fbpx

Atrakcje Bieszczad – malowane stodoły Arkadiusza Andrejkowa

UdostępnijFacebookTwitterPinterestAtrakcje Bieszczad to nie tylko góry, lasy i cerkwie. W ich cieniu, z drewnianych ścian […]

Atrakcje Bieszczad – malowane stodoły Arkadiusza Andrejkowa

Udostępnij

Atrakcje Bieszczad to nie tylko góry, lasy i cerkwie. W ich cieniu, z drewnianych ścian stodół spoglądają postaci – mgliste, eteryczne, hipnotyczne…

Spotykałam je codziennie. Postaci malowane szarościami i bielą na drewnianych ścianach stodół najpierw oglądałam kątem oka, podczas jazdy samochodem. Rozmyte, a namacalne wychodziły z drewnianych ścian. Niczym duchy z przeszłości. Jedne po prostu stały, inne uchwycone zostały podczas codziennych prac albo  podczas niemego spaceru, gdzieś w stronę wieczności. Aż pewnego razu zatrzymałam się. Pod stodołą w Zwierzyniu. 

Malowana stodoła ze Zwierzynia

Prowadzi do niej wąska droga, przy niej rozciąga się zielona trawa, dalej stoi kilka uli, za nimi rośnie drzewo, za drzewem stoi stodoła. Na ścianie szczytowej widzę mężczyznę, kobietę i dziewczynkę z wielką kokardą. Trudno na ich twarzach dostrzec rysy, są raczej mglistym zarysem siebie. Jakby przezierały z dalekiej przeszłości. Ale czuję na sobie hipnotyczną moc spojrzenia ich rozmytych oczu.

Zwierzyń po raz drugi

Nieopodal znajduje się druga stodoła. Znowu hipnotyczne spojrzenie, znowu ta mgła czasu oddzielająca mnie od postaci. Tym razem jest to kobieta z dziewczynką.
– Zdjęcie na podstawie którego namalowałem ten mural wbrew pozorom nie było stare. Z tego co pamiętam, była to kolorowa fotografia, zrobiona na początku lub na końcu roku szkolnego – wspomina Arkadiusz Andrejkow, twórca murala. Otrzymał ją podczas pracy nad innym muralem w Myczkowcach. Właściciel tamtejszej drewnianej ściany „odziedziczył” ją po poprzednich właścicielach swojego gospodarstwa.

– I to jedno zdjęcie mnie urzekło. Wiedziałem, że na stodołę w Zwierzyniu potrzebuję coś pionowego. Arkadiusz odnalazł dziewczynkę ze zdjęcia, teraz dorosłą już kobietę. Dostałem jej zgodę. Tak powstał kolejny mural z cyklu Cichy Memoriał.

Cichy Memoriał

Arkadiusz Andrejkow jeszcze na studiach fascynował się dawnymi fotografiami. Wykorzystał je w swojej pracy dyplomowej na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Tworzył też murale.
– W pewnym momencie znudziły mnie typowe białe ściany czy podłoża. Miałem dość projektów, które musiałem zaczynać od białej kartki, przygotowywania ścian. Chciałem pójść na żywioł. Szukałem nowych nietypowych podłoży.
Podczas wędrówek po Bieszczadzkich wioskach zwrócił uwagę na szczytowe ściany drewnianych stodół.
– Stare fotografie siedziały mi w głowie, a ściany stodół przemawiały.
W 2017 roku postanawia połączyć dwie drogi artystycznych fascynacji. Składa wniosek o stypendium na Cichy Memoriał, czyli serię murali na drewnianych ścianach stodół przedstawiających ludzi w jakiś sposób związanych z danym miejscem, zamieszkującą je rodziną lub okolicą. 
– Otrzymałem i to mnie zmobilizowało. Skoro jest umowa, to trzeba robić…

Pierwszy mural

Pierwszy mural powstał na ścianie stodoły w Załużu. Przedstawiają dziadków właścicieli gospodarstwa. Kolejne Arkadiusz Andrejkow realizuje w Myczkowcach, Wolicy Piaskowej, Komańczy… Na początku nie każdy chciał udostępniać ściany swoich stodół.
– Wykorzystywałem wtedy inne zdjęcia. Bardziej mroczne, pozowane w atelier fotograficznych, na których ludzie wyglądali na wystraszonych. Mówiono wówczas, że maluję duchy. Teraz szukam radośniejszych fotografii przedstawiających ludzi przy pracy, ze zwierzętami, podczas zabawy, bardziej dynamicznych.
Same murale stały bardziej realistyczne i dopracowane.

