Polska

Dziecko na rowerze nie zawsze bezpieczne!

Wraz z długością ścieżek rowerowych rośnie bezmyślność ich użytkowników. Mnie najbardziej boli bezmyślność rodziców wypuszczających […]

Dziecko na rowerze nie zawsze bezpieczne!

Polska | praktycznie |

Wraz z długością ścieżek rowerowych rośnie bezmyślność ich użytkowników. Mnie najbardziej boli bezmyślność rodziców wypuszczających na rowerowe szlaki swoje dzieci.

Z każdej wycieczki rowerowej przywożę kwiatki w postaci karkołomnych wyczynów rodziców. Gdyby tylko narażali swoje życie, to ich sprawa. Ale serce mi się kroi, kiedy z bezmyślnością stosowną jedynie młodej pietruszce, wypuszczają swoje młode na trasy rowerowe. Najczęściej łamiąc przepisy. 

Pełne zaskoczenie

Trasę rowerową wzdłuż Wisły na bulwarach wiślanych można spokojnie nazwać rowerostradą. Choć szeroka, to bardzo tłoczna. Praktycznie przez cały dzień pędzą tędy rowerzyści z prędkością światła latarki. Jadą i jadą i nagle zza baru wyskakuje pięciolatek, który własnie uczy się utrzymywać na dwóch kółkach. Jedzie slalomem, rowerzyści hamują z piskiem opon, a rodzice patrzą z drogi dla pieszych i z dezaprobatą kiwają głową. Przecież ich pociecha ma prawo jeździć na dwóch kółkach gdzie tylko chce. Tylko jeśli ktoś ich dziecko potrąci, najwyżej dostanie mandat, podczas gdy małolat do końca życia może pozostać kaleką… 

Prosto na drugą stronę…

Każdy rowerzysta wie, że na przejściu dla pieszych należy zejść z roweru i przeprowadzić go na drugą stronę. Jesteśmy jednak ludźmi. Od czasu do czasu zdarza się, że nam się spieszy. Rodzic też człowiek. Nie ważne, że wjeżdża na ulice, kiedy już miga zielone światło. Nie ważne, że za nią resztką sił toczy się pięcio-sześciolatek. Kobieta zgrabnie śmignęła najpierw przez tory, a następnie po pasach na drugą stroną. W tym czasie światło zmieniło się na czerwone, a jej syn legł jak długi na torach tramwajowych. Co robi kobieta? Krzyczy na niego z drugiego końca ulicy, by wstawał i jechał. Chłopczyk więc podrywa się, i pędzi. Nie ważne, że dla samochodów może być niewidoczny. A już zupełnie nie istotne, że dziecko na jezdnię wjechało po zapaleniu czerwonego światła. Co mogę dodać? Mama do końca nie była bezmyślna, bo chłopczyk miał na głowie przepisowy kask.

Upadek

Tym razem wyjeżdżam z portu Czerniakowskiego. Prowadzi mnie asfaltowa ulica, bardzo sporadycznie uczęszczana, ale jednak ulica. Przed nami rodzinka: Tata z dzieckiem w koszyczku, mama i kajtuś bez kasku. W tej kolejności jadą środkiem jezdni. Jezdnia kończy się pasami dla pieszych i łączy się z Czerniakowską. Czerniakowska to już arteria – jedna z najbardziej ruchliwych w mieście. Zatem tata skręca w lewo, po pasach wjeżdża na ścieżkę rowerową. Mama robi to samo. Na środku ulicy zostaje dziecko. W tym momencie z Czerniakowskiej w naszą ulicę skręca samochód. Dziecko na jego widok wykłada się jak długie na asfalcie. Tatuś nic nie widzi, bo już zniknął z pola widzenia, mamusia krzyczy na dziecko, że nie umie jeździć a my podjeżdżamy, żeby kierowca na nasz widok zatrzymał samochód, bo raczej są małe szanse, by dojrzał leżące dziecko…

Wypadek

Chwilę myślałam nad puentą tych opowieści. Ta przyszła nieoczekiwanie w drodze do pracy. Kolejna ruchliwa ulica. Tym razem Waszyngtona. Na pasach widzę leżącego 10-12 latka. obok niego leży rower, a przed rowerem samochód. Jego kierowca przerażony dzwoni po pogotowie. Dziecko w pełnym pędzie wjechało na jednię, tymczasem kierowca skręcał na zielonej strzałce. Obejrzał się dwa razy, ale kiedy patrzył się w prawo, dziecko jeszcze nie pojawiło się w jego polu widzenia. To wjechał na ulicę. Wtedy dziecko już było na jezdni. wyhamował, ale za późno.

Co na to kodeks drogowy?

Sami pewnie możecie dopisać niejedną historię. Patrząc na poczynania rodziców trudno winić dzieci za łamanie przepisów. Ale jest jeszcze szkoła. Według kodeksu ruchu drogowego, dziecko poniżej 10 roku zycia jest traktowane jako pieszy i nie ma prawa jeździć po ścieżce rowerowej. Jeśli towarzyszy mu rodzic, to razem muszą jechać chodnikiem. Dziecko między 10 a 18 rokiem życia na ścieżce może pojawić się tylko wtedy, jeśli posiada kartę rowerową. Organizacja kursu i egzaminu spoczywa na dyrekcjach szkół. Tylko czy one się z tego zadania wywiązują? Już dawno nie słyszałam, żeby ktoś gdzieś organizował kurs i egzamin na Kartę rowerową. Nie słyszałam też, by ktokolwiek ją egzekwował. Może warto to zmienić, żeby i dzieci i dorośli mogli jeździć na rowerach bezpiecznie?

dziecko na drodze
To dziecko na drodze nie wygląda na dziesięć lat
To dziecko jeździło po ścieżce rowerowej bez żadnego nadzoru dorosłego.
Dziecko na drodze
Dziewczynka jechała pod eskortą mamy, a mama dzielnie przestawiała rowerzystów z drogi. Droga dla pieszych jest szersza i luźniejsza. Biegnie zaraz obok
Przez tę ulicę rowerzyści regularnie przejeżdżają bez schodzenia z roweru. To właśnie tu, na torach przewrócił się chłopczyk z pierwszej historii tego tekstu.
Ci państwo lubią chodzić między rowerami…

 

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!