działam

Wizyta w Kazachskiej Jurcie w… Łodzi

Kazachstan jest bliżej niż myślisz. Wplatał się w historie niezliczonych polskich rodzin. Być może i […]

Wizyta w Kazachskiej Jurcie w… Łodzi

działam | kazachstan | ludzie

Wizyta w restauracji Kuchnia kazachska Jurta w łodzi

Kazachstan jest bliżej niż myślisz. Wplatał się w historie niezliczonych polskich rodzin. Być może i Ty odnajdziesz we wspomnieniach ślad stepów Kazachstanu. 

Klamka zapadła. Odkąd w skrzynce mailowej pojawił się bilet Air Astana do Nursułtan, czyli dawnej Astany w Kazachstanie, pełną parą ruszyły przygotowania do naszej nowej podróży na bambusowych rowerach. Szukamy książek i wszelkich informacji na temat Kazachstanu. Nie jest tego dużo. Przeglądam zatem fora internetowe. Na jednym z nich natrafiam na taki post: „Urodziłem się w Kazachstanie. Chętnie pomogę, tym, którzy chcą tam jechać”. Napisałam. Na odpowiedź długo nie czekałam. I tak kilka dni temu HUSA busem pojechaliśmy do Łodzi, by spotkać się z Andreyem Vodopyanovem -Polakiem, repatriantem z Kazachstanu.

Smaki

Andrey już czeka na nas w swojej restauracji KUCHNIA KAZACHSKA JURTA (Piramowicza 10, Łódź). Zaprasza do stołu. Po chwili stawia przed nami talerze z beszbarmakiem, mantami, langmanem i  innymi kazachskimi specjałami. Ich zapach, smak, aromat przenoszą nas na stepy Centralnej Azji. Teraz możemy rozmawiać. O podróży? Nie, o losach naszych rodzin, w które historia przeplatała Kazachstanem.

Rzeka

Zaczęło się od Iszymia. Tak nazywa się syberyjskie miasto w którym od 1918 do 1922 roku mieszkała moja babcia. Andrey nie zna miasta, ale zna rzekę Iszym. Przepływa przez Astanę, gdzie się urodził. Iszym przepływa też przez Pietropawłowsk, gdzie urodziła się jego babcia.
– To ta sama. Sprawdziłam na mapie. Nie mam wątpliwości.
Iszym wije się przez stepy Kazachstanu i syberyjską tajgę, by po 2450 km zjednać się z Irtyszem. Miejscami zanika, by znów się pojawić w pełnej objętości. Gdzieś w okolicach tej rzeki, już na terenach Kazachstanu mieszkały rodziny wujków mojej prababci. 
– Zaczekaj! – przerywa Andrey. – Zadzwonię po moją mamę. Ona spisuje historię naszej rodziny, na pewno chętnie porozmawia.
Oksana, mama Andreya nie każe na siebie długo czekać. Jej bar Teremok z kazachskimi pierogami znajduje się kilka kroków od Jurty. 

Rodzinna przeplatanka

Przenosimy się w połowę lat 60-tych XIX wieku. Klęska Powstania Styczniowego zmusza tysiące Polaków do emigracji. Przodkini Andreya decyduje się na wyjazd do Paryża.
– Tam tłumaczy z francuskiego podręcznik do ekonomi, który przez następne dziesiątki lat będzie podstawowym podręcznikiem polskich wyższych uczelni ekonomicznych – mówi Oksana.
W tym czasie mój przodek w paryskich kawiarniach przegrywa w karty cały majątek. Szkoda?
– Przynajmniej użył życia – powiedział mi kiedyś tata i tego się trzymam. – Po wojnie i tak by go nam zabrali.
Wujkowie mojej prababci za udział Powstaniu Styczniowym zostają zesłani do północnego Kazachstanu. Słuch po nich gnie. Do czasu.

Historia toczy się dalej…

…po wyboistych drogach. Tymi drogami przerzuca naszych przodków do Petersburga. Pra, pra, pra dziadkowie Oksany i Andreya przybywają do Imperium Rosyjskiego skuszeni perspektywą kariery wojskowej w armii Piotra I.
– Niemieccy oficerowie cieszą się olbrzymim zaufaniem carycy Katarzyny w przeciwieństwie do oficerów rosyjskich.
Z biegiem czasu Niemcy się rusyfikują, przechodzą na prawosławie, ale wciąż służą w wojsku. Z pokolenia na pokolenie.

