bambusowy rower

Aszura w Iranie

  Przez całą podróż po Iranie wisiał nade mną cień aszury. Dopadł mnie w Kaszan. […]

Aszura w Iranie

bambusowy rower | Iran | zwyczaje

 

Przez całą podróż po Iranie wisiał nade mną cień aszury. Dopadł mnie w Kaszan. To tam zobaczyłam, jak Irańczycy opłakują śmierć imama Husaina pod Karbalą.

– Podczas aszury ludzie wpadają w religijny amok! – ostrzega mnie Natasha, po nocy spędzonej w Kaszan. – Dobrze ci radzę, wracaj ze mną do Teheranu, bo tam mogę cię jeszcze ochronić!
Według Natashy Kaszańczykom źle z oczu patrzyło. Ponoć, gdy wjeżdżałyśmy do miasta pozwolili sobie na kilka komentarzy, które Natashę przeraził na śmierć. Ja tylko uśmiechałam. Po pierwsze, bo oni też się uśmiechali, po drugie nie rozumiałam, co mówią. Ot, kolejny dowód na to, że barany może nie żyją lepiej, ale na pewno bardziej szczęśliwie. Chociaż… dziewczyny, która samotnie przejechała na rowerze Afganistan, byle co nie przestraszy. Zaczynam zatem warzyć w myślach. Wracać z nią do Teheranu i moją rowerową przygodę skończyć ponad tydzień przed planem, czy może zostać i zobaczyć prawdziwą dziką aszurę. Inną od tych z Teheranu, Jazdu czy Isfahanu, które namiętnie fotografują turyści.
– Ale ty zapomnij o zdjęciach!
– Dlaczego?
– Ci ludzie są nieobliczalni! Jeśli tylko zobaczą cię z aparatem, to nie wiem, co ci mogą zrobić – Natasha powiedziała to tonem jasno wskazującym, że jednak wie, ale nie powie.
– Natasha, ale jak ja mam nie robić zdjęć?
– Twoje życie, twoja strata, ja zawijam się do Teheranu. Jeśli koniecznie chcesz fotografować radzę ci GoPro. Tego tu jeszcze nie znają. Może zdążysz coś utrwalić, zanim cię…
– Co mnie?
– Co ja ci będę mówiła!

Bitwa pod Karbalą

Natasha nie lubi powtarzać rzeczy tak oczywistych, jak dla nas wizyta świętego Mikołaja w Boże Narodzenie. Otóż w Iranie każde dziecko wie, że w aszurę mężczyźni chwytają za metalowe bicze. W rytm pieśni żałobnych i własnego serca uderzają się nimi po plecach i ramionach. W ten sposób pokutują za zdradę przodków. Za to, że w 980 roku odstąpili od Imama Husaina i pozwolili mu zginać w bitwie pod Karbalą.
Po śmierci Mahometa w świecie arabskim zaczęła się walka o władzę. Przede wszystkim trzeba było ustalić kto przejmuje zwierzchnictwo nad religia, a co za tym idzie również nad islamskim imperium – czy towarzysze proroka, za którymi stanęła armia, czy rodzina proroka, czyli potomkowie Aiszy (córki Mahometa) i Alego, za którymi opowiedziały się pewne rody i miasta. Tarcia między zwolennikami obydwu grup rozpoczęły się już nad łożem śmierci Mahometa, czyli około 640 roku.
W 680 roku mieszkańcy Kufy zapraszają do siebie imama Husaina, wnuka Mahometa i obiecują wsparcie w walce o należną mu władzę. Husajn wyrusza w drogę ze swoim orszakiem. W jego skład wchodzi garstka zbrojnych oraz kobiety i dzieci. W sumie około 100 osób. Niemal u kresu podróży na spotkanie wychodzi im posłaniec z tragiczną wiadomoscia – mieszkańców Kufy zastraszył namiestnik Jazyda i postanowili odstąpić od przyrzeczenia złożonego Husainowi. Zatem w Kufie czekała na nich śmierć! Co robić?
– Ktoś o tchórzliwym sercu nakazałby odwrót – tłumaczy pewien mułła. – Ale nie Husajn! Wieczorem zebrał swoich towarzyszy i zwolnił z obowiązku wierności. Pozwolił im odejść, by ratowali swoje życie.
– Odeszli?
– Zaledwie kilka osób. Przy Husainie pozostało około 72 mężczyzn oraz gromada kobiet i dzieci.
Następnego ranka pod Karbalą wyszła im naprzeciw armia Jazyda w sile od 4 do 100 tysięcy. Masakra trwała do wieczora. Zabito wszystkich mężczyzn powyżej 6 miesiąca życia. Ocalała jedynie garstka kobiet i dzieci. Ale i tym, po wzięciu do niewoli przez trzy dni odmawiano jedzenia i picia. Więc i one umierały.
Wspomnienie bitwy pod Karbalą nie dawało spokoju sumieniom mieszkańców Kufy. Wkrótce stworzyli oni tajny ruch pokutników – tawwabun. Uważali oni, że jedynym sposobem na zmycie z rąk krwi imama Husaina, będzie zabicie wszystkich jego prześladowców. Po kilku latach pokutnicy rzeczywiście ruszyli w stronę Syrii, by pomścić Karbalę i… podczas starcia z wojskami kalifa praktycznie zostali wybici do nogi. Po tej klęsce pojęcie Shīʻatu ʻAlī , czyli podążający za Alim, zaczęło funkcjonować jako nazwa odłamu religijnego, dla którego centralnym punktem odniesienia jest męczeńska śmierć imama Husaina w imię prawdy, sprawiedliwości, godności, wierności…

