Bliski Wschód

Iran, ashura i Saudyjczycy

Iran prędzej dogada się z USA niż z Arabią Saudyjską. W meczecie w Kom naprawdę […]

Iran, ashura i Saudyjczycy

Bliski Wschód | Iran | miejsca

Iran prędzej dogada się z USA niż z Arabią Saudyjską.

W meczecie w Kom naprawdę się zasiedziałam. Wszystko zaczęło się standardowo. Stanęłam u wejścia, kobiety-strażniczki dały mi czador i kazały czekać na przewodnika. Ale z czadorem nie jest tak łatwo. Z pozoru to tylko chusta w rozmiarze XXL, ale można ją założyć tył na przód i do góry nogami, tak jak ja, i wtedy kompletnie nie trzyma to fasonu. Przewodnik cierpliwie poczekał, aż kobiety oplotą mnie po bożemu, po czym odezwał się po angielsku. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście! Wreszcie mogłam zapytać, dlaczego sufizm, czyli islamski nurt mistyczny, w Iranie jest zakazany. Już otwierałam usta, kiedy na dziedziniec wyszedł hayyat. Dobrze znałam te dźwięki – żałobna pieśń, w rytmie wybijanym uderzeniami w piersi oraz szelest metalowych biczy. W ten sposób Irańczycy przez 40 dni przeżywają żałobę po śmierci imama Husajna, a następnie Aszurę.
– Opowiedz mi o nim.
– Chcesz porozmawiać?
– Tak, chcę porozmawiać.
 
Weszliśmy do barokowego pomieszczenia, przy jednym z dziedzińców. Kiedyś urzędował tu szach, teraz zaprasza się tu gości, którzy szukają odpowiedzi na pytania. Siadam na barokowym fotelu, ktoś przynosi ciastka, owoce i wodę.
– To się wydarzyło 680 roku. Husajn, wnuk Mahometa, syn Alego, męża Fatimy, ukochanej córki Proroka jechał do Karbali. Szyici uważają, że to właśnie do należała scheda po Proroku i przewodnictwo nad ummą, czyli wspólnotą muzułmańską. Husajnowi towarzyszyło wówczas około 70 osób – mężczyzn, kobiet i dzieci. Naprzeciw nim stanęła armia jednego towarzyszy Mahometa. Było ich kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy.
– Bitwa rozegrała się w dzień aszury. Zamordowano Husajna, wszystkich towarzyszących mu mężczyzn i dzieci powyżej szóstego miesiąca życia. Zostały tylko kobiety. To one nie pozwoliły, by zatarła się pamięć o tragedii.
– I stąd w aszurę pielgrzymujecie do Karbali.
– Żeby oddać cześć człowiekowi, który zginął za prawdę, sprawiedliwość i godność.
– Teraz wy ryzykujecie własne życie.
– O czym ty mówisz? – włączył się mułła, który siedział przy sąsiednim stoliku.
– Przecież tam jest niebezpiecznie. Państwo upadło…
– Czy państwo, które jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo 22 milionom pielgrzymów jest słabe? Co roku pielgrzymują tam szyici z całego świata i nic się nie dzieje. W przeciwieństwie do Mekki…
 
Z Mekką sprawa jest dość delikatna. Najświętsze miejsce islamu w swoich rękach mają Saudyjczycy, potomkowie tych, którzy poszli za towarzyszami Proroka. I tu się zaczyna problem, bo sunnitom do dziś, trudno się dogadać się z szyitami, a szyici łatwiej dogadają się z chrześcijanami niż sunnitami. Szczególnie, jeśli ci wyznają wahabizm, jak Saudyjczycy. Więc Irańczycy nie mają tam łatwo.
– I nigdy nie wiadomo, czy wrócą żywi. Słyszałaś co się tam ostatnio stało? – pyta mułła i kiwa głową na przewodnika. Ten bezbłędnie odczytuje komendę: „spocznij, w tył zwrot” i tak zostałam sam na sam z szyickim duchownym.
 
Hadż, czyli pielgrzymka do Mekki, stanowi zawsze grę z przeznaczeniem. Co roku giną ludzie, raz więcej, raz mniej. W 1990 roku stratowano 1426 osób, w 2004 – 250, w 2006 – 360…
– Regularnie wytykamy brak kompetencji i zaniedbania.
– Nie wygra się z przeznaczeniem – odpowiadają Saudyjczycy.
Saudyjczycy w garści trzymają w garści nie tylko ropę, ale losy muzułmańskich dusz po śmierci. Bo hadż jest obowiązkiem każdego Muzułmanina, jeśli po śmierci chce iść do raju. Dlatego rządy muzułmańskie nabierają wody w usta, protestują tylko Irańczycy.
 
Ostatni hadż znowu zebrał krwawe żniwo. Źródła saudyjskie twierdzą, że zginęło 800 osób, niezależne podają liczbę 2177 w tym ponad 400 Irańczyków. Jednak nie wszystkie ciała oddano rodzinom.
– Brakuje 65 osób. Nie byle jakich, bo prominentnych polityków.
Wśród zaginionych w pierwszym rzędzie wymienia się byłego ambasadora Iranu w Libanie – Ghazanfara Roknabadi. To on odgrywał czołową rolę w kształtowaniu polityki bliskowschodniej. Miał on decydujący głos w sprawie konfliktów w Syrii i Jemenie, czyli tam, gdzie obecnie ścierają się interesy Iranu i Arabii Saudyjskiej.
– Saudyjczycy utrzymują, że ich pochowali, a my pytamy, dlaczego nie oddali ich ciał rodzinie, jak pozostałe ofiary – mówi mułła. – A jeśli oni wciąż żyją? A jeśli Saudyjczycy przetrzymują ich w jakimś więzieniu i torturują?
 
Po tragedii Irańczycy wyszli na ulice. Szczególnie liczna demonstracja miała miejsce pod ambasadą Arabii Saudyjskiej w Teheranie. Kilka miesięcy później znowu wokół ambasady Saudyjskiej zebrały się tłumy. Tym razem tłum potępiał rozstrzelanie szyickiego duchownego przez rząd saudyjski. Demonstracja wymknęła się spod kontroli, ambasadę zdemolowano, po czym Saudyjczycy zerwali kontakty dyplomatyczne. Teraz Irańczykom będzie jeszcze trudniej odbywać hadż niż do tej pory. Pozostaje Karbala.
Nagle rozlega się wezwanie do modlitwy.
– Pan musi już iść…
Mułła machnął ręką.
– Przecież chciałaś rozmawiać o sufich!

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close