bambusowy rower

Iran vs. Szkocja — Granice są w naszych głowach

Najtrudniejsze do przejścia granice tworzymy sobie sami w naszych głowach. Kiedy powiedziałam, że jadę do […]

Iran vs. Szkocja — Granice są w naszych głowach

bambusowy rower | podróże | praktycznie

Najtrudniejsze do przejścia granice tworzymy sobie sami w naszych głowach.

Kiedy powiedziałam, że jadę do Szkocji, znajomy odetchnął z ulgą.
– Uff, nareszcie do jakiegoś cywilizowanego kraju.
– A Iran nie był cywilizowany?
Pytanie godziło w fundamenty politycznej poprawności. Przecież nie można nazwać Irańczyków zacofanymi troglodytami. Natychmiast zatem nastąpiło delikatne wycofywanie na z góry upatrzoną pozycję o nazwie: „muzułmanie źle traktują kobiety”. Stąd też płynie wniosek – wszystko jest lepsze od samotnej rowerowej podróży po Iranie. Nawet Szkocja!
Nie ma co tu kryć – przy Iranie Szkocja to czyste nudy. Alkohol sprzedaje się w sklepach spożywczych, kobiety głowy zakrywają co najwyżej czapką, jeśli akurat mocniej wieje, a świątynie świecą pustkami o ile nie przerobi się ich na hinduskie restauracje czy B&B. Dlatego to właśnie podróżą po Iranie wciąż robię wrażenie w towarzystwie.
– To ta od bambusowego roweru, co jeździła po Iranie.
– I co, nie bałaś się?
Co za pytanie? Jasne, że się bałam! Przed wyjazdem. Strach sobie poszedł dopiero, jak wylądowałam w Teheranie i wracał tylko na krótkie chwile wraz z dzikimi psami. Z dzikimi psami wracał z powrotem na pustynię. Dlatego z uporem maniaka powtarzam:
– Iran jest najlepszym krajem na świeci dla samotnie podróżujących kobiet na rowerze. Dużo łatwiejszym niż europejska i do szpiku kości szkocka Szkocja.

Zakupy

W krajach o wyższym standardzie życia trudniej się znaleźć wędrowcy. Bo kiedy ruszamy przed siebie z plecakiem lub z sakwami, jesteśmy bliżsi nomadom z prehistorii niż eksploratorom przestrzeni kosmicznej. Nasze potrzeby kurczą się do dachu nad głową i miski strawy. W międzyczasie odkrywamy światy. Łatwiej więc nam przetrwać w świecie, gdzie nie każdy ma samochód. Bo to oznacza, że najbliższy sklep znajdziemy w odległości, którą może przebyć przeciętna kobieta w szpilkach na piechotę.
W Szkocji każdy ma samochód. Przejechanie tym samochodem 60-70 km do najbliższego supermarketu zabiera w najgorszym razie godzinę czasu. Dla mnie, poruszającej się na rowerze, to cały dzień jazdy. I to bardzo męczącej, bo z górki i pod górkę.
– Ale są przecież jeszcze malutkie lokalne sklepiki! – Mówi teoretyczny głos rozsądnego mieszkańca centralnej polski.
– Owszem, są – odpowiadam. – Zazwyczaj czynne do godziny 17.00.
Wraz z wybiciem godziny 17.00 małe wioski i miasteczka zamierają. Mieszkańcy zamykają się w swoich domach, a ja na pustych ulicach nie miałam nawet kogo zapytać o drogę do najbliższego baru, żeby coś przekąsić przed dalszą drogą. Zresztą nawet nie było sensu pytać, bo większość lokali, które mijałam po drodze była zamknięta.
W Iranie problem głodu nie istniał. Gdziekolwiek nie dojechałam, ktoś zaprosił mnie na obiad. Codziennie ktoś zatrzymywał mnie na drodze, żeby podarować owoce granatu. Po kilku godzinach jazdy po irańskich drogach sakwy miałam pełne pożywienia. W Szkocji po godz. 17.00 wszystkie sklepy są zamknięte. Dlatego po pierwszym spotkaniu z prawdziwym głodem, w małym miasteczku, gdzie wszystko było zamknięte a ja nie miałam siły, by wrócić do domu, zaczęłam wozić ze sobą prowiant.

