Polska

Nieszawa – Skarb Krwawego Barona

  Skarb Krwawego Barona wycenia się na około 20 mln dolarów. Trop do niego prowadzi […]

Nieszawa – Skarb Krwawego Barona

|

 

Skarb Krwawego Barona wycenia się na około 20 mln dolarów. Trop do niego prowadzi przez Nieszawę…

Nieszawa, lata trzydzieste. Ferdynand Ossendowski wraz z żoną wraca z rautu u ks. Wacława Kneblewskiego. Są w szampańskich nastrojach. Spotkania gromadziły bowiem śmietankę towarzyską Drugiej Rzeczpospolitej. Czas mijał tam na intelektualnych rozmowach, które w miarę ubywania butelek wina przeradzały się w intelektualne żarty. Tak bawiły się elity na wakacjach, bo w sielskich krajobrazach okolic Nieszawy natchnienie samo przychodziło do głowy. Rozbawieni Ossendowscy otwierają drzwi swojego domu, zwanego Ossendówką i od razu trzeźwieją. Oto na fotelu leży martwy ich ukochany pies, zaś biurko i szafa z dokumentami są rozbite. Nagle ciszę przerywa łomot. Jakiś mężczyzna przebiega pokój wprost na balkon, a stamtąd wyskakuje na ulicę. Czego szukał? Plotki mówią, że testamentu w którym ponoć miało być zapisane, gdzie znajduje się skarb Krwawego Barona…

Epizod rewolucyjny

Ferdynand Ossendowski był jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia międzywojennego. Awanturnik, podróżnik i pisarz w chwili wybuchu Rewolucji Październikowej przebywał w Petersburgu. Miał już na swoim koncie wyrok śmierci i kilka grzywn za działalność rewolucyjną. W 1918 roku wyjeżdża na Syberię, gdzie z kolei angażuje się w działalność kontrrewolucyjną. Aktywnie wspiera gen. Kołczaka, wiadomo też, że prowadził działalność wywiadowczą. Kiedy grunt zaczyna palić mu się pod nogami ucieka do Mongolii.
– Tam w Urdze, czyli dzisiejszym Ułan Bator poznaje pułkownika Romana Ungern von Sternberga, zwanego Krwawym Baronem – mówi Krystyna Wasilkowska Frelichowska, autorka książek o dawnej Nieszawie. To właśnie w jednej z nich, „Wysokie Progi” natknęłam się na tę opowieść. Ungernowi zamarzyło się stworzenie chanatu mongolskiego ze sobą w roli chana. Sytuacja polityczna sprzyjała jego planom. Oto najsilniejszy gracz w regionie, czyli Rosja, rozdarta jest wojną domową i rewolucją, Mongolią włada marionetkowy chan. Ungern postanowił zatem działać. – Ponoć zgromadził niewyobrażalny skarb, składający się z kosztowności zrabowanych z mongolskich klasztorów. Skarb miał sfinansować jego kampanię. Niestety zanim zdążył go spożytkować, zginął. Zabierając tajemnicę ukrycia do grobu. Wielu chce jednak wierzyć, że przed śmiercią powierzył swój sekret Ossendowskiemu.
– Panowie zaprzyjaźnili się do tego stopnia, że wylewny Ungern mógł przekazać mu informacje na temat ukrycia swojego skarbu.
Czy tak zrobił? Czy ta informacja znajdowała się wśród notatek w archiwum pisarza? Czy je skradziono, a jeśli nie, to co w takim razie zginęło?
Cokolwiek tajemniczy mężczyzna zabrał tamtej nocy, było dla Ossendowskiego niezwykle cenne.

Obywatel rzuca papierami

Każde miasto dwudziestolecia chciałoby widzieć w szeregach swoich obywateli Ferdynanda Ossendowskiego. Jego książki rozchodziły się jak świeże bułeczki.  Zwierzęta, Ludzie, Bogowie, w której opisuje swoją przeprawę z Syberii przez Mongolię i Tybet do Chin przetłumaczono na 19 języków i trafiła na listę światowych bestselerów. Kolejna książka Lenin wywołała międzynarodowy skandal. To w jaki sposób ossendowski ukazał postać wodza rewolucji, na wskroś przebiło serca komunistów całego świata. NKWD nigdy mu tej pozycji nie wybaczyło. W sumie napisał ponad 90 książek, które sprzedały się w 80 mln egzemplarzy. Z takim wynikiem przez pewien czas należał do pierwszej piątki najbardziej poczytnych pisarzy na ziemi. Nic dziwnego, że Nieszawa przyznała mu godność Honorowego Obywatela Miasta. Nie na długo się nim cieszyła.
Natychmiast po włamaniu Ossendowski udaje się do ratusza i żąda od rady miasta, by pomogła schwytać sprawcę włamania. Dysponował pewnymi poszlakami i przypuszczeniami, co do osób, które mogły za tym stać. Ale urzędnicy nabierają wody w usta. W związku z tym pisarz rzuca dokumentem, wyjeżdża z Nieszawy i nigdy nie wraca.

