belgia

Pierwsze belgijskie wrażenia

  Zaparkowałam bambusa w Gandawie:)  Wszystko zaczęło się od zlecenia. Selim dostał propozycję pracy pod […]

Pierwsze belgijskie wrażenia

belgia | Europa | prywatne

 

bambusowy rower w Belgii

Zaparkowałam bambusa w Gandawie:) 

Wszystko zaczęło się od zlecenia. Selim dostał propozycję pracy pod Gandawą. Robotę rozpisano na dwa tygodnie. Dość sporo czasu, by się stęsknić za sobą.
– Przyjedziesz do mnie?
Czemu nie? Belgia nie należy do rozległych państw – wszystko tu znajduje się w zasięgu roweru, a Selim jechał HUSAbusem. Zatem z przewiezieniem bambusa nie miałby żadnego problemu.

Podróż

Kupiłam bilet, zanim jeszcze Selim ruszył w drogę. Godzinę po wyjeździe zaczęłam tęsknić za Selimem. Następnego ranka otwieram oczy i widzę słońce. A ta niecnota promyczkami zaprasza mnie na rower. Super. Dziś roweru nie będę miała. Ani jutro, ani przez kolejne, ostatnie dni lata w Polsce. W ten sposób zaczęłam odliczać dni do wyjazdu i w końcu wylądowałam.

Belgijskie wrażenia

Na razie zrobiłam tylko to jedno zdjęcie. Resztę czasu spędzam na zbieraniu belgijskich wrażeń. Zazwyczaj te pierwsze dają obraz najbliższy rzeczywistości, bo nie wpływają na nie emocje, nowe znajomości ani przeżycia. Dlatego popełnię eksperckiego teksu o Gandawie na 6 godzin, ale zaproszę w świat pierwszych wrażeń. Zatem po kolei.

  • Poznałam smak Kriek beer, czyli piwa czereśniowego. Bezcenny.
  • Zachwycił mnie smak fioletowych caberdonów. Wkrótce napiszę o nich więcej:)  
  • Jeszcze nie spróbowałam ani gofrów, ani frytek. Wcale nie jestem przekonana, czy tego chcę.
  • Częściej mówię po hiszpańsku niż po angielsku. Hiszpański bowiem jest bardziej podobny do francuskiego i Belgowie co nieco są w stanie zrozumieć. Angielski znają bardzo słabo.
  • Bary i restauracje otwierają się dopiero późnym popołudniem.
  • Przypomniałam sobie to dziwne uczucie na widok ludzi pijących piwo w miejscu, gdzie jeszcze niedawno stał ołtarz.
  • Do piwa dostaję spodeczek pełen kostek żółtego sera.
  • Brakuje mi drzew wzdłuż ulic.
  • Razi mnie kontrast między tłocznymi turystycznymi traktami i pustką bocznych uliczek.
  • Choć Belgia jest droga, często trafiam na dyskonty – ubrań, kosmetyków, jedzenia. Sprawiają, że życie staje się tańsze. Tańsze nawet niż w Polsce.
  • Nie mogę rozgryźć godzin otwarcia sklepów i barów. O godz. 15.00 wiele sklepów spożywczych czy odzieżowych jeszcze nie było otwartych.
  • Szybko dotarło do mnie, że w ogóle nie słyszę polskiego, choć zauważyłam kilka polskich sklepów. Niestety, tak jak wspomniane powyżej, działały w bliżej nieokreślonych godzinach, czyli około 15.00 były zamknięte.
  • Jest pusto. Bardzo. 

To by było na tyle. Biorę się za zbieranie wrażeń z miasta duchów:)

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!