bambusowy rower

Travelery – Zostałam nominowana!

Redakcja National Geographic Traveler doceniła moją Irańską podróż. Dostałam nominację w plebiscycie TRAVELERY! Wczoraj otrzymałam […]

Travelery – Zostałam nominowana!

bambusowy rower | działam | Iran

Redakcja National Geographic Traveler doceniła moją Irańską podróż. Dostałam nominację w plebiscycie TRAVELERY!

Wczoraj otrzymałam dziwną wiadomość. Kolega zawiadomił mnie przez messengera, że „wyśle SMS-a”. Trochę się zaniepokoiłam się jego stanem. Bo kto messengerem zapowiada SMS-a? Tak jakby nie mógł napisać od razu? Zanim jednak dzwoniłam do znajomej psycholożki, postanowiłam wyjaśnić sprawę u samego źródła.
– ?:)
– Bedze glosowanie w TRAVELERACH… SMS-y etc…
Chyba jest z nim na prawdę źle, bo co to ma do rzeczy? Za chwilę jednak otrzymałam od niego ten link:
Weszłam na stronę i oniemiałam. Zostałam nominowana do TRAVELERÓW!!! W najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się takiego wyróżnienia. A nie spodziewałam się do tego stopnia, że nawet zapomniałam się zgłosić. Ale załoga National Geographic Traveler pamiętała o mnie. Doceniła mój pomysł, mój rower i samą eskapadę, o której zresztą przeczytacie za miesiąc na łamach NG Travelera. Jednak…
…Moja podróż nie zaczęła się w Iranie.
Dziewięć miesięcy wcześniej zaczęłam budować mój bambusowy rower pod okiem Jarka Baranowskiego – jednego z najlepszych konstruktorów handbike’ów w Europie, jeśli nie na świecie.
Osiem miesięcy przed podróżą poznałam Piotra Gilarskiego – wspaniałego fotografa, który od tamtej pory towarzyszył mi w pracach nad budową roweru. Wytrwale je fotografował i filmował.
Trzy miesiące przed podróżą zaczęłam uczyć się perskiego w wersji survivalowej u Gosi Wróblewskiej. Dzięki niej zawsze wiedziałam, tak mniej więcej, co się wokół mnie dzieje. To Gosi zawdzięczam swój olbrzymi sukces lingwistyczny, kiedy na jednym z bezdroży spotkałam się z policją. Podczas tego spotkania wystąpiłam w roli szpiega. Co gorsza, nie posiadałam przy sobie żadnych dokumentów. I nic się nie stało, po kilku słowach panowie władza wypuścili mnie w dalszą drogę. 
Zatem pojechałam do Iranu. Poznawałam ten kraj od strony wiosek i pustyni. Spotykałam ludzi, których oglądałam na filmach Kirostamiego. Bo o to mi przede wszystko chodziło. Po miesiącu wróciłam do Polski i ciągle jeżdżę na rowerze.W dalszym ciągu uczę się Perskiego u Gosi Wróblewskiej. Wiem, że za rok będę znowu myślała o powrocie do Iranu.
A tymczasem organizuję pokazy slajdów, niedługo wystąpię na festiwalu WŁÓCZYKIJ w Gryfinie i na KOLOSACH w Gdyni.
Więc ta podróż, tak naprawdę ciągle trwa. Wcale nie wymaga nieludzkiej sprawności, ale stale wytrwałości i konsekwencji. Za główny cel postawiłam sobie zwykłą ludzką radość poznawania innego świata, innej kultury, innych ludzi z perspektywy bambusowego roweru. Mam nadzieję, że moje irańskie wspomnienia również i Wam sprawiają radość! 
p.s. Będzie mi bardzo miło, jeśli oddacie na mnie swój głos w plebiscycie TRAVELERA:)
W Nodoushan
Aqda
Kashan
Kashan
Isfahan – z Maryam, szaloną irańską rowerzystką

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close