podróże

Ślub po rosyjsku

W Rosji ślub to bardzo poważna sprawa. Nie wystarczy błogosławieństwo urzędnika ani batiuszki. Zawiązaniu małżeńskiego […]

Ślub po rosyjsku

podróże | Rosja | zwyczaje

rosja astrachań

W Rosji ślub to bardzo poważna sprawa. Nie wystarczy błogosławieństwo urzędnika ani batiuszki. Zawiązaniu małżeńskiego węzła towarzyszą ściśle określone rytuały.

Rosjanie podchodzą do małżeństwa bardzo poważnie. Szukają wytrwale drugiej połowy. Ten motyw dominuje w piosenkach disco ruso, którymi raczą mnie kierowcy autobusów dalekobieżnych. W refrenach powtarza się pragnienie ślubu z wybranką, albo rozterki na widok wybranki biorącej ślub z innym.
Kiedy zatem w Rosji ślub się przydarza, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Narzeczeni najpierw z pompa udają się do cerkwi albo do urzędu stanu cywilnego. Jednak wypowiedziane tam sakramentalne „tak” stanowi początek miłosnych zabiegów. Każdy bowiem wie, że miłość jak to miłość – jest piękna jak motyl i niestety bywa tak samo ulotna, jak wcześniej wspomniany owad. Posiedzi na kwiatku, a kiedy wiatr zawieje, pofrunie do innego ogródka… Trzeba się zatem zabezpieczyć przed taką ewentualnością. Tu z pomocą przychodzi magia ślubnej ceremonii. 

Spotkanie w hostelu

Uwielbiam rosyjskie hostele. O ile w innych miejscach na świecie hostelowi goście przeważnie są obcokrajowcami, zatem obowiązującym jest angielski, to w Rosji przede wszystkim meldują się Rosjanie. Mogę zatem do woli szlifować mój rosyjski, bo im dalej od Moskwy tym częściej słyszałam chiński zamiast angielskiego. Nie inaczej zdarzyło się w Astrachaniu.  W mojej sali trzy łózka zajęły Chinki i jedno Rosjanka – Natasza. Siadam i nasłuchuję – do kogo się podłączyć. Cóż obok moich skośnookich koleżanek czuję się jak na tureckim kazaniu. Z ich szczebiotu nie wyłowię jednego słowa, za to konwersacja z Nataszą niesie ze sobą pewien potencjał poznawczy. Tyle, że Natasza śpi. Przyjechała kilka godzin wcześniej, nakręciła włosy na papiloty, weszła do łóżka i zasnęła. 

Mijają godziny…

Nagle dzwonek budzika stawia Nataszę na równe nogi. Dziewczyna wskakuje w elegancką sukienkę, nakłada makijaż i… tyle ją widziałam. Po kilku godzinach nasze ścieżki znowu się krzyżują. Tym razem na moście zakochanych. Wyławiam ją z tłumu ślubnych gości.
– Przyjaciółka zaprosiła mnie na ślub – tłumaczy. – Jestem jej druhną.
Takiego zaproszenia nie mogła odmówić! Natasza z pełnym zaangażowaniem wznosi kolejne toasty. Wiwatuje kiedy młodzi zapinają kłódkę miłości i szczerze się wzrusza, kiedy kluczyk wrzucają do wody. Natasza czuje się jak gwiazda, drugoplanowa, bo obiektyw fotografa przede wszystkim rejestruje każdy ruch młodych, ale zawsze gwiazda. 

Sesja na moście

Każdy film ma swój scenariusz. Również film ślubny w Rosji. Choć bez prób każdy zna swoje miejsce. kiedy zatem na plan wchodzi Siergiej ze swoimi białymi gołębiami, Natasza przezornie wycofuje się do ostatniego szeregu. W końcu gołąb nie człowiek, nie wszystko można mu wytłumaczyć, a sukienkę ma jedną. Tym razem jednak nie wzięła pod uwagę, że białe gołębie Sergieja to prawdziwi ślubni profesjonaliści. Na dobrą wróżbę młodym wzlatują synchronicznie w niebo. Robią kilka kółek nad głowami gości i nigdy im się nie zdarza zanieczyścić żadnej kreacji. Sergiej daje gwarancję. W końcu w tym biznesie siedzi od lat, więc wie, jak przygotować gołębie.
– Jak?
– Tajemnica zawodowa! Gdyby coś jednak poszło nie tak, to dysponuję zestawem chusteczek.  

Wszystko poszło zgodnie z planem. Gołębie poleciały, wróciły, następnie młodzi wzięli je na ręce i wdzięcznie pozowali, aż… młody spojrzał na mnie.
– Co tu robisz?
– Patrzę. 
– To nie patrz.
To przestałam patrzeć. Zrobiłam zwrot na pięcie i pomaszerowałam w stronę hostelu. Po kilku godzinach wróciła Natasza. Pokazała mi zdjęcia z kolejnego rytuału. Państwo młodzi zawiązali na moście wstążki, w myślach formułując życzenie. Natasza też zawiązała wstążkę.
– O czym sobie pomyślałaś? – pytam, ale nie słyszę odpowiedzi. Natasza jak stała, tak teraz leżała. W butach, w sukience, w makijażu i tak do rana…

Galeria

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close