bambusowy rower

Orkady – Scara Brae i inne skarby neolitu

  Neolityczna wioska Scara Brae na Orkadach od dawna siedziała mi w głowie. Pewnego dnia […]

Orkady – Scara Brae i inne skarby neolitu

bambusowy rower | Europa | podróże

 

Neolityczna wioska Scara Brae na Orkadach od dawna siedziała mi w głowie. Pewnego dnia zapakowałam bambusowy rower i po prostu pojechałam, aby ją zobaczyć.

Lubię mieć marzenia. Bo wtedy wiem co mam robić. Spełniać je. Dotyczy to każdego aspektu mojego życia, na czele z podróżami. Nadszedł więc dzień, by znowu porozmawiać ze sobą. Bo wakacje za pasem, bo potrzeba ruszenia z miejsca powoli rozsadza mi głowę.
– Dokąd teraz zabrać bambusowy rower? – Zaczynam monodialog.
Może tym razem pokazałabyś mu Europę?
– W Hiszpanii przecież już byłam…
– Europa to nie tylko Hiszpania! Może coś na północy? Pamiętasz zdjęcie Scara Brae – neolitycznej wioski z Orkadów?
– Ale tam jest tak zimno!
Jestem stworzeniem nawet nie ciepło, ale gorącolubnym. Potrafię zmarznąć w samo południe na środku pustyni, a sweter ściągam przy 30 st. C. Dlatego Szkocja ze swoimi 19 st. C w pełnym słońcu nigdy nie znalazła się na mojej liście wymarzonych wakacji. Choć z drugiej strony…

Skarby neolitu

Wiele lat temu, natrafiłam fotografię pewnego kamiennego domu. Najpierw myślałam,że zaprojektował go jakiś ekstrawagancki architekt. Później dopiero dotarłam do informacji, że dom stanowi część neolitycznej wioski Scara Brae na Orkadach w północnej Szkocji. W ogóle na Orkadach zachowało się najwięcej w Europie neolitycznych zabytków i to praktycznie w nietkniętym stanie. Dlaczego? Za sprawą klimatu. Choć pogoda nigdy nie rozpieszczała tamtejszych mieszkańców, w neolicie dawała im jednak jakoś żyć. Uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, łowili ryby. Mieszkali spokojnie w kamiennych chatkach wzniesionych na planie plastra miodu. Wznosili też świątynie, kamienne kręgi, zaś przemijanie odmierzały im cienie menhirów rozstawionych w każdym niemal zakątku wysp. Po 600 latach nastąpiło ochłodzenie i ludzie odeszli. Mijały stulecia. Jedynymi śmiałkami, którzy odwiedzali wyspy byli wikingowie. Tymczasem czas zasypywał budowle coraz grubszą warstwą ziemi.
– Kiedy w średniowieczu przybyli tu kolejni osadnicy, budowle były już na tyle głęboko, że nie drasnęło ich żadne, ówcześnie stosowane radło – mówi Chris, student archeologii na uniwersytecie w Aberdeen, a dziś turysta który jak ja, przyjechał na spotkanie z neolityczną przeszłością.
– Równie skutecznie dawne neolityczne osady chroniły przesądy, baśnie i legendy, które opowiadały miejscach nawiedzanych przez duchy i trolle. Miejsca te stanowiły tabu i należało je omijać szerokim łukiem – dodaje Chris. – Te przesądy wciąż są żywe wśród mieszkańców Orkad. Kiedy my, archeologowie, podążamy ich śladem, praktycznie zawsze trafiamy na jakiś zabytek neolitu.

Standing Stones of Stenness

Nie wszystkim neolitycznym skarbom udało się bez szwanku przetrwać tysiąclecia. Kamienne kręgi wznosiły się dumnie ponad trawy i zboża. Opierać się musiały nie sztormom, ale również coraz bardziej oświeconym umysłom ludzkim. Nie było łatwo, bowiem te, mniej więcej w połowie XIX wieku powoli przestawały bać się trolli, ale jeszcze nie zaczęły doceniać wartości kamiennych skarbów. I tak, jeden z właścicieli pól w Stenness postanowił wysadzić lokalny kamienny krąg z 3100 r. p.n.e. Po kilku obalonych menhirach okolicznej ludności udało się zatrzymać jego niszczycielskie zapędy. Kamienne bloki ponownie postawiono do pionu. Niestety nie wszystkie i nie dokładnie…
Standing Stones of Stenness znajdują się po drodze do Scara Brae. Tu prawdopodobnie rozpoczynał się szlak pielgrzymki, którą szli neolityczni mieszkańcy Orkad podczas przesileń. Tak ja ja teraz jadę na bambusowym rowerze, oni wędrowali drogą między dwoma jeziorami. Być może towarzyszyła im muzyka, być może zatrzymywali się po drodze, by złożyć ofiary na przebłaganie bezimiennych dziś bogów… Ich imiona znają samotne menhiry, które mijam po drodze. Ale kamień, jak to kamień, do gadół nie należy. I tak docieram do…
 

