Europa

Tajny bunkier Stalina

Samara kryje pod ziemia wiele tajemnic i skarbów. Nie tylko bunkier Stalina… O jednym z […]

Tajny bunkier Stalina

Europa | miejsca | miejsce1

Samara kryje pod ziemia wiele tajemnic i skarbów. Nie tylko bunkier Stalina…

O jednym z ukrytych skarbów usłyszałam wcześniej niż o królewnie Śnieżce. Tak się bowiem złożyło, że w czasach carskiej Rosji moja rodzina systematycznie kolonizowała tereny Imperium.  Jako pierwsi na podbój wyruszyli bracia prapradziadka za udział w powstaniu styczniowym. Nieźle się „ustroili” i już nigdy nie zdecydowali na powrót. Potem na wschód ruszyli kuzyni prababci z sąsiednich, podlaskich zaścianków. Ci różnie lądowali – jedni znaleźli pracę na Łotwie, inni robili biznesy w Piterze, czyli Petersburgu. Jeden z kuzynów, którego imię rozmyło się w rodzinnej pamięci kupił sobie pole naftowe pod Baku i tam spędzał większą część roku. Na koniec dwóch braci założyło aptekę w Samarze. Całej rodzinie dobrze się, żyło i dobrze by się żyło dalej, gdyby nie nadeszła rewolucja. O ile w 1918 roku wydało się, że to tylko przejściowa awantura, moja rodzina trwała na swych wypracowanych pozycjach. Ale w 1922 roku wszystko było już pozamiatane. Musieli wracać do Polski.
Moja babcia doskonale pamiętała wielką ucztę w moskiewskim mieszkaniu jednej z ciotek. Miała wtedy 14 lat. Ciotka nie żałowała fortuny, którą zostawiło jej czterech mężów, by dobrze się zabawić. Tym bardziej, że już jutro miała wszystko zostawić i przekroczyć granicę Polski w tym, co miała na sobie i zaczynać od nowa. Tak jak reszta rodziny, która tego wieczoru bawiła się pod jej dachem Zatem jutro mieli stracić wszystko – i ci z Syberii, i ci z Pitera, i wuj z Baku, i dwaj wujowie z Samary. Na przyjęciu był też ówczesny szef kolei transsyberyjskiej, ogólnie znany alkoholik. Zatem moi przodkowie siedzą za stołem, jedzą i rozmawiają o świecie, który już nie wróci, za którym ostatecznie zatrzasną drzwi wraz z wejściem na pokład ostatniego pociągu do Polski. I tak im było żal. I tego pola naftowego, i tych sklepów w Piterze, i tego moskiewskiego mieszkania i 5 galonów spiryta zakopanych w Samarze…
– Pięć galonów spiryta?! – wrzasnął naczelnik kolei, zapewne nieźle już uduchowiony trunkiem . – Wracamy! Ja was z Rosji bez tego spiryta nie wypuszczę!
Musiało być groźnie, skoro babcia tę ucztę zapamiętała do śmierci. Na szczęście, następnego dnia wszyscy jednak wyruszyli do Polski.
Po niemal stu latach wróciłam do Rosji. W pociągu do Samary przypomniałam sobie tę historię.
– Czy ten spiryt dalej spoczywa pod ziemią, czy już przypadł w udziale tym, którzy wgryzali się w samarską glebę? Był bowiem czas, gdy pod samarską ziemią koparki uwijały się 24 godziny na dobę!
Samara miała swoje historyczne pięć minut. Po wkroczeniu Niemców do Rosji w 1941 roku, do Samary właśnie przeniesiono stolicę ZSRR. Tu urządziły się, ewakuowane z Moskwy, ambasady i najwyższe urzędy. Swoją placówkę dyplomatyczną miało również państwo Polskie. Tu przeniosła się też większość najwyższych oficjeli i z zapartym tchem czekała na Stalina, bo Samarę godnie przygotowano na przyjęcie wielkiego wodza…
– Dowiedzieliśmy się o tym dopiero po upadku ZSRR – mówi Galina, mieszkanka Samary.
– Ale o czym?
– O bunkrze Stalina. Wiesz w jakim byliśmy szoku? Mieszkałam naprzeciwko, codziennie widziałam go z okna i czujesz – nikt, nigdy nie przypuszczał, że on tam jest.
W sumie skąd mieli wiedzieć. Budowę rozpoczęto pod osłoną wojny, a wejście ucharakteryzowano na banalną kanciapę przyrośnięta do miejskiego baru mlecznego.
– Można go zwiedzić?
Twarz Galiny rozświetlił promienny uśmiech wschodniego gospodarza, któremu udało się przewidzieć pragnienia swojego gościa.
I tak kilka godzin później, schodzimy krętymi schodami piętro po piętrze w dól, w czeluści bunkra. Oglądamy gabinet, z którego miał zarządzać państwem i pokój narad, w którym miał decydować o lasach wojny… Miał – bo nigdy tu nie zagościł. Stalin podczas niemieckiej ofensywy na Moskwę, nie opuścił miasta. A ponieważ Niemców zmuszono do odwrotu z terenów Sowieckiej Rosji, bunkier stracił rację bytu, Choć… Nie przestał być tajny.
– Do dziś pozostaje tajemnicą, jak w trzy miesiące udało się robotnikom go wydrążyć i wykonać – mówi przewodnik.
– I do tego wszystko utrzymać w tajemnicy!
– Podobnie jak tajemnicę swoich grobów… – Galina lubi dreszczyk zgrozy.
Tym razem nieco przesadziła. Tajemnica bunkra nie wyciekła z kilku powodów. Po pierwsze, przy budowie nie pracował nikt miejscowy. Blisko 3 tys robotników sprowadzono z odległej Moskwy i Leningradu, trzymano ich w odosobnieniu i nie pozwolono na integrację z mieszkańcami Samary. Po drugie, każdy musiał podpisać zobowiązanie utrzymania tajemnicy i każdy znał cenę jej złamania. Po zakończeniu robót powrót do Samary był utrudniony, bo miasto został zamknięte. Dopiero w 1992 roku Samarę otworzono, a bunkier odtajniono.
Na tym nie koniec tajemnic.
– Ponoć pod ziemią jest całe miasto – mówi mi na ucho Galina. – Na jego tropie są digerzy. Tak nazywamy gości, którzy kręcą się po podziemiach.
– Czegoś konkretnego szukają?
– Prawdopodobnie gdzieś pod ziemią ukryto krążownik.
– Ale trafiają na jakieś ślady?
– Znikają – Galina jeszcze bardziej ściszyła głos. – Tu naprawdę ukryto wiele tajemnic…
Zatem digerzy mają co robić. I trudno powiedzieć, co szybciej znajdą – tajny krążownik, podziemne miasto, czy pięć galonów mojego rodzinnego spiryta…

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.