mazury

Orneta – ukryty skarb Warmii

Orneta nas oczarowała. Mieliśmy się tu zatrzymać na kilka minut – zostaliśmy dwa dni! Przydrożne […]

Orneta – ukryty skarb Warmii

mazury | Polska |

Orneta nas oczarowała. Mieliśmy się tu zatrzymać na kilka minut – zostaliśmy dwa dni!

Przydrożne znaki mają sens. Na przykład taki z nazwą Orneta i kilkoma piktogramami, które sygnalizują zabytki. Intrygują i sprawiają, że chcemy się zatrzymać…
– …dla rozprostowania kości.
– …żeby zrobić przerwę na obiad.
Parkujemy więc HUSAbusa pod ratuszem i idziemy na spacer.

Od pierwszego spojrzenia

Na Warmii i Mazurach nic nie jest takie, jakim było przed wojną. Po 1945 roku, dawni mieszkańcy odeszli, zabierając ze sobą wspomnienia, przybyli nowi, wyrwani ze swoich małych ojczyzn z własnymi traumami i potarganymi wojną losami. W murach wyludnionych miast, zaczęli na nowo układać swoje wykorzenione życie. Wprowadzili się do zachowanych kamienic, nie rozczulali się natomiast nad tymi, które wymagały odbudowy. Przecież to po Niemcach. Rozbierano je, a w ich miejsce wkrótce wznoszono bezkształtne bloczyska. Jednak w Ornecie przedwojennych domów zachowało się całkiem sporo.  Piętrzą się wokół rynku i rozchodzą wzdłuż uliczek w stronę rzeki, wzgórzami, dolinami… Sprawiają, że zmniejsza się przepaść między przedwojenną przeszłością a teraźniejszością. Zatem robimy zdjęcia kamienicom, zaułkom, detalom architektonicznym, parasolkom zawieszonym w jednej z bocznych uliczek. Siłą rozpędu zaglądam przez uchylone obok drzwi, a tam – informacja turystyczna. Tego typu instytucji nie szukam, ale jeśli znajduję, to zawsze wstąpię. Tym razem nie może być inaczej.
– Dzień dobry, co tu możemy zobaczyć? – zadaję standardowe pytanie i oczekuję standardowej odpowiedzi, że trzeba zajrzeć do kościoła i do izby pamięci. Ale Małgorzata Kirol zaczyna od… niemieckich bunkrów z czasów II Wojny Światowej. Na trasie Orneta – Lidzbark Warmiński przetrwało ich ponad 200. Te najlepiej zachowane znajdują się na szlaku pieszym zaraz pod Ornetą.
– Poza tym mamy tu kościół gotycki, dwie cerkwie, pozostałości zamku biskupów warmińskich, zabytkowy ratusz a w nim Galerię Dziedzictwa Ornety. Jeśli chcecie, to was oprowadzę.
Spoglądamy po sobie. W jeden dzień, tego wszystkiego nie zobaczymy.
– Przekonała nas pani. Zostajemy!

Przerwana historia

Orneta jest wystarczająco piękna, by występować w filmach. I ma na swoim koncie kilka produkcji. Byłaby jeszcze piękniejsza, gdyby podniesiono ją z wojennych zniszczeń. Niestety podzieliła los innych miast ziem zachodnich. Rozbierano wówczas budynki, a cegłę wysyłano na odbudowę stolicy. W ten sposób zniknął ornecki młyn. 
– Służył mieszkańcom przez kilkaset lat –  Małgorzata wskazuje zgrabny budyneczek na makiecie przedwojennej Ornety w Galerii Dziedzictwa.
Małgorzata oprowadza nas po klimatycznej ekspozycji w średniowiecznych piwnicach ratusza. Trudno o lepsze miejsce  opowiada historię miasta. Zatem na początku była pruska osada. Krzyżacy zdobyli ją jeszcze w XIII wieku i przekazali biskupom warmińskim. W XVI wieku wyrósł tu kościół pw. Jana Chrzciciela, Ratusz, pierwsze kamienice, a całość opasano murem miejskim. I tak Wormditt osiągnęło status pełnowartościowego miasta. W kolejnych stuleciach rozwijał się tu handel, powstawały browary, fabryki, po doprowadzeniu tu linii kolejowych tutejsza produkcja trafiała do Prus, Niemiec. Małgorzata prowadzi nas do gabloty z wykopanymi gdzieś w okolicy etykietami tutejszych zakładów. Pewnego dnia zaczyna się wojna, a po wojnie na mapach w miejscu Wormditt pojawia się Orneta.  Przechodzimy do kolejnej gabloty.

