Bliski Wschód

Maaloula – miasto, w którym mówiło się po aramejsku

To miała być opowieść o Maalouli, syryjskim miasteczku, w którym mówi się po aramejsku… Od […]

Maaloula – miasto, w którym mówiło się po aramejsku

Bliski Wschód | pasek syria | podróże

To miała być opowieść o Maalouli, syryjskim miasteczku, w którym mówi się po aramejsku…

Od dawna chciałam napisać o Maalouli w Syrii. Odkładałm ten temat, aż przyszła wojna. To co mi teraz pozostało, to pisanie w czasie przeszłym o mieszkańcach Maalouli, którzy mówili po aramejsku – języku Chrystusa i Nowego Testamentu.

ŚWIĘTA TEKLA

Dawno, dawno temu pewna Tekla przyjęła chrzest z rąk świętego Pawła. Na wieść o tym, ojciec postanowił ją zgładzić. Dziewczyna przezornie uciekła z domu, lecz ojciec wysłał za nią pościg. Tekla biegła, biegła, aż stanęła przed skalną ścianą. Za sobą słyszała rżenie koni i nawoływania żołnierzy. Wiedziała, że już po niej. Nagle… skały się rozstąpiły. Powstał wąwóz. Pobiegła tym wąwozem. U jego krańca znalazła jaskinię, w której się schroniła. Nikt jej tam nie znalazł. Żołnierze odpuścili pościg, ojciec też już jej nie szukał. Zatem Tekla postanowiła na stałe zamieszkać w jaskini. Tak zrobiła. Tam dożyła swoich dni czyniąc cuda. Po śmierci zresztą też nie szczędziła łask. Modlitwy nad jej grobem niezwykle często się spełniały. Ludzie litrami czerpali też wodę z cudownego źródełka. Przychodzili tu nawet ci, którzy przeszli na Islam i ich dzieci, i wnuki, i prawnuki…

TOLERANCJA

Do grobu świętej Tekli pielgrzymowali przede wszystkim muzułmanie. W sieni klasztoru znajdowała się kartka ze statystyką odwiedzin. Najliczniejszą grupę pielgrzymów stanowili… Irańczycy.
Przyjezdni, bez względu na wiarę, zostawiali buty przed wejściem do groty z grobem świętej Tekli. Przede mną weszły dwie muzułmanki – matka i córka. Kiedy tylko przekroczyły próg, podeszły do mniszki. Poprosiły, by ta skropiła ich dłonie świętym olejkiem i pobłogosławiła. Potem kobiety podeszły do ikon i każdą z nabożeństwem dotykały. Na koniec pomodliły się przed samym grobem.
– To muzułmanie też się modlą do ikon? – spytałam Ahmada.
– Nie modlimy się, ale bardzo szanujemy i wierzymy w ich moc. Wiesz, że jest w Maaluli jedna ikona podarowana przez polskiego generała?
– Jak to?
– Podczas wojny w klasztorze Mar Sarkis mieszkał jeden wasz generał. Bardzo zaprzyjaźnił się z opatem. Po wojnie w podzięce za gościnę z jaką został przyjęty on i jego ludzie, podarował tę ikonę.
Ahmadowi chodziło o Władysława Andersa.

UCHODŹCY

Mój wujek był jednym z ludzi Andersa. Brał udział w kampanii wrześniowej. Miał wiele szczęścia, że do niewoli trafił, już po tym jak w lesie katyńskim ziemia przykryła ciała polskich oficerów. Obóz w Kozielsku znowu był pusty i tam trafił mój wujek. Kiedy Stalin ogłosił „amnestię”, a generał Anders zaczął tworzyć polską armię, dołączył do wojska. Służył w Korpusie Polskim od samego początku. Przeżył epidemie czerwonki w Kazachstanie, wspominał gościnę Irańczyków, którzy przyjęli ewakuujących się z Rosji Polaków. Wiedziałam, że był Libanie. A teraz dowiedziałam się, że również stacjonował w syryjskiej Maalouli. Tak jak tysiące Polaków, którzy podążali z Armią Andersa korzystał z gościnności i opieki tamtejszych chrześcijan. Prawdopodobnie również bywał w klasztorze u gościnnego opata.
Dziś role się odwracają. Maaloula kilka razy znajdowała się w rękach bojowników z ISIS. Kościoły zburzono, domy spalono. Mieszkańcy będą potrzebowali naszej pomocy, by wrócić i odbudować swoje miasto…
Galeria

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close