Czeczenia

Czeczenia – Jak zostałam gwiazdą

Czasem brak legalnych dokumentów wprowadza na salony. W moim przypadku na czeczeńskie salony:) Czasem brak […]

Czeczenia – Jak zostałam gwiazdą

Czeczenia | działam | Grozny

Czeczenia
Czeczenia

Czasem brak legalnych dokumentów wprowadza na salony. W moim przypadku na czeczeńskie salony:)

Czasem brak brak legalnych dokumentów Wszystko zaczęło się od tego, że nie miałam przepustki na granzonę, czyli strefę przygraniczną.
– Zrób coś – powiedziałam do Mogameda.
Za dwa dni mieliśmy wyruszyć w góry na 5 dniowy treking, a na przepustki obcokrajowcy czekają trzy miesiące… Oficjalny powód: wciąż trwające walki z oddziałami partyzantki.

Mówisz, masz

– Zrobione – następnego dnia powiedział Mogamed. – Załatwiłem szkolenie w centrum Obrony Cywilnej. Rzeczywiście. Następnego dnia odbyło się szkolenie a na oficjalnej stronie prezydenta Ramzana Kadyrowa ukazała się informacja na ten temat. Kilka minut później informację przeczytali dziennikarze z HTV i zaczęli pracę nad scenariuszem reportażu. Ponieważ w Czeczeńskiej telewizji panuje cenzura, temat musiała zatwierdzić Moskwa.

Walka z żywiołem

My w tym czasie wspinaliśmy się na pierwsze wzniesienie. Nie było trudne, ale Mogamed nie miał kondycji. W połowie podejścia zaczął myśleć o odwrocie – oficjalnie dlatego, że robiło się późno. Ale widziałam, że po prostu zabrakło mu tchu. Kto jednak słyszał, by czeczeński mężczyzna przyznał się obcej kobiecie do słabości! Zatem ciągle wymyślał nowe powody, by jednak zawrócić. Nagle zadzwonił telefon.

Dyskretny urok czeczeńskiej telewizji

– Jasne… nad jeziorem Kyzynoy-amb… wieczorem… – Mogamed z każdym słowem krzepł, odżywał, nabierał sił. – Jedzie do nas telewizja – rzucił po skończonej rozmowie i wyraźnie dostał skrzydeł. Już nie mówił o wycofaniu. Parł do przodu, ile sił mu tylko zostało. Ale i tak do szosy prowadzącej nad jezioro dotarliśmy po zmierzchu. Była po przeciwległej stronie doliny. Zanim zeszliśmy i zaczęliśmy wspinaczkę zaszło słońce. Wiedziałam, że muszę zapamiętać ostatni odcinek naszej drogi, bo za kilka minut zapadną egipskie ciemności. I tak rzeczywiście się stało. Ostatnie metry wdrapywaliśmy się na czworaka… Ale udało się. Staliśmy na szosie. W tym momencie podjechał samochód.
– Polka jest?
– Jest.
– To zabieramy! – Dziennikarze zapakowali nasze plecaki. – Mamy kiełbasę, ziemniaki, napoje. Zrobimy ognisko jak marzenie! Ale wcześniej nakręcili kilka ujęć. I następnego dnia też. I tak zostałam gwiazdą…

Galeria

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close