Na skrzydłach i falach

W Ornecie wysoko latano! Lotnisko zbudowali jeszcze Niemcy, ale po wojnie Polacy je rozbudowali. W latach 1953-1968 w niebo wzbijały się stąd maszyny 29 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Wśród pamiątek po lotnikach znajduje się fotel do katapulty. Potężnie żelazny…
– Ten fotel sam z siebie mógł zabić! – zauważa Selim.
Wygodny też nie był. Przetestowałam!
–  Ale ratował życie – tłumaczy Małgorzata. – Choć człowiek po takim lądowaniu był mocno poturbowany.
Po tamtym pułku pozostał również 
radziecki samolot treningowy Jakowlew Jak-11  z 1946 r, który obecnie stoi przed Gimnazjum.
Orneta miałam też swój okręt towarowy. Jego matką chrzestną była Janina Racinowa – dyrektor liceum ogólnokształcącego. 

Ukryte skarby

Spora cześć eksponatów w Galerii pochodzi z wykopków. Poszukiwacze, głownie militariów, znajdują również prawdziwe skarby. Zakopane naczynia z monetami, albo skrzynie z dobytkiem, którego ktoś nie zdołał wywieźć. Patrząc na burzliwą historię, wiele tego typu znalezisk powinno jeszcze czekać w ziemi na swoich odkrywców. Dawni mieszkańcy pozostawili po sobie również…
– Kapsułę czasu – opowiada Małgorzata. – Znaleźliśmy ją podczas prac remontowych na ratuszowej wieży. 
– Co zawierała?
– Dokumenty. Ich światłokopie wraz z tłumaczeniem znajdują się w Sali Sesyjnej Ratusza Miejskiego. 
Zaglądamy tam i czytamy dokumenty, które z jakiegoś względu ktoś, kiedyś chciał przekazać potomności. 
– Takich kapsuł czasu jest więcej. Mój tata też znalazł podczas remontu pewnej kapliczki. 
– I co zrobił?
– Zeskanował dokumenty, po czym z powrotem włożył do kapsuły. Dodał coś od siebie i zamurował w tym samym miejscu. 

Stare miasto

Czas wyjść na miasto. Ledwo przekraczamy próg ratusza, zaczyna padać deszcz. Chronimy się w arkadach jednej z kamieniczek.  Stoimy i patrzymy się w dal, a deszcz ciągle pada. Co robić? Zaczynamy rozglądać się na około.
– Popatrz Selim, jaka ładna bluzeczka na wystawie!
– Sukienka też nie najgorsza. 
W ten sposób trafiliśmy do sklepu Magiczna Szafa. Zaczynamy mierzyć ubrania z naturalnych tkanin, które donosi sprzedawczyni.
– Mam tutaj dwie kolekcje – wyjaśnia. – Jedną dla miejscowych i drugą dla turystów. Kolekcja dla turystów charakteryzuje niekonwencjonalnym podejściem do symetrii i elegancji. Przeważają w niej naturalne tkaniny.
W przymierzalni minęła nam godzina i deszcz. Wychodzimy na miasto dociążeni siatką z zakupami i… wpadamy na rowerzystów. Małgorzata i Kazimierz Holiszowie ruszyli w rajd dookoła Polski. W zeszłym roku zaczęli, teraz kontynuują przygodę. Ich kolejne kilometry śledzimy regularnie na FB. Kilka dni temu dojechali w Bieszczady. Pozdrawiamy!