…Ness of Brodgar

Miejsce przed którym parkuje rower odkryto w 2003 roku, przez przypadek. Nikt nie przeczuwał wówczas, że sterta regularnie ułożonych kamieni okaże się jednym z nielicznych znanych na świecie neolitycznych kompleksów świątynnych. Dla turystów zbudowano specjalne podesty, żeby mogli zwiedzać, nie przeszkadzając w pracy archeologom. Ale ja lubię przeszkadzać! I to szczególnie archeologom.
– Właściwie mamy do czynienia z dwoma kompleksami świątynnymi – mówi pani archeolog, opłukująca skorupy ceramiczne. – Starsza pochodzi z 3300 r. p.n.e. i młodsza z 2200 r. pne.
– Czy rzeczywiście przy tej młodszej znaleźliście ślady wielkiej rytualnej uczty?
– Tak. W fosie natrafiliśmy na kości kilku tysięcy zwierząt, które złożono tu w ofierze podczas jednej uroczystości. Znaleźliśmy też ślady wielkiej uczty.
– Rzeczywiście jesteście w stanie powiedzieć, że po tej właśnie uczcie świątynia została zniszczona, a ludzie odeszli na zawsze?
– Tak, nie mamy wątpliwości. A skąd o tym wiesz?
– Przed podróżą oglądałam filmy Naila Olivera. Genialne – bardzo dużo się dowiedziałam.
Na programy Naila Olivera trafiłam na youtubie, kiedy przygotowywałam się do podróży. Pierwszy film rozpoczynał szeroki kadr, obejmujący po horyzont szkockie równiny. Wtedy do gry wkroczył głos. Spokojny, wyrażający się pięknie po angielsku ale z dziwnym akcentem. Chińskim? Kolejne ujęcie, kamera powoli robi najazd na włascicela głosu. Przyglądam się jego twarzy i nie widzę śladów chińskiego genotypu. To był Szkot. Nail Oliver. Jeszcze tego wieczora obejrzałam kilka jego filmów i polecam je przed podróżą do Szkocji.
– Wiesz, że Nail przyjedzie tu za tydzień? Będzie kręcił kolejny film.
– To koniecznie pozdrów go od jego wielbicielki z Polski!

Ring of Brodgar…

…znajduje się kilkaset metrów dalej. Powstał około 2500 – 2000 r. pne. Z 60 kamieni, zachowało się 27. Ustawiono je w kręgu o średnicy 104 m, czyli po horyzont. To robi wrażenie! Trudno powiedzieć, czy to właśnie tu kończyła się trasa pielgrzymki. Prawdopodobnie ziemia skrywa jeszcze wiele tajemnic, które odkryje przypadek lub siły natury, jak to się stało w przypadku…

…Scara Brae

Wioskę z około 3100 r. p.n.e. odsłonił gigantyczny sztorm. Wydarzenie miało miejsce w 1850 roku, ale dopiero w początkach XX wieku rozpoczęto badania archeologiczne. Nie wiemy, ilu ludzi tu żyło, ponieważ część osady pochłonęło morze. Do naszych czasów przetrwało zaledwie osiem okrągłych domostw z kamiennym wyposażeniem. Serce każdego domostwa stanowi palenisko. Za nim znajduje się kamienna szafka. Być może mieszkańcy domu przechowywali w niej przedmioty codziennego użytku, a może stanowiła coś w rodzaju domowej kapliczki. Pod szafką w podłodze wbudowane są niewielkie zbiorniki w których prawdopodobnie przechowywano żywe jeszcze ryby. Po prawej i lewej stronie od wejścia znajdują się łoża. W ścianach budowano skrytki. Poszczególne domostwa łączono ze sobą podziemnym korytarzem.
Za chwilę zobaczę to wszystko na własne oczy. Od Scara Brae dzielą mnie jedynie minuty. Im bliżej celu, tym silniej myślę o okrucieństwie losu. Bo jak to możliwe, że kiedy od wymarzonego od tylu lat miejsca, dzieli mnie ostatnia prosta, nagle zaczyna padać deszcz?
– Choć kilka chwil słońca – proszę mojego anioła Stróża. Patrzę na niebo. Marne szanse… Nade mną kłębią się gęste burzowe chmury. Trudno. Już się nie cofnę. Kupuję bilet, wchodzę na teren wykopalisk i… nagle wychodzi słońce. Na kilka minut, ale wystarcza, by zobaczyć i zrobić sobie zdjęcie. Tak, los jest jednak łaskawy dla marzycieli!

  • Świetna relacja i zdjęcia. 🙂 Z przyjemnością przeczytałam. 🙂

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.