Francja

Świat jest mały!

Choćbyśmy byli na końcu świata, zawsze istnieje ryzyko, że spotkamy kogoś znajomego. A jeszcze bardziej […]

Świat jest mały!

Francja | Gruzja | inspiracje

Choćbyśmy byli na końcu świata, zawsze istnieje ryzyko, że spotkamy kogoś znajomego. A jeszcze bardziej prawdopodobne — że znajomego naszego znajomego.

To było kilka tysięcy kilometrów stąd. A tak bardziej precyzyjnie – w Turcji. Siedziałam sobie przed namiotem i przygryzając lokum, patrzyłam jak sąsiadka walczy z kuchenką gazową.
– Can I help You?
– No, Thank You. My friend will get back in the moment – odpowiedziała.
I tak zaczęłyśmy rozmawiać o urokach podróżowania po Turcji.
– Where are You from, by the way – chcę umieścić na mapie tego ciekawego człowieka.
– From Poland.
– No tak…

Wspólni znajomi

Później okazało się, że dziewczyna jest z Warszawy i mieszka na tej samej ulicy, co moja najlepsza koleżanka ze studiów.
– Może się znacie?
Tak. Znały się. Z podstawówki. Przez kilka lat siedziały w jednej ławce. Moja koleżanka sprawiła, że dziewczyna – nazwijmy ja Magda – postanowiła zdawać na etnologię i uwaga – dostała się! Zatem nawet nie musimy się wymieniać telefonami, bo i tak nie raz wpadniemy na siebie na korytarzu wydziałowym.
– A może znasz moją kumpelę, z którą podróżuję? Ona studiuje archeologię. – zapytała Magda. Skąd mam znać? Uniwerek duży, archeologię od etnologii dzielą jakieś 4 przystanki autobusowe. Za chwilę przychodzi wspomniana koleżanka. I co? Znałam ją! To była jedyna osoba z archeologii jaką wówczas znałam. I do tego szczerze znienawidzona za podnoszenie poziomu zajęć z łaciny. Przez nią zmieniłam grupę z południa na 9 świtu. Przez pół roku jak zombi, karnie chodziłam na zajęcia i z równym bohaterstwem walczyłam ze snem i dziełami Juliusza Cezara. Na szczęście wszystko wskazywało na to, że dziewczynę zafascynował turecki do tego stopnia, że prawdopodobnie od przyszłego semestru zacznie siać popłoch na orientalistyce.

Libańskie łakocie

Kolejne spotkanie. Tym razem w Paryżu. Zabłądziłam, zgłodniałam i zobaczyłam ciastkarnię „La Noura”. Zajrzałam do środka. Wypieki nie kojarzyły mi się z Francją. Zatem z czym? Po drugiej stronie ulicy była restauracja, również „La Noura”. W menu wywieszonym na szybie czytam: tabuleh, fatush… Libańska restauracja! Świetnie, zostaję! W podróżach ostatnia rzeczą na jaką zwracam uwagę to jedzenie, bo ani specjalnie lubię jeść, ani specjalnie mnie to interesuje. Wyjątek stanowi kuchnia libańska. Uwielbiam te smaki! Weszłam zatem do środka i napisałam SMS-a do mojej serdecznej koleżanki z Bejrutu: „Pozdrowienia z Paryża, właśnie jem obiad w libańskiej restauracji”. „Jeśli ta restauracja nazywa się la Noura, pozdrów menadżera – to przyjaciel naszej rodziny” – odpisała Libanka.

Znajomości międzypokoleniowe

Czasem spotkania obierają formę serii. W moim przypadku pierwsze ogniwo łańcucha zdarzeń zamknęło się w Tbilisi. Właśnie siedziałam w przemiłym hostelu, gdzie w cenę noclegu wliczone było wino. Korzystałam z tego wraz z grupą wrocławskich studentów. W trakcie wieczoru kilka razy przewinął się temat wymiany telefonów, ale jak to bywa w takich sytuacjach, szybko rozpłynął się w kolejnych szklankach. Rano już na siebie nie wpadliśmy. Za to dwa tygodnie później – a i owszem. Tym jednak razem, nauczeni doświadczeniem, wymieniliśmy się telefonami, zanim zaczęliśmy pić. I tak z Michałem i Gosią pozostaliśmy w stałym kontakcie. Kilka lat później zaprosili mnie na swój ślub.
– Wynajęliśmy ci pokój w takim hoteliku. Zatrzyma się tam również Ela, którą poznaliśmy podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela – poinformował mnie Michał.
– Jestem z Mazur – powiedziała mi Ela, kiedy się spotkałyśmy.
– a konkretnie?
– Mieszkam w okolicach Mrągowa.
Też mi konkret! Od dziecka jeżdżę na Mazury. Znam praktycznie każdą wioskę na szlaku Wielkich Jezior. Więc?
– Znasz Ryn?
– Jasne, że znam! Mój tata przez wiele lat trzymał tam swoją łódź, a znasz Zenka?
Zenek to kolega mojego taty, który doglądał łodzi, kiedy nas nie było.
– Jasne, to mój bliski przyjaciel!
Jak się później okazało, Ela znała również mojego tatę…
W ten właśnie sposób, sprawą podróży, oplatamy świat siatką kontaktów i znajomych. Z każdą wyprawą splot się zagęszcza, a my stajemy się bardziej świadomą częścią świata.
A Wy? Jakie przydarzyły się Wam spotkania?

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close