Wieczna miłość

Nieopodal rynku u zbiegu ulic Sienkiewicza i Mickiewicza zwracamy uwagę na ciekawą, narożną kamienicę. Łączy się z nią legenda o Kryształowej Li, czyli Lilianie. Otóż w całej okolicy nie było piękniejszej dziewicy od Liliany. Dziewczyna słynęła nie tylko z urody, ale również z rozrywkowego usposobienia oraz niezwykłej cnotliwości. Niejeden kawaler, który choć raz porwał ją do oberka na potańcówce, tracił dla niej głowę. Ale Liliana strzegła swego wianka. Z wytrwałością odrzucała kolejnych zalotników, aż nadeszła 37 wiosna życia, a wraz z nią na horyzoncie pojawił się niejaki Łukasz – Polak, syn powstańca. Nie tacy już młodzi zakochali się w sobie bez pamięci. Tymczasem jednego z zalotników ogarnęła taka złość, że wyzwał Łukasza na pojedynek. W umówionym miejscu pojawiła się również Kryształowa Li. W ostatniej chwili własną piersią zasłoniła ukochanego i w jego ramionach umarła. Po jej śmierci na ścianie kamienicy, w której miała zamieszkać z Łukaszem umieszczono jej wizerunek – pięknej kobiety, dumnie unoszącej nad głową swój dziewiczy wianek.

Domy święte

Nowi mieszkańcy nie tylko zasiedlali domy. Musieli też znaleźć dla siebie świątynie. Katolicy nie mieli z tym problemów – czekał na nich średniowieczny kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Grekokatolicy zaadoptowali jeden z budynków na terenie młynów. Natomiast prawosławni rozgościli się w… kościele ewangelickim z 1829 roku i przemienili go w cerkiew św. Mikołaja. Chcemy zobaczyć jego wnętrze. Podchodzimy do furtki. Zamknięte. Wtem z naprzeciwka podchodzi do nas starszy pan.
– Chcecie zwiedzić cerkiew?
– Tak.
– To zaprowadzę was do księdza.
– Nie chcemy robić problemu…
– Jaki problem! Jestem szczęśliwy, że chociaż tak mogę im pomóc, bo oni mi znacznie więcej pomagają.
Staruszek prowadzi nas do pobliskiego domu. Otwiera nam drzwi żona popa.
– Chcecie zobaczyć wnętrze? Poczekajcie, tylko ubiorę dziecko.
Znowu nie chcemy przeszkadzać i znowu nie ma żadnego problemu. Za chwilę z dzieckiem na ręku prowadzi nas do cerkwi.
– Bardzo rzadko ktoś tu się zatrzymuje i nami interesuje – mówi już we wnętrzu.

Zamek

Znowu idziemy uliczką, z aparatami przewieszonymi przez szyję. Tym razem zaczepiają nas dzieci z podstawówki.
– Jesteście turystami?
– Tak.
– To musicie zobaczyć naszą szkołę – i wskazują palcem kierunek.
Już o niej słyszeliśmy. Podstawówka mieści się pałacu biskupów warmińskich z XIV wieku. W średniowiecznych piwnicach dzieciaki zostawiają swoje ubrania. Dziś jest zamknięta, bo to wakacje. Ale w ciągu roku szkolnego spokojnie można tam wejść i zobaczyć ich architekturę.

Jestem pociągiem!

Czas ruszać w dalszą drogę. Ale nie możemy rozstać się z Ornetą, ot tak, standardowo, czyli samochodem. Wypakowujemy nasze rowery bambusowe i do Lidzbarka Warmińskiego ruszymy szlakiem kolejowym. Nie może być inaczej! W końcu w liceum wszyscy nazywali mnie „Ciuchcia”. Choć teraz częściej mówią do mnie Doris, to jednak pozostały we mnie kolejowe inklinacje. Ruszamy szlakiem dawnej kolei. Trakt jedzie wśród pół, przez las, pod zarośniętymi wiaduktami. Co pewien czas ustawione są wiaty dla rowerzystów nawiązujące do stacji kolejowych. Na trasie spotykamy jednego rowerzystę, kota i jelonka. W szumie drzew, słuchając ptasich treli aż chce się myśleć. O czym? Że jeżdżę po świecie w poszukiwaniu miejsc nieturystycznych. Wraz z tłumem turystów trafiam do „nieturystycznych” piramid czy „odkrywam” inne niemniej tajemnicze świątynie czy „dzikie” wyspy z setkami hoteli. Tymczasem prawdziwe, nieturystyczne, skarby mam na wyciągnięcie ręki…

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close