Polska

Białe kruki z Sanktuarium z Krzeszowa

UdostępnijFacebookTwitterPinterest Sanktuarium w Krzeszowie jest skarbem samym w sobie. Przez pewien czas “przebywał” tu również […]

Białe kruki z Sanktuarium z Krzeszowa

|

Udostępnij

Sanktuarium w Krzeszowie jest skarbem samym w sobie. Przez pewien czas “przebywał” tu również najcenniejszy księgozbiór świata. Jego historia to gotowy scenariusz na film sensacyjny.

 

Nad pocysterskim sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie dziś unoszą się gołębie i bociany, ale nie zawsze tak było. Kiedy niebo zdominowały myśliwce i bombowce, w zapomnianych salach klasztoru ulokowały się białe kruki. Dobrze im tu było – dyskretnie, w miarę cicho i w miarę daleko od pól bitewnych, na których rozgrywały się ostatnie akty II Wojny Światowej. Rower stawiam pod murem klasztoru i wsłuchuję się w ciszę. Gdybym była na miejscu Günthera Grundmanna, też właśnie w tym miejscu ukryłabym najcenniejsze manuskrypty i książki z Preussische Staatsbibliothek z Berlina.

W ostatniej chwili

Cofnijmy się jednak do 1942 roku. Na Berlin spadają pierwsze bomby. Niemcy zaczynają zdawać sobie sprawę, że nawet jeśli wygrają wojnę, to naloty alianckie mogą zniszczyć bezcenne dobra kultury. Wtedy zapada decyzja, by spakować najcenniejsze manuskrypty do 505 skrzyń i wywieźć w bezpieczne miejsce. Ładunek, nazwany potocznie berlinką, najpierw trafia do Książa, a w 1944 roku zostaje przewieziony do Krzeszowa.

Karkołomna ewakuacja

Skarby nie znikają. Obrastają legendami i czekają na śmiałka, który odważy się ruszyć ich tropem. Oto jeden z nich – doktor Stanisław Sierotyński. Jeszcze nie ucichły wojenne działa, kiedy zostaje wyznaczony do wyszukiwania depozytów ukrytych przez Niemców na terenie Dolnego Śląska. W 1945 roku trafia do Krzeszowa. Tu już działa potężna konkurencja w postaci specjalnej komórki Armii Czerwonej zajmującej się poszukiwaniami skarbów. Co trafia w jej ręce jest pakowane i wysyłane na wschód. Jak zatem wywieść Rosjanom sprzed nosa ponad 500 skrzyń z książkami? Sierotyński postanawia transportować je ratami w małych konwojach i pod osłoną nocy do jednego z krakowskich klasztorów. Jeszcze nie wie, co tak naprawdę zawierają. Dopiero kilka dni później, okazuje się, że wśród manuskryptów znajdują się rękopisy Bacha, Mozarta, Lutra, Boccaccia, Giordano Bruno, Goethego czy pierwszy słownik języka języka guarani. Wówczas zapada decyzja o przewiezieniu skrzyń do biblioteki Jagiellońskiej. Zbiór zostaje utajniony do tego stopnia, że nie wiedzą o nim nawet władze państwowe.

Zaskoczenie

Po wojnie księgozbioru szukali przede wszystkim Niemcy. Zawiera on bowiem rękopisy i pierwsze wydania najważniejszych dla ich kultury dzieł. Nie tylko Niemcy prowadzili akcje poszukiwawcze. Na odnalezieniu zbioru zależało muzykologom i bibliofilom z całego świata. Niestety ślad urywał się w Polsce. Było zatem jasne, że trafił albo w nasze ręce albo w ręce Rosjan. Jednak ani Warszawa, ani Moskwa nie podejmowała żadnej dyskusji na ten temat. Coraz więcej jednak poszlak wskazywało na Polskę. Zbyt często bowiem na światło dzienne „wypływały” u nas książki opatrzone pieczątką biblioteki pruskiej. Coraz trudniej było ukrywać informacje. I tak w kwietniu 1977 roku podczas pewnej konferencji prasowej jeden z ministrów otrzymuje karteczkę z informacją. Czyta ją z nie mniejszym zaskoczeniem, co słuchają uczestnicy spotkania. Otóż Berlinka znajduje się w bibliotece Jagiellońskiej…

