ludzie

Batiki krymskotatarskie

  W sztuce granice nie istnieją! Wystarczy spojrzeć na batiki tatarskiej artystki Elmiry Seit-Ametovej. Nie […]

Batiki krymskotatarskie

ludzie | Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie | orientalny bazar świateczny

 

W sztuce granice nie istnieją! Wystarczy spojrzeć na batiki tatarskiej artystki Elmiry Seit-Ametovej.

Nie tylko ludzie podróżują. Granice państw i kontynentów przekraczają również motywy i techniki artystyczne. Widać to wyraźnie w pracach Elmiry Seit-Ametovej, gdzie spotykają się tatarskie wzory oddane techniką indonezyjskiego batiku na chińskich i uzbeckich jedwabiach.
– Choć batiki obce są tradycji tatarów krymskich, to same tkaniny dekoracyjne jak najbardziej zajmowały w niej poczesne miejsce – tłumaczy artystka. – To właśnie z ich ornamentyki czerpię inspiracje dla moich prac.
Na szalach i obrazach przewijają się zatem migdały, które w sztuce krymsko-tatarskiej symbolizują młode dziewczyny, róże – które odczytuje się jako dojrzałe kobiety, a obok nich cyprysy, które oznaczają mężczyzn. Jednak Elmira najbardziej lubi malować ryby i ptaki w stylistyce… indonezyjskiej!
Jestem artystką – mówi – dlatego łącząc poszczególne elementy mam na uwadze przede wszystkim kompozycję, a nie ich kulturowe pochodzenie. Dla mnie najbardziej liczy się to, by prace niosły pozytywną energię.

Życiem malowane

Historia umiejętnie mieszała wzory i emocje na tkaninach Elmiry. Najpierw, w 1944 roku za sprawą dekretu Stalina przegnała rodzinę artystki z Krymu do Uzbekistanu. Mieli szczęście – przeżyli. Elmira od dziecka chłonęła zatem uzbeckie motywy dekoracyjne, by następnie świadomie przetwarzać je artystycznie podczas nauki w Szkole artystycznej w Taszkiencie. Ukończyła ją w 1992 roku i otrzymała dyplom z malarstwa.
– W 1992 roku wraz z rodzicami wróciliśmy na Krym – wspomina Elmira. – Tam podejmuję studia na Krymski Instytut Technologii Informacyjno-Poligraficznych Ukraińskiej Akademii Drukarstwa na kierunkach malarstwa i grafiki książkowej. Dyplom nie satysfakcjonuje Elmiry, bo od dłuższego już czasu zerkała w stronę tkanin. Wytrwale. Uparcie. W takiej sytuacji los nie miał wyboru –  musiał coś jej zesłać. I zesłał.
– W 2007 roku otrzymuję stypendium Ministerstwa Kultury „Gaude Polonia” i odbywam staż na warszawskiej ASP w pracowni tkaniny artystycznej u prof. Doroty Grynczel – mówi Elmira.
– Wciąż jednak czuje Pani niedosyt…
Bo zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to tylko batik mnie interesuje.
– Trzeba było zatem podjąć kolejne kroki…
– Tu z pomocą przyszedł mój mąż. Znalazł informację o Programie Stypendialnym Ministerstwa Edukacji Republiki Indonezji. Złożyłam papiery i już w 2008 roku uczyłam się wykonywania batików na akademii sztuk pięknych i kultury Indonezji w Dżakarcie.
Na tkaninach zaczęły pojawiać się indonezyjskie wzory geometryczne i stylizowane zwierzęta.
Po roku Elmira wróciła na Krym. Otworzyła swoja pracownię i zaczęła tworzyć ukochane batiki. Do czasu. Bo rodzinna historia lubi się niestety powtarzać. W 2014 roku, po aneksji Krymu przez Rosję, Elmira, jak wielu Tatarów Krymskich, zostaje zmuszona do emigracji. Osiada w Kijowie. Wtedy na jej szalach zaczynają pojawiać się postaci z ukraińskich bajek.

Granice tradycji

Tworzenie batików wymaga „logistyki kolorystycznej”. Od szkicu do gotowego dzieła prowadzi żmudna droga. Barwy nakłada się po kolei od najjaśniejszej do najciemniejszej. Za każdym razem po zanurzeniu w farbie, trzeba tkaninę wysuszyć, nałożyć wosk na powierzchnie, które nie mają już absorbować kolejnych barwników. Następnie tkaninę zanurza się w kolejnym kolorze. Znów suszenie, nałożenie wosku, kolejne farbowanie, kolejne suszenie i tak przez cztery do siedmiu dni.
– W zależności od skomplikowania samego rysunku – wyjaśnia Elmira.
Procesu nie można przyspieszyć. Odbywa się pod dyktando wypracowanej w Indonezji tradycyjnej techniki…
– …i farb?
– Nigdy w życiu! – zastrzega Elmira. – Są szkodliwe dla zdrowia, bo w ich składzie znajduje się kwas solny. Ja używam farb niemieckich.

Tymczasem nad Wisłą…

W tej międzynarodowej historii nadchodzi czas na polski akcent. Pojawia się on kilka lat temu w postaci Magdy Rodziewicz z Uniwersytetu Warszawskiego. Magda z kolei wprowadza do opowieści Karolinę Krzywicką z Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie. Karolina, po obejrzeniu prac, od razu zaprasza Elmirę na Orientalny Bazar Świąteczny w muzeum. Może wynikną z niego kolejne polskie akcenty? Trzymam kciuki!!!

 

Orientalny Bazar Świąteczny
Kiedy: 9 grudnia 2017
Gdzie: Muzeum Azji i Pacyfiku, ul. Solec 26, Warszawa

https://www.facebook.com/events/355060041605235/

Link do strony Elmiry Seit-Ametowej

https://www.facebook.com/profile.php?id=100008445153497

Foto: Elmira Seit-Ametova

Podobne

O mnie

Przede wszystkim jestem włóczykijem, następnie dziennikarką i antropologiem kultury. Założyłam tego bloga, by dzielić się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, bo to spotkania z nimi napełniają mój plecak bagażem wspomnień. Poprzez te historie próbuję zrozumieć i opisać nasz Piękny Świat.