kazachstan

Skąd ta cisza?

Nie jest łatwo podróżować po Kazachstanie i prowadzić bloga. Po pierwsze zbyt dużo wrażeń, po […]

Skąd ta cisza?

kazachstan | podróże |

Nie jest łatwo podróżować po Kazachstanie i prowadzić bloga. Po pierwsze zbyt dużo wrażeń, po drugie zbyt mało internetu 🙂 

Trochę czasu minęło od powrotu z Kazachstanu, a dopiero teraz na blogu zamieszczam pierwszy wpis. Muszę to jakoś sensownie wytłumaczyć. Nie wiem, czy mi się to uda, ale spróbujmy. Sami ocenicie, czy wypadłam przekonywająco, ja tymczasem zacznę swoją opowieść. Po pierwsze:

dlaczego nie pisałam podczas podróży?

Z prostej przyczyny – napisanie tekstu trwa czasem kilka godzin. W trakcie tych kilku godzin w podróży może wydarzyć się bardzo wiele. Kiedy zatem staję przed dylematem „przeżywać czy opisywać” wybieram to pierwsze. Czasem jednak nic się nie działo i mogłam wygospodarować tych kilka godzin, jednak zazwyczaj w parze z czasem szedł brak internetu. Pozostawała mi analogowa forma utrwalania wspomnień czyli notes i długopis. Kolejny powód milczenia, to zawirowania, które poniosły nas po wylądowaniu w Europie. W wielkim skrócie: w drodze z lotniska do domu, w okolicach Legnicy.

Mieliśmy wypadek

Zmęczenie wzięło górę. Minutę przed zderzeniem Selim zakomunikował, że chce mu się spać i będzie się rozglądał za zjazdem. Nie zdążył, zasnął… Kiedy obudził go strzał poduszek powietrznych, kierownica już była skręcona w ósemką a pedały oplotły jego stopę, tak, ze nie mógł hamować. Mieliśmy dużo szczęścia, że wjechaliśmy w cysternę. Nasz samochód zatrzymał się bowiem na poprzecznej belce zabezpieczającej. Gdyby przed nami jechał tir, wjechalibyśmy pod niego i prawdopodobnie zmiażdżyłby nasze głowy. Nic by po nas nie zostało. Wystarczyło, by kierownica poszła kilka centymetrów niżej i Selim miałby zmiażdżone nogi. Kolejne szczęście – nie udało się nam otworzyć drzwi od strony kierowcy, bo w szoku mieliśmy olbrzymią ochotę nimi wyjść prosto na autostradę. Kolejne szczęście w nieszczęściu – nie wiadomo jak, mój telefon wystrzeliło w pierwszej chwili wypadku z samochodu. Tylko dlatego, że udostępniłam Selimowi internet, idąc za kreskami zasięgu odnaleźliśmy go przy autostradzie, kilkadziesiąt metrów za samochodem. HUSAbus nie przeżył wypadku, my praktycznie wyszliśmy bez szwanku. Dostaliśmy drugie życie.

Drugie życie

Praktycznie kilka minut po wypadku przyjechała policja Legnicka i Straż pożarna. od razu się nami zajęli. Spokojnym tonem wyprowadzili nas z szoku, pomogli odnaleźć telefon. Kiedy zabrało nas pogotowie, policjanci jeszcze kilka razy do nas dzwonili, aby sprawdzić, czy z nami wszystko w porządku. Dzwonili również do szpitala. Jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się z tak serdeczną troską ze strony służb mundurowych.

Odrobina dziegciu

Ratownicy z pogotowia od razu położyli Selima, mi też zasugerowali bm pojechała na prześwietlenie. Ale pozwolili mi chodzić. Powiedzieli, bym spakowała najcenniejsze rzeczy. Spakowałam, to co widziałam wokół siebie – aparaty, zmiażdżony laptop. Dopiero wieczorem, kiedy pojechaliśmy na parking do firmy, która holowała nasz samochód, okazało się, że brakuje kilku cennych rzeczy, które po wypadku leżały w szafeczce przy drzwiczkach. Zniknęła też część prezentów. Po kilku telefonach udało nam się odzyskać najcenniejszy przedmiot – ponoć leżał pod samochodem. Jak się tam znalazł, skoro tylna i boczne szyby pozostały nietknięte, a w przedniej jedyna dziura, przez którą wyleciała komórka, kilka sekund po zderzeniu została zasłonięta maską samochodu? Pozostałych rzeczy nie udało się nam odzyskać…

Praca

Po wypadku musiałam oswoić się z bólem klatki piersiowej, która zdrowo oberwała od pasów i poduszki powietrznej. To nie był stan, w którym się cokolwiek pisze. Tym bardziej, że za dwa dni jechałam z grupą do Gruzji i Armenii. Dwa dni temu wróciłam. Już mnie nic nie boli, już mnie nic nie goni, dlatego wreszcie usiadłam przed komputerem, by myślami wrócić do Kazachstanu. Wspomnienia ożywia aromat naparu z kwiatów, które zerwałam w górach wokół Burguluk. Przed oczy wracają mi ludzie, miejsca, zapachy stepu i masyw gór Tien Szan. 

 

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub nas na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

Dorota Chojnowska i Selim Saffarini na Warmii

O nas

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to nasze o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close