Wielka awantura

Niemcy od razu zażądali zwrotu. Jednak Polska stwierdziła, że skarb nie został przez nas zrabowany, lecz zastany na ziemiach przyznanych nam traktatami powojennymi. Co jakiś czas bywała też traktowana jako karta przetargowa podczas negocjacji o zwrot lub rekompensatę dzieł zrabowanych Polsce przez Niemców. W całej jednak historii tych dyplomatycznych przepychanek, to myśmy byli stroną bardziej skłonną do ustępstw. Czasem dość kontrowersyjnych, jak na przykład przekazanie pierwszego wydania biblii Lutra przez premiera Buzka na przekór protestom bibliotekarzy. Polski Premier liczył na rewanż ze strony niemieckiej, ale się przeliczył. W tej sprawie strona Niemiecka sztywno stoi na swoim stanowisku, by Berlinka wróciła do Berlina, ze swej strony nie oferując praktycznie niczego. W tym tonie wypowiedział się w również ambasador Niemiec w Polsce podczas spotkania na UJ. Rektor odpowiedział krótko – Spotkanie nie dotyczy tego tematu. Poza tym berlinkę należy traktować jako symboliczną rekompensatę za zniszczenia dokonane na skarbach naszej kultury. A te straty znacznie przewyższają wartość księgozbioru, który obecnie znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej.

Muzyka o barokowym brzmieniu

Tylko przez moment żałuję, że nic nie zostało z Belinki w Krzeszowie. Ale klasztor nie potrzebuje ich by błyszczeć. Bo nie bez powodu Krzeszów nosi miano perły Baroku i jako perła stoi w kolejce do wpisu na listę Światowego dziedzictwa UNESCO. Gdziekolwiek nie pójdę, widzę bezcenne skarby. I słyszę. W Bazylice mniejszej pw. Wniebowstąpienia NMP przed chwilą rozpoczął się koncert organowy o prawdziwie barokowym brzmieniu. Oto słucham instrumentu, który wyszedł z warsztatu stradivariusa organów – mistrza Michaela Englera. Brzmi, jak podczas swojego pierwszego koncertu w 1730 roku, bo praktycznie nic się nie zmienił. Organy przetrwały do naszych czasów w 98% w stanie oryginalnym.
– Jeśli ktoś chciałby je zobaczyć z bliska, to zapraszamy do chóru.
Idę, patrzę jak organista czaruje dźwiękiem i oglądam świątynię z poziomu barokowych aniołów. Na ołtarzu anielskiej muzyce przysłuchuje się cudowna madonna z Dzieciątkiem. To wokół jej cudownego oblicza wyrosło sanktuarium.

Święte wizerunki

Ikony miały czasem burzliwe życie, pełnie zwrotów akcji, nie mniej dramatycznych co berlinka. Otaczano je kultem, czasem rabowano, porywano, a kiedy święta twarz ginęła pod czerniejącym werniksem, ikony przemalowywano albo wyrzucano. Ale ikony nie można pozbyć się ot tak zwyczajnie. Trzeba było ją albo spalić, albo zakopać lub utopić. Jeśli potraktowano je na dwa ostatnie sposoby, wizerunek miał szansę na cudowne zmartwychwstanie drugie życie w opinii cudowności wśród katolików. Pełno bowiem w historii cudownych obrazów, które ktoś wykopał na polu albo wyłowił z rzeki. I o dziwo, wszystkie te historie dotyczą ikon…

Cudowna ikona

Jaką drogą przybyła do sanktuarium krzeszowskiego ikona Matki Bożej Łaskawej – trudno dziś powiedzieć. Jedna legenda wspomina o mnichu Krzeszu, który miał ją napisać, inna o krzyżowcu, który miał wywieźć ją z Bizancjum. Wiadomo jedynie, że była czczona w Krzeszowie w chwili fundacji sanktuarium przez Bolka I Surowego, czyli już pod koniec XIII wieku. W początku XV wieku podczas wojen husyckich ikona zostaje tak skutecznie ukryta, że przez kolejne 200 lat uznaje się ją za zaginioną. W 1622 roku ma miejsce kolejny cud. Promień światła wskazuje miejsce jej ukrycia pod posadzką. Ikona wraca na swoje miejsce, zaczyna się rozwijać jej kult. Z roku na rok do sanktuarium przybywa coraz więcej pielgrzymów. Zbiega się to w czasie z mianowaniem Barnarda Rossy na opata klasztoru. Wizjoner i wielka osobowość swoich czasów rozpoczyna wielką przebudowę świątyni. Sanktuarium krzeszowskie przeżywa swój rozkwit.