Internet

Im kraj ma niższy dochód na jednego mieszkańca, tym łatwiejszy dla wędrowcy dostęp do internetu. W Iranie, Syrii, Meksyku czy Gwatemali nie potrzebowałam ze sobą wozić laptopa. Zazwyczaj wystarczyła minuta, by namierzyć wzrokiem jakąś kafejkę internetową. W Europie nie jest to takie proste. Kawiarenki internetowe splajtowały wraz z upowszechnieniem domowych komputerów. Dlatego w Szkocji woziłam ze sobą iPada z klawiaturą, który miał mi służyć za minilaptopa. Szczerze wierzyłam, że napiszę z trasy kilka postów. Ale znowu Szkocja zweryfikowała te zamiary – mojego sprzętu ani razu nie wyjęłam z pokrowca. Po całym dniu jazdy z górki i pod górkę najzwyczajniej w świecie nie miałam siły myśleć. Nawet kufel IPA unosiłam do ust z niemałym trudem! A tu jeszcze, mimo zmęczenia musiałam pamiętać o rezerwacji noclegów z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Noclegi

Tak, Szkocja wymagała planowania! Zrozumiałam to w pierwszych dniach podróży, gdy stanęłam przed drzwiami hostelu.
– Nie ma miejsc – Usłyszałam, a przemiły uśmiech na twarzy mówił drukowanymi literami:
– Sorry koleżanko, to nie nasz problem, że nie masz dachu nad głową. Jest szczyt sezonu, powinnaś sobie wcześniej zarezerwować nocleg. Gdybyś miała trochę oleju w głowie to byś zapakowała namiot. W Szkocji funkcjonuje bowiem „The Right of Passage”, czyli prawo przejścia. Na jego podstawie można rozbić namiot w dowolnym miejscu, ale tylko na jedną noc. Ale ja celowo nie zabrałam namiotu! Po pierwsze, bo zimno, po drugie, bo mokro.
W Iranie też nie miałam namiotu i dobrze sobie radziłam. Ponieważ Irańczycy, w przeciwieństwie do Szkotów, dużo podróżują po swoim kraju, wszędzie na swej drodze napotykałam hotele lub hostele. Często też po prostu – zapraszano mnie do swoich domów. Dlatego w Iranie mogłam się cieszyć niezwykłym luksusem improwizacji. Mogłam jechać przed siebie i spać w miejscu, do którego docierałam o zmierzchu

Trasa

Pomijając wszystkie kłody, jakie rzucała mi pod koła cywilizacja, swoje trzy grosze dodała natura. Szkocja jest po prostu trudna. Technicznie. Podjazdy i zjazdy stopniowo mnie wykańczały, aż po kilku dniach jazdy przeżyłam kryzys. Wszystko mnie bolało, nie miałam siły, a drogi wcale nie ubywało.
– Nie przejadę tej trasy, skoro nie daję sobie rady z dotychczasowymi górkami. Przecież przede mną dużo poważniejsze wzniesienia…
– Nie panikuj. Usiądź i pomyśl – powiedział głos rozsądku. – Wiesz, że mniej energii kosztuje wjechanie rowerem na górę, niż podprowadzenie go, więc zastanów się jak pokonywać podjazdy. Potrzebujesz paliwa, więc zacznij jeść odpowiednio kaloryczne produkty, zarezerwuj noclegi, żeby mieć spokojną głowę. I zrób sobie dzień przerwy od roweru. Odpocznij.
Tak zrobiłam. Następnego dnia zmierzyłam się z kolejnymi podjazdami. Dałam radę, choć nie było łatwo. A w Iranie, jak najbardziej – było łatwo! Trasa prowadziła mnie po równinach, czasem jedynie pojawiało się jakieś nieznaczne przewyższenie. Wiatr w twarz nie hamował mnie przy podjazdach, bo praktycznie ich nie było.
Dlatego nie dajmy się zwodzić pozorom. Nie dajmy uwięzić głowy w przekonaniu, że INNE znaczy niebezpieczne i trudne. Bo czasem NASZE, SWOJSKIE i ZZA MIEDZY wymaga znacznie więcej pracy i wyrzeczeń. Za to po powrocie czujemy tak niesamowitą satysfakcję!