Życie toczy się dalej

Wciąż jednak przyjeżdżają tu elitarni letnicy w poszukiwaniu natchnienia i oddechu w nadwiślańskich krajobrazach Nieszawy.
– Za Ossendówką stał domek klucznicy. Wystarczyło do niej zapukać i poprosić o klucze.
Ochoczo korzystał z tej sposobności Kornel Makuszyński z małpką Fiki Miki (tak, to nie było fikcyjne zwierzątko), malarz Zdzisław Eichler, rodzina Baciarellich. W ten sposób, nawet bez gospodarza Ossendówka wciąż tętniła życiem. Tak jak cała Nieszawa.
– To było prężne miasto! – tłumaczy Krystyna Wasilkowska Frelichowska. Wszystko za sprawą rzeki oraz komory celnej. Bo komora celna to nie tylko cło. Tu stały spichlerze, gdzie początkowo przechowywano zborze, a później kiedy zmieniła się koniunktura – sól. Tu z całej Polski przyjeżdżali kupcy po magazynowany towar. Przez miasto przewijały się tysiące ludzi. Doskonale prosperowały hotele, restauracje. Działały szkoły średnie i wyższe. Taki obraz miałam przed oczami, kiedy czytałam książki pani Krystyny. Spodziewałam się metropolii, a zastałam wyludnione miasteczko.
Początek końca tamtego świata w 1932 roku przyniosło zamknięcie komory celnej. Od tamtej chwili Nieszawa się wyludnia, a budynki popadają w ruinę. 

Pozostały wspomnienia

Cisza i pustka szczególnie bije po zmysłach na wielkim rynku. Kiedyś przewijały się tędy tłumy. Dziś nie licząc trzech smakoszy piwa, nikogo nie ma. Z kamienic okalających rynek sypie się tynk. Degradacja budynków spowodowana jest nie tylko upływem czasu, lecz przez sól, która wniknęła w mury.
Dlatego trudno dziś doszukać się śladów spichlerzy – rozsypały się i przeminęły z wiatrem. Pałacyk, w którym jeszcze dziesięć lat temu mieściło się liceum, dziś jest zdewastowanym pustostanem bez okien. Na szczęście wciąż dobrze się trzyma Ossendówka, choć też nie przypomina siebie sprzed wojny.  A co się stało z Ossendowskim?

Historyczna przeplatanka

Czytając życiorys Ossendowskiego zastanawiałam się, czy kiedyś nie spotkał się z moją rodziną. Rachunek prawdopodobieństwa mówi, że przy tak wielu punktach wspólnych, musiało się to wydarzyć. Do 1918 roku przebywa w Petersburgu, tak jak moja rodzina i z całą pewnością należy do parafii św. Katarzyny, bo wokół niej skupiali się Polacy. Tak jak moja rodzina w 1918 roku ucieka na Syberię i przez kilka lat mieszka w Omsku. Moja rodzina również przez chwilę mieszka w Omsku, zanim nie zjedzie do Iszymia. Do Polski wraca w 1922 roku, tak jak Ossendowski. Babcia z czasów spędzonych w Rosji do końca pamiętała smak krówek z Milanówka. Mój pradziadek sprzedawał je w swoich sklepach na Newskim Prospekcie i Siennej. Przyjaźnił się z właścicielką fabryki i być może znał z ich dyrektorami. Czy to był ten sam człowiek, który udzielił Ossendowskiemu schronienia w swojej willi? 

Tajemniczy gość

Ostatnie miesiące wojny Ferdynand Ossendowski spędza zatem w Żółwinie w willi dyrektora fabryki krówek z Milanówka. Zapewne znowu czuł na swoich plecach znajomy oddech Armii Czerwonej. Być może w każdej chwili spodziewał się wizyty smutnych panów z NKWD, prawdopodobnie ma jednak poczucie, że nic mu nie zrobią. Pamiętał bowiem przepowiednię pewnego mongolskiego szamana, u którego był wraz z Krwawym Baronem. Skoro przepowiedział Ungernowi, że zginie za 136 dni i jak z zegarkiem w ręku Ungern ginie, Ossendowski miał wszelkie podstwy przypuszczać, że Rosjanie nie stanowią dla niego zagrożenia. Śmierć miała przyjść po tym, jak odwiedzi go ktoś z rodziny Ungerna. W początku stycznia do drzwi willi puka oficer Wermachtu i przedstawia się – von Ungern…

Podwójna śmierć

Trudno jest ustalić o czym mężczyźni rozmawiali, czy był poruszany temat miejsca ukrycia skarbu Krwawego Barona. Po jego wyjściu, Ossendowski zachorował na coś, co przypominało krwawą dyzenterię połączoną z zawałem serca i zmarł – mówi Krystyna Wasilkowska Frelichowska.
Pisarzowi nie dane było jednak spocząć spokojnie. Wkrótce do Żółwina wkraczają Rosjanie. Od razu zostaje wydany rozkaz, by przekopać grób. NKWD chciało się upewnić, że pochowane ciało z całą pewnością za życia było autorem książki kompromitującej wodza rewolucji. Ostatecznie jego tożsamość zostaje potwierdzona na podstawie zębów.

A skarb?

Ossendowski był wyjątkowo tajemniczą osobą — wspomina Krystyna Wasilkowska Frelichowska. – W jego życiorysie są luki i bardzo dużo niewiadomych. Być może rzeczywiście w Ossendówce przechowywał informacje na temat skarbu Krwawego Barona. Dla Krystyny Wasilkowskiej Frelichowskiej już sama historia stanowi skarb, o którym wspomina w swojej książce Wysokie Progi. Skarbem jest Nieszawa, jej mieszkańcy i ich wspomnienia…

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub mnie na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close