 

Niekończąca się opowieść

Zakończenie stypendium nie zamknęło projektu. Cichy Memoriał zaczął żyć własnym życiem. Arkadiusz nie musiał już szukać fotografii, bo te same do niego przychodziły. Tak samo jak miejsca. Powoli zaczynali się bowiem zgłaszać do niego właściciele stodół. O ile pierwsze murale powstały na terenie Bieszczad, to obecnie przychodzą zlecenia z innych stron Polski. Arkadiusz wykonywał ostatnio prace na Lubelszczyźnie i Podlasiu. Co roku maluje około 30-35 murali, w sumie zaś wykonał około 80 dzieł. 
Ale nie tylko Cichym memoriałem żyje. Arkadiusz Andrejkow maluje też klasyczne murale. W Sanoku powstało 11 malowideł rozsianych po całym mieście. Tak jak w przypadku Cichego Memoriału artysta uwiecznił na nich twarze z dawnych fotografii. Wydano również MuralMapę, która prowadzi szlakiem fotograficzno-muralowych wspomnień. W ten sposób Sanok wzbogacił się o kolejne atrakcje turystyczne. Jedną z jego prac można również zobaczyć w Twierdzy Modlin na tarasie Bonapartego. To niedaleko Warszawy, przy trasie na lotnisko. Zajrzę tam, bo mam nadzieję niedługo kręcić się gdzieś w pobliżu…

Współczesne atrakcje Bieszczad

Malowane stodoły szybko stały się atrakcją Bieszczad. Powstała mapa internetowa, kompas wydał mapę, na której zostały umieszczone turystyczne atrakcje Bieszczad, a wśród nich 35 murali ze zdjęciami. 
– Kiedy zaczynałem pracę nad Cichym Memoriałem, to sądziłem, że głównie będzie żył internecie. Nie przypuszczałem, że stanie się o nim tak głośno, a ludziom nie wystarczą fotografie, lecz będą chcieli zobaczyć murale na żywo. Przecież wiele z tych miejsc jest ukrytych. Trzeba ich szukać, albo prosić o pozwolenie gospodarza, by je zobaczyć.
Ci, którzy decydują się na wędrówkę ich szlakiem poznają zupełnie inny wymiar Bieszczad. Nie jest to już podręcznikowa kraina wysiedlonych Łemków i Bojków ze zniszczonymi cerkwiami. Z rozmów z gospodarzami wyłaniają się historie współczesnych mieszkańców. Czasem szczęśliwe, czasem piękne, a zawsze ludzkie. To jest siłą jaką mają nowe atrakcje Bieszczad.
– Dzięki temu projekt żyje. Bo właśnie te historie i spotkania stanowią jego ważną część. Wiele osób może się też utożsamiać z tymi pracami, bo widzą w nich swoje dzieciństwo, przypominają sobie dawne czasy na wsi.

atrakcje bieszczad- malowana stodoła Arkadiusza Andrejkowa

Przede wszystkim jestem malarzem

Murale mają prowokować do rozmów, jednak sam Arkadiusz  nie zagłębia się w historie swoich modeli.
– Wiem, że są istotne i ten projekt nie miałby bez nich takiej mocy, ale ja przede wszystkim jestem malarzem. Najbardziej interesuje mnie podłoże, forma, sposób malowania.
Praca na deskach, które nie były stworzone do noszenia sztuki nie jest łatwa. Podłoże zmusza do ciągłych poszukiwań farb i technik, by zapewnić malowidłom najdłuższe życie, na przekór wodzie i promieniom słonecznym. 
– Nie nakładam farby grubą warstwą, lecz transparentnie, tak by w postaciach przebijały się deski. Dzięki temu na pozór brzydkie podłoże w brzydkim miejscu nadaje obrazom charakteru, a minusy przestrzeni nabierają wartości artystycznej. To również sprawia, że ciekawie się niszczą.
To działa. Najstarsze murale mają około 4 lat i wciąż nie straciły swojej siły przekazu. Postacie wyglądają jakby przybyły z innego świata, albo ze snu.
– Ale nie mojego! Mogłoby się wydawać, że mnie prześladują, ale mi się nie śnią. Na szczęście. Bo też muszę czasem od nich odpocząć.

Foto: Arkadiusz Andrejkow i ja

Informacje praktyczne

Realizacje zobaczysz na profilu Arkadiusza Andrejkowa na FB

Zlokalizujesz je na mapach google wpisując hasło: malowane stodoły lub Cichy Memoriał

Podobne

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close