ludzie

Koronawirus – po co nam kwarantanna i kilka innych faktów?

UdostępnijFacebookTwitterPinterest Dlaczego warto nosić maski, co to jest łańcuch epidemiologiczny i dlaczego przestrzeganie kwarantanny jest […]

Koronawirus – po co nam kwarantanna i kilka innych faktów?

|

Udostępnij

koronawirus

Dlaczego warto nosić maski, co to jest łańcuch epidemiologiczny i dlaczego przestrzeganie kwarantanny jest tak ważne – o tym wszystkim rozmawiam z prof. dr hab. med. Gajane Martirosian z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach i Katedry Histologii i Embriologii Uniwersytetu Medycznego w Warszawie.

Za oknem coraz ładniejsza pogoda, aż chciałoby się pójść na spacer. Z drugiej strony zewsząd słyszę zalecenia, by przez najbliższe dwa tygodnie nie wychodzić z domu…
W tym zaleceniu chodzi o to, by zapobiegać tworzeniu się skupisk ludzkich. Przez najbliższe dwa tygodnie należy unikać kontaktu z innymi ludźmi, aby ustrzec się infekcji koronawirusem. Zatem rano, albo wieczorem, kiedy nie ma na ulicy dużych grup ludzi jak najbardziej można wyjść i się przewietrzyć. Jest to nawet wskazane. Oczywiście dotyczy to osób, które nie są w kwarantannie (stwierdzony kontakt z osobą chorą). Osoby w kwarantannie i ich bliscy absolutnie nie mogą wychodzić z domu.

Wyobraźmy sobie sytuację – jestem w parku, idę drogą, którą przed chwilą przeszedł nosiciel koronawirusa i kichnął. Czy mogę się zarazić?
Jest to bardzo teoretyczna sytuacja. Trzeba pamiętać, że wirus nie żyje pozakomórkowo lecz wewnątrzkomórkowo.

Co to oznacza?
Potrzebuje komórek nabłonkowych, żeby się replikować. Żyje w wydzielinach ludzkiego ciała. Kiedy osoba chora kichnie, kaszlnie rozsiewa go wraz z kropelkami śliny. Wtedy może dojść do zakażenia. Jeśli jednak kropelka śliny upadnie na jakąś powierzchnie wirus długo nie przeżyje. Trzeba jednak brać pod uwagę wiele zmiennych – powierzchnię na jaką upadnie, temperaturę, bardzo istotna jest również wilgotność powietrza… W suchym klimacie koronawirus ginie szybciej. W Polsce natomiast panuje duża wilgotność, co pozwala mu przetrwać dłużej.
Zakłada się, że jeżeli kontakt z chorą osobą lub nosicielem wirusa przekroczy piętnaście minut, wtedy jest większa możliwość zakażenia.

Stąd zalecenie, by ludzie zakażeni nosili maski. Ale maski noszą również i zdrowi. Czy w ich przypadku ma to jakiś sens?
Oczywiście, ale z nieco innych powodów. Otóż każdy z nas, nie zdając sobie z tego sprawy około 90-100 razy dziennie dotyka swojej twarzy – nosa, ust, oczu. Czy to pocierając, czy wycierając. I teraz jeśli dotknęliśmy dłonią skażonego wirusem przedmiotu, a następnie potarliśmy nią twarz, to automatycznie dochodzi do zakażenia. Zatem maska ochroni nos i usta przed dotykiem brudnymi rękami i przed potencjalną infekcją. Szczególnie zalecałabym nosić ją w środkach transportu publicznego – w pociągach, autobusach czy tramwajach, gdzie jest duże prawdopodobieństwo, że nasze dłonie mogą mieć kontakt z powierzchnią zanieczyszczoną koronawirusem.

Niestety maski stały się towarem deficytowym. W sieci opublikowano wiele filmów pokazujących, jak taką maskę zrobić samodzielnie. Zastanawiam się jednak, czy są one skuteczne.
Osoby zakażone powinny nosić maski zakupione w aptece z odpowiednim symbolem zabezpieczenia. Natomiast osoby zdrowe chronią się przede wszystkim przed zakażeniem przenoszonym drogą kropelkową i za pośrednictwem brudnych rąk. Im wystarczy własnoręcznie zrobiona maska składająca się z kliku warstw gazy. Muszą jednak zachować 1 lub 2 m odległości podczas kontaktów z osobami, które mogą być nosicielami koronawirusa.

Warto też mieć przy sobie żele antybakteryjne
Tak, są one najbardziej zalecane, zwłaszcza środki na bazie alkoholu 60-70%.

Zatem należy również rękawiczki…
Rękawiczki zalecałabym w środkach komunikacji. Mamy wówczas większą szansę ochronić się przed koronawirusem, na skutek dotknięcia skażonej powierzchni. Na ulicy podczas spaceru nie ma tylu okazji do kontaktu dłoni ze skażonymi przedmiotami, dlatego noszenie rękawiczek nie ma większego sensu.