Patron medialny wyprawy do neolitycznej Szkocji
http://magazynkontynenty.pl/

  • Anonimowy

    Fenomenalna podróż i fenomenalna podróżniczka. Z zazdrościa i podziwem…..Czekam na więcej

    • Dziękuję za miłe słowa:) Cóż mogę dodać… Zapraszam na bloga:)

  • Bardzo trafny opis. Wielokrotnie było mi łatwiej podróżować pi krajach trzeciego świata niż po cywilizowanej Europie, m.in. właśnie z tych powodów.Nie trzeba nawet podróŻować rowerem. .

  • Też wróciłam właśnie ze Szkocji i podpisuję się pod Twoimi słowami. Dużo łatwiejszy był dla nas zeszłoroczny wyjazd do Kirgistanu i Chin. Wprawdzie nie podróżowaliśmy rowerem i mieliśmy namiot, ale i tak nie było łatwo. Po pierwsze – kempingi są równie często pełne, jak hostele, a z tym right of passage nie jest wcale tak łatwo. Nie wolno rozbijać namiotu bliżej niż 150 m od drogi, nie wolno na pastwiskach, i okazuje się, że znalezienie miejsca bywa trudne, zwłaszcza, że znaczna część terenu jest po prostu podmokła, przynajmniej w tym roku. Trekking w górach na północy dużo trudniejszy niż w Tian Shan – bagna i pogoda służą za rewelacyjne utrudnienie 😉 Ale i tak nam się podobało, chociaż zmęczyliśmy się bez wątpienia. Jeśli będziesz ciekawa, to nasza relacja będzie na innestrony.blox.pl – jak już ogarnę zdjęcia. A, internet dla osoby podróżującej po Szkocji to dramat, zwłaszcza w porównaniu z Azją 😀

    • Hej! Już zaglądam na Waszego bloga! mam nadzieje, że wrzuciliście relacje:)Jestem bardzo ciekawa!

  • Fantastyczny i bardzo ciekawy wpis. Cieszę się, że tu trafiłam 🙂

  • Anonimowy

    Rowerem po szkocji…. szalenstwo ;p mieszkam juz 2 lata w tym kraju i wszedzie autem. Do sklepu tez. Odleglosci sa duze ale bardzo dobre skomunikowanie drog sprawia ze odleglosci liczy sie w czasie jaki jest potrzebny na ich przeybcie a nie w milach. Pozdro. Mieszkaniec Dunfermline.

    • Polecam wsiąść kiedyś na rower i pomknąć przed siebie:) Szkocja jest wspaniała na rowerową przygodę!

  • Anonimowy

    Porównanie Szkocji do Iranu budzi co najmniej wesołość. Równie dobrze można porównać Polskę do Kambodży, albo konia do krowy. Jedno ma się nijak do drugiego i niczemu nie służy.

    • Hej! Właśnie tym komentarzem udowadniasz, że czemuś takie porównania służą:)Chociażby, po to by odrzucić stereotypy i absurdalnie nie przyrównywać Iranu do Kambodży, konia albo krowy (czy może do krowy przyrównałeś/łaś Polskę?:). W tekście dałam sporo konkretnych przykładów, które wyraźnie dla Ciebie są abstrakcyjne, ale wierzę, że dla rowerzystów mogą być cenne. Pozdrawiam:)

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.