Czeczenia

Czeczenia – pomysł, który się zrodził przez przypadek

Najpiękniejszy w podróży jest brak planu. To znaczy miałam wstępny plan: ląduję w Petersburgu, a […]

Czeczenia – pomysł, który się zrodził przez przypadek

Czeczenia | Federacja Rosyjska | Grozny

Dorota Chojnowska w tradycyjnej czapce w Czeczenii
Dżygitka z Czeczenii

Najpiękniejszy w podróży jest brak planu. To znaczy miałam wstępny plan: ląduję w Petersburgu, a wracam z Tbilisi. Ale po drodze zaczął mi świtać w głowie pomysł o imieniu Czeczenia…

Nieśmiało, bo się bałam. W Polsce Czeczenia nie ma najlepszej prasy. Ale uparcie, bo wiedziałam, że wszystko może się zmienić jak już pobędę w Rosji. Trzeba tylko pytać napotkanych po drodze ludzi jak tam jest. Czy ktoś coś widział, czy coś słyszał. – Mój kolega z pracy ciągle zaprasza mnie do Czeczenii – powiedział raz Sergiej z Moskwy
– I pojechałeś?
– Nie, chociaż on ciągle zapewnia, że już jest bezpiecznie, a jego rodzina na pewno się mną zajmie.
Ale Sergiej boi się Czeczenów. Trochę się mu nie dziwię. Jakieś 20 lat temu wysadzili w powietrze sąsiedni blok. To był pierwszy zamach terrorystyczny na taką skalę w Rosji. Chwilę potem był teatr na Łubiance, metro…

Spotkanie

Kiedy indziej poznałam Czeczenkę – Amirę. Z dumą opowiadała mi o odbudowanym Groznym. Że w mieście nie ma śladu wojny, a na ulicach, ba w całej Czeczenii nie zobaczę jednego papierka na ziemi.
– W centrum Groznego wzniesiono piękny, ogromny meczet – dodaje. – Regularnie się tam modlimy całą rodziną. Nieopodal zbudowano zaś centrum handlowe. Tam nie chodzimy, bo mąż uważa, że to nie jest stosowne dla mnie miejsce.

Drugie życie

Amira jest religijna. Jej włosy i szyję szczelnie zakrywa chusta, a sukienka skutecznie maskuje wszelkie krągłości jej ciała. Takie kobiety Czeczeńcy określają słowem „wahabitka” i odwracają głowę. Bez odrazy, bo są zbyt uprzejmi.
Ale to nie prawda. Nie jestem wahabitką – zarzeka się Amira. – Po prostu przejrzałam na oczy i podążam drogą wyznaczoną przez Koran – po czym wyciąga komórkę i pokazuje mi swoje zdjęcia z czasów liceum.
– Patrz jak chodziłam ubrana!
Teraz znowu przebija z niej duma, że nawet człowiek chodzący codziennie w mini i w mocnym makijażu może się tak zmienić.
– To było tuż przed porwaniem. Miałam w planach iść na studia medyczne, ale tu przydarzył się ślub, a potem mąż mnie nawrócił. 

Czas na decyzję…

W ten sposób z każdym dniem rosło we mnie pragnienie Czeczenii. Ostateczną decyzję odkładałam aż do Samary. Jeśli kupię bilet do Rostowa nad Donem, swoją rosyjską przygodę zakończę w Soczi. Jeśli kupię bilet do Astrachania, następnym przystankiem będzie Grozny. A co dalej? Nie wiem… „Nie wiem” było kolejnym argumentem „za”.
Następnego dnia byłam już w Astrachaniu, a dwa dni później siedziałam w pociągu do stolicy Czeczenii. Wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Że coś się zaczyna. Czasem to się po prostu czuje. Ale co się zaczyna – tego wciąż nie wiedziałam.
Dorota Chojnowska w tradycyjnej czapce w Czeczenii
treking w Czeczenii, Itum Kale
Góry Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii - Sharoy
treking w Czeczenii
Tradycyjny dom czeczeński
piktogramy czeczenskie
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
treking w Czeczenii
Czeczeńscy pasterze
Cmentarz czeczeński

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close