Czarne pochody

Cała obrzędowość aszury nawiązuje do bitwy pod Karbalą i losów jej uczestników. Mężczyźni grupują się w hay’aty, które po kolei, jeden za drugim, przemierzają główna ulicę bazaru w Kaszan. Podczas marszu uderzają się żelaznymi batami, albo dłońmi po piersi, a dźwięk tych uderzeń rozchodzi się echem po alejkach. Kobiety zaś niegdyś rwały szaty, teraz w czarnych żałobnych strojach robią komórkami zdjęcia. To Hay’atom, to mnie. Centralnie, bez wstydu, bez choćby cienia dyskrecji. Patrząc na to, coraz bardziej korci mnie, żeby z plecaka wyjąć bezlusterkowca. Tym bardziej, że serce coraz mocniej mi krwawi na widok kadrów, których nie chwytam. Twarzy, które odchodzą w przeszłość krętymi zaułkami Kaszan.

Nagle spłynęła na mnie światłość! Nie metafizyczna. Po prostu ktoś przyziemnie błysnął mi flashem po oczach.

– Koniec! Miarka się przebrała! Też wam zrobię zdjęcia! – Wyciągam aparat i… jakiś mężczyzna w czarnej koszuli chwyta mnie za rękę i ciągnie przez tłum. Dalej, wzdłuż zaułków Kaszan, dokąd jeszcze przed chwilą odpływały twarze. Trzyma mocno, nie jestem w stanie się wyrwać. Aż doprowadza do schodków, na wprost biczującego się hay’atu.
– Rób zdjęcia. Stąd będziesz miała lepszy widok.
W tym momencie odszedł ode mnie strach. Zaczęłam płynąć z tłumem. Piłam mleko, którego żałowano niemowlętom, schwytanym pod Karbalą, jadłam jedzenie, którego skąpiono niedobitkom… A częstowano mnie na każdym kroku. Od przechodniów dostawałam ciasteczka, które potem przekazywałam napotkanym dzieciakom. W meczetach podawano mi talerza z ciepła strawą. Kilka razy przechodziłam obok domów, akurat gdy gospodarze otwierali drzwi i wydawali przechodniom porcje obiadowe zapakowane w plastikowe pojemniki. Popijałam to wszystko herbatą, ze specjalnych stoisk pobudowanych na każdej niemal ulicy. Przyglądałam się też świeczkom, które palono przed meczetami.
– Za każdym razem kiedy zapalam świeczkę, wypowiadam w myślach życzenie – tłumaczy Reyhane.
– Ile świeczek musisz zapalić?
– Czterdzieści.
– To możesz wypowiedzieć czterdzieści życzeń?
Reyhane się zarumieniła.
– Nie, ja mam jedno życzenie…

Spotkanie

Wieczorem nie miałam siły. Usiadłam na ławeczce, obok położyłam aparat. W pewnym momencie podchodzi do mnie dziewczyna w czarnym czadorze.
– To twoje? – bezceremonialnie wskazuje na bezlusterkowca.
– Tak – Nie wiem, czy to dobra odpowiedź. W jej oczach próbuję odgadnąć intencje…
– To rób dużo zdjęć i pokaz światu, że nie jesteśmy dzicy!

Kobiety podczas Ashury w Kashan

I tak spłynęła na mnie światłość… To znaczy błysnął flash:)
Jeden z kiosków, gdzie rozdawano herbatę.
Reyhane zapala jedną z 40 świeczek…

Poczęstunek w meczecie
Hay’aty

Kolejne marzenia…

Tym razem poczęstunek wydaje się z domu
Tu rozdają mleko
Znowu herbata

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.