Wojsko

Na przełomie XIX i XX wieku do armii carskiej zostaje wcielony mój pradziadek. Jako syn dziewięćdziesięcioletniego ojca, trafił tam za sprawą braci. Nie w smak im było dzielić majątek ojca na cztery części, skoro mogli na trzy. Swoją służbę odbywa najpierw w Mandżurii, a następnie zostaje przeniesiony do Petersburga. Najpierw do twierdzy Pietropawłowskiej, później do gwardii carskiej. Przez kilka lat służy „na pokojach”. Ochrania cara, jego żonę i trzy starsze carewny. Po przejściu do cywila żeni się i osiedla na stałe w Petersburgu. W 1907 roku rodzi się moja babcia. W tym czasie pradziadek odbywa służbę wojskową w Warszawie.
– Tu poznaje moją babcię – opowiada Oksana. – Jej rodzina nie akceptuje jej ukochanego, więc po ślubie decydują się na przeprowadzkę do Petersburga, gdzie mieszka niemiecka rodzina dziadka. 

Stolica Imperium

Jest rok 1914. Polska prababcia Andreya musiała chodzić do polskiego kościoła p.w. św. Katarzyny w Petersburgu. W tym czasie do parafii przy św. Katarzynie należała moja rodzina. Około 1914 roku moja babcia przygotowywała się tam do pierwszej komunii. Czy kiedyś usiadły w jednej ławcepodczas mszy świętej?
W 1918 roku, kiedy w Piterze robi się coraz niespokojniej, pradziadkowie wyjeżdżają do Iszymia na Syberię, żeby przeczekać rewolucję. Babcia Andreya prawdopodobnie jest już w Kazachstanie. Jej ojciec zamieszał w Tbilisi. Mój bezimienny wujek w tym czasie czerpał ostatnie profity z ropy naftowej, którą wydobywał na swoim poletku naftowym pod Baku. Są blisko.

Owieczka

Pewnego razu dziadek, podczas spaceru w tajdze, ratuje przed wilkami zagubioną owieczkę i oddaje Kirgizom. Podczas rozmowy mówi im o wujkach prababci. Tych zesłanych około 1865 roku. Kirgizi znają ich rodziny. Kilka tygodni później pod dom pradziadków zajeżdżają strojne wozy. Dzieci i wnukowie wujków przyjechali odwiedzić rodzinę. Wujowie niestety już dawno nie żyli. 

Syberyjskie Eldorado

Mieszkańcy Imperium Rosyjskiego nazywali Syberię krainą mlekiem i miodem płynącą.
– Tu wszystko co ziemia urodziła, jak okiem sięgnąć było Twoje – wspominała babcia. – Moi kuzyni, kiedy nadchodził czas sianokosów jechali w step wozami i po kilku dniach wracali załadowani po sam szczyt. Na drogę brali ze sobą pierogi.
Ach te pierogi. Ich smak babcia potrafiła opisać z każdym detalu.
– Opowiadała, że zimą cała rodzina i sąsiedzi zbierali się by wspólnie je lepić. Następnie pakowali do worków i wrzucali do specjalnie wykopanych dziur, które pełniły rolę  w wiecznej zmarzlinie.
– Lepili pilmieni syberyjskie – wtrąca Oksana. – Do dziś tak się robi. Bardzo praktyczne danie. Myśliwi, kiedy szli na kilka dni polować, zabierali je ze sobą. Ogień zawsze gdzieś wykrzesali, wodę też mieli, jak nie ze strumienia to ze śniegu i w kilkanaście minut mogli ugotować pożywne danie.
Jak smakowały? W Teremoku (Piramowicza 11/13, Łódź) można spróbować pierożków bardzo zbliżonych do tych syberyjskich.

Powroty

Rewolucja zwyciężyła. Moja rodzina wraca w 1922 roku ostatnim pociągiem do Polski. Przodkowie Andreya zostają w Kazachstanie. Później , w latach 30-tych powracają do Petersburga, by znowu osiedlić się w Almaty. Tam rodzi się Matka Andreya. Kilkanaście lat temu decydują się na powrót do Polski. Nie jest im łatwo przeżyć w kraju bez znajomości języka. Rodzice Andreya, czyli Oksana i Jurij zakładają Teremok, czyli bar ze wschodnimi pierogami. Interes na tyle kwitnie, że przenoszą go do większego lokalu, a opuszczony przekazują Andreyowi. Andrey otwiera kazachską Jurtę. Bo w duszy pozostał olbrzymi sentyment do Kazachstanu.

Spotkania

Historia bawi się ludzkimi losami. Nigdy nie wiadomo za ile pokoleń spotkasz kogoś, kogo prowadziła podobnym torem. Nigdy też nie wiesz, gdzie się z nim spotkasz, by wspólnie rozmawiać o  rodzinnych tajemnicach. Ani nie odgadniesz jaką drogą te tajemnice poprowadzą Cię do Kazachstanu… 

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close