Kościół św Józefa

Bernard Rosa był wszechstronnie wykształcony, szczególną cześć oddawał św. Józefowi. Na terenie klasztoru buduje kościół świętego Józefa, który następnie ma stanowić siedzibę założonego przez siebie bractwa św. Józefa. Do pracy ściąga największych dolnośląskich artystów. Wśród nich był Michał Willman zwany Śląskim Rembrandtem. To jego freski zdobią ściany świątyni św. Józefa. Artysta nie był łatwy we współpracy. Przede wszystkim często zaglądał do butelki i patrzył tak długo, aż nie zobaczył dna. Potem zaglądał do drugiej butelki i tak w kółko, a robota nie posuwała się do przodu. Opat mając na względzie bożą chwałę, postanowiły odciąć Wilmana od źródeł upojenia. Zamknął artystę w kościele i powiedział, że nie wypuści go do karczmy, dopóki nie skończy kolejnej sceny z życia św. Józefa. Wilmann odpowiedział, że nikt nie będzie ograniczał jego wolności i pójdzie do karczmy. Akurat malował scenę, gdy św. Józef pyta o miejsce w gospodzie dla rodzącej Maryji, a karczmarz z demonicznym wyrazem twarzy odmawia. Twarz właściciela wyszynku ma ponoć ma rysy Willmana. W ten sposób, mimo zakazu Willman rzeczywiście odwiedził karczmę na swój artystyczny sposób.

Zwierzęta z baśni

Przyzwyczaiłam się do świata w zasięgu ręki. Żadne zwierzę na ziemi nie zmusza mojej wyobraźni do pracy. Bo mam komórkę i sprawdzam. Co dopiero wielbłąd – nawet dziecko wie jak wygląda! A Willman nie wiedział. Malując scenę przybycia trzech królów posiłkował się opisami tych, który znali tych, którzy znali tych, co wielbłąda widzieli. Co z tego wyszło? Nie powiem! 🙂

Mauzoleum Piastów Świdnickich

Po barokowym horror vacui w Bazylice, wzrok odpoczywa w atmosferze starożytnej harmonii, jaka panuje w Mauzoleum Piastów Świdnickich. Przekraczam próg i czuję jakbym przeniosła się do Rzymu. Dominują monumentalne formy i marmury w odcieniach zieleni i pomarańczy. Spoczywa tu Piastowie Świdniccy, w tym ostatni władca Księstwa Jaworsko Świdnickiego – Bolko II. Jeden z najwybitniejszych polityków swoich czasów niemal dwukrotnie powiększył terytorium swojego władztwa. Skutecznie bronił jego niezależności od czeskich Luksemburgów na drodze zbrojnej i dyplomatycznej. Po jego śmierci w 1368 roku władzę objęła wdowa po nim Agnieszka Habsburżanka. Agnieszka umiera w 1392 roku. Po jej śmierci księstwo zostaje przyłączone do Czech jako wiano bratanicy Bolka II – Agnieszki Świdnickiej, żony Karola IV Luksemburskiego. W ten sposób, bezkrwawo Luksemburgowie przejęli ziemię o której niezależność przez setki lat walczyły kolejne pokolenia Piastów.

Post scriptum

W 1944 roku tereny Dolnego Śląska były już tak niemieckie i na tyle wydawały się bezpieczne, że Gustav Abb, odpowiedzialny za losy berlinki decyduje ukryć bezcenny księgozbiór w opactwie w Krzeszowie. Stamtąd, bez jednego wystrzału Stanisław Sierotyński organizuje jej wywóz do Biblioteki Jagiellońskiej…

Podobne

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close