Pragi. Te miasta przetrwały praktycznie bez zniszczeń, a Warszawa nie.
– Dlaczego? Bo Polacy, kiedy chodziło o wolność, nigdy nie szli na kompromisy. Zawsze wybierali walkę i za to płacili przerwaną tradycja, zniszczonym krajem. Ale dla was wolność zawsze była najważniejsza.
Chie szczególnie silnie zafascynowało powstanie Warszawskie, podczas którego na szali położyliśmy istnienie miasta. Zaczęła pisać artykuły o powstaniu, robiła wywiady z kombatantami – po japońsku, do japońskich gazet.
–Bo w Japonii w prawie nikt nie pisał o powstaniu Warszawskim i ludzie o tym nie wiedzą! A dla mnie w tym wydarzeniu tkwi kwintesencja polskiego ducha –  piękno i dylemat. O tym chciałam opowiedzieć Japończykom.
W Kraju Kwitnącej Wiśni najważniejsza jest harmonia.
– Jeśli Japończycy chcą ją utrzymać w relacjach międzyludzkich, to często muszą ograniczyć swoją wolność, na przykład w wyrażaniu opinii. Mówi się, że gdzie dziesięciu polaków, tam 11 opinii. W Japonii żyjemy dla całości, nie dla siebie, więc nie wyrażamy swoich opinii.
Z drugiej jednak strony w Japonii panuje wolność wyobraźni.
– Wyobraź sobie ogród zen, a w nim zwykły kamień. My zobaczymy w nim morze, albo jakiegoś ptaka, czy żółwia. Natomiast Europejczyk przyjdzie, spojrzy na ten sam kamień i powie, że owszem coś by i zobaczył, gdyby to wyrzeźbił. Nie rozumiemy tego europejskiego podejścia. Wolimy zostawić pełną swobodę interpretacji, bo to może być piękniejsze od tego co pokazane.
Podobnie jest haramaki. Ich prosta forma sprawia, że każdy może to użyć na tysiąc sposobów, jak tylko podyktuje wyobraźnia – raz może być spódnicą, innym razem pasem albo topem. Zdjęcia kilku z zastosowań Chie opublikowała na swojej stronie. W roli modelki wystąpiła córka Chie – pół Japonka, pół Polka.

Z wyobraźnią

Siła Haramaki leży w wyobraźni i współpracy z ludźmi. Pewnego razu Chie zobaczyła, że ktoś założył dziecięce haramaki na szyję.
– To był doskonały pomysł! Sama bym na to nie wpadła!
Poszła z ciosem i zaczęła promować najmniejsze rozmiary również jako ocieplacze na szyję. Kiedy indziej ktoś zasugerował, by pokazać haramaki w „praktyce”.
– Może na lalce?
– Nie… A może na kocie? Przecież kot to symbol ciepła.
I tak powstała duża maskotka kota Maki Neko. Za jej wzór posłużył Toffi – jeden z kotów Chie. Ze ścinków krawcowa zaczęła szyć małe Maki Neko. I tak powstały kotki – breloczki. Kot stał się również znakiem firmowym Maki Maki. Dlatego właśnie Chie, kiedy jeździ na targi, nie wynajmuje sprzedawców. Sama staje za ladą i rozmawia. I obserwuje. I sprzedaje. I wpada na nowe pomysły. 
P.S. Po rozmowie w Chie też wpadłam na pomysł. Jednym z kolejnych krajów, który odwiedzę z bambusowym rowerem będzie Japonia!
Haramaki zamówisz również na:
 
Foto: MakiMaki.pl

  • Świetna ciekawostka. 🙂 I kolejny przykład na to, jak świat się gwałtownie zmienia. Dziś nie robią już na nas wrażenia takie słowa, jak "sushi", czy "sumo", za kilka lat dołączy do nich haramaki, potem jeszcze coś innego, i tak dalej. 🙂 Z jednej strony jest to fascynujący, z drugiej nieco niepokojące. 😉

    • Myślę, że nie ma się czego obawiać. Cywilizacje szły do przodu dzięki wymianie myśli, a że teraz wymiana jest szybsza i szersza to inna sprawa:)

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.