Koronawirus może również być obecny na owocach i warzywach.
Tak, jest to możliwe. Dlatego dziwię się lekkomyślności ludzi, którzy w supermarketach próbują winogrona czy inne owoce przed zakupem. Pod żadnym pozorem nie wolno tego robić, bo nie wiemy, kto ich wcześniej dotykał. Owoce i warzywa przed spożyciem należy dokładnie myć przez kilka minut pod strumieniem bieżącej wody o temperaturze 30-40 st. C. Koronawirus bowiem w środowisku zewnętrznym ginie w temperaturze powyżej 26 st.C. Ale znowu trzeba wprowadzić tu pewne uściślenia. Po wniknięciu do organizmu, wirus replikuje się w temperaturze naszego ciała, czyli w temperaturze powyżej 36,6 st. C.

W pewnych krajach zaleca się mycie warzyw i owoców nadmanganianem potasu.
Pierwotniaki to zupełnie co innego niż wirusy. Nadmanganian potasu może chronić przed amebą, ale w obliczu koronawirusa jest bezsilny. Mało tego – może spowodować problemy żołądkowe.

Również naczynia należy zmywać w wysokich temperaturach…
W większości domów są zmywarki, a te zmywają w temperaturze około 70 st. C, zatem skutecznie zabiją wirusa. Dodatkowo detergenty zawierają środki dezynfekujące. Jeśli myjemy ręcznie trzeba pamiętać, by naczynia myć wodą o temperaturze powyżej 40 st. C.
Nieco inaczej jest, jeśli mieszkamy z osobą w kwarantannie. Wówczas zalecałabym, by ta osoba miała swój własny zestaw naczyń i by nikt inny spośród domowników ich nie używał.

Należy też zmienić swoje zachowania w drogeriach.
Często widzę, jak klienci drogerii smarują dłonie testerami, czasem testerami malują usta, a przecież nie wiedzą, kto testował ten kosmetyk przed nimi. Absolutnie nie wolno tego robić ze względu na możliwość transmisji taką drogą czynników etiologicznych infekcji: wirusów i bakterii! Szczególnie teraz trzeba pamiętać, że nie wymieniamy się między sobą żadnymi kosmetykami.

Coraz częściej słyszy się, że ze strachu przed koronawirusem usypia się domowe zwierzęta…
Podczas spaceru prawdopodobieństwo, że gdzieś się zakażą jest bardzo małe. Tak jak powiedziałam wcześniej – w środowisku pozakomórkowym zewnętrznym koronawirus ginie dość szybko.

W Chinach epidemia wygasa, podczas gdy u nas liczba ofiar rośnie. Czy to oznacza, że wirus stracił impet, albo ludzie się uodpornili?
Przede wszystkim jest to efekt konsekwentnego działania władz i karności społeczeństwa. Efekty przynosi sposób walki jaką Chińczycy podjęli z koronawirusem. Od razu zamknięto tam wszystkich w domu i wprowadzono kwarantannę.

Dlaczego jest to ważne?
Istnieje takie pojęcie jak łańcuch epidemiologiczny. Podstawowym zadaniem w walce z epidemią jest jego przerwanie. Jeśli wirus w odpowiednim czasie nie znajdzie kolejnego organizmu, który mógłby zainfekować, to epidemia wygasa. O to właśnie chodzi w kwarantannie – żeby nie było kontaktów między ludźmi, aby koronawirus nie miał możliwości się rozprzestrzeniać. I tak właśnie zrobili Chińczycy. Od razu zamknęli się w domach i nie przenosili go dalej. Należy zatem pamiętać, że naszym podstawowym zadaniem jest przerwanie tego łańcucha, a nie uda się tego dokonać, jeśli wszyscy nie dostosują się do kwarantanny

Odporność w tym przypadku nie ma nic do rzeczy?
Pojawi się dopiero z czasem wśród tych, którzy wyzdrowieli. Jednak w tej chwili trudno cokolwiek powiedzieć na ten temat. Zobaczymy to dopiero za kilka lat.

Przewija się taka opinia, że jeśli raz się wyzdrowieje, to nabiera się odporności na koronawirusa.
Mało, wciąż za mało o nim wiemy, żeby wypowiadać takie twierdzenia. Przytoczę tu przykład 36 letniego Chińczyka, który zachorował na COVID-19, wyszedł ze szpitala, kilka dni później ponownie zachorował i zmarł. Wiemy, że jest kilka typów koronawirusa, więc mógł się uodpornić na jeden, a ponownie zakazić innym.

Ile czasu trwa okres wylęgania – inkubacji choroby?
Zazwyczaj pierwsze objawy choroby pojawiają się po kilku dniach, ale zdarza się że i po trzech tygodniach. Zazwyczaj pacjenci odczuwają bóle mięśni, mają wysoką gorączkę i kaszel. Jednak w początkowym etapie choroby symptomy trudno odróżnić od zwykłego przeziębienia.

Czy siedząc w domu, możemy sobie pomóc inhalacją lub zapalając kominki zapachowe?
Nie. Ale też sobie nie zaszkodzimy. Kadzidełka czy olejki eteryczne nie mają żadnego wpływu na koronawirusa. Natomiast ważne jest regularnie wietrzenie mieszkania. Nie należy bać się świeżego powietrza.

Czyli mogłabym je powdychać podczas przejażdżki rowerowej w lesie, gdzie nikogo nie będzie?
Teoretycznie tak, ale proszę pamiętać, że w lasach też nie jest bezpiecznie. Obserwujemy wysyp kleszczy, które niosą ze sobą różne choroby. Dlatego powinna się pani przed nimi odpowiednio zabezpieczyć…

Podobne

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close