Jukatan

Ricardo, król meksykańskich hamaków.

Produkcja hamaków to istotna gałąź meksykańskiej gospodarki. Bo na hamakach leży spora cześć mieszkańców Jukatanu. […]

Ricardo, król meksykańskich hamaków.

Jukatan | Meksyk | podróże

Produkcja hamaków to istotna gałąź meksykańskiej gospodarki. Bo na hamakach leży spora cześć mieszkańców Jukatanu.

Trudno znaleźć na Jukatanie dom bez hamaków. Może nie być szafy, stołu, ale jak już są cztery ściany i dach, to hamak musi być! Dlatego Ricardo, początkujący typowy biznesmen meksykański postanowił na tym zarobić. Oczywiście po meksykańsku.

Hamakowe imperium

Ricardo ledwie wszedł w ten biznes, czyli dogadał się z jednym sklepem na przywóz klientów, już miał wizję hamakowego imperium rozciągniętego od USA po Europę. Spotkaliśmy się w szczytowej fazie rozwoju tej wizji, kiedy w myślach budował swoje przedstawicielstwa w Polsce i w Rosji. W tym celu umówił się ze mną i z Żenią na spotkanie, by omówić szczegóły podziału poplątanego hamakowego tortu.
– Wchodzicie w meksykańskie hamaki?
– Czemu nie? Ale musimy zobaczyć, jak wygląda sama produkcja. – odpowiedział profesjonalny biznesmen, Żenia.

Podróż do zagłębia meksykańskich hamaków

Następnego dnia Ricardo zabrał nas do wioski kilkadziesiąt kilometrów pod Meridą. Wszyscy jej mieszkańcy żyją z wyplatania hamaków.
Wjeżdżamy. Rzeczywiście, przed każdym domem stoi stelaż do robienia hamaków. Wszystkie są puste, poza jednym, przy którym pracuje dona Teresa. Chodzi od jednego do drugiego krańca stelaża i mechanicznym ruchem zaplata węzły.
– A gdzie reszta mieszkańców? – pytamy Ricardo.
– Jak to gdzie? Odpoczywa!

Motywacja najważniejsza!

Meksykanin, który do ciotki mieszkającej dwie ulice dalej pojedzie samochodem, przy hamakowej robocie ma prawo dostać zadyszki… Nić ma bowiem kilka kilometrów długości.
Dona Teresa wyrobiła sobie jednak kondycję. A to za sprawą motywacji w postaci sporej liczby gęb na utrzymaniu, więc się spieszy. Zatem część do spania robi w jeden dzień, a drugi dzień zajmuje jej wykończenie roboty, podczas gdy konkurencja potrzebuje około 3 tygodni na wykończenie dzieła. Dlaczego to właśnie u niej Żenia nie zamówił hamaku w barwach flagi meksykańskiej?!
Ja nie miałam żadnych fanaberii kolorystycznych. Wzięłam pierwszy lepszy hamak z miejscowego sklepu. W cenę 180 peso wliczone było: 40 peso dla producenta (ok. 10 zł), cena nici, sklepowa marża i procent Ricardo. Żenia zaś do dziś czeka na swój hamak…
Przymierzam hamak. Dowiozłam go z podróży i nigdy nie rozłożyłam…
W mieszkaniu na jukatanie musi być telewizor i hamak.
Splot jukatański
Ostatnie szlify

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close