fbpx
Irlandia

Atrakcje Irlandii – półwysep Dingle

Udostępnij Facebook Twitter Pinterest Trudno o bardziej irlandzką część Irlandii. Na półwyspie Dingle i ludzie […]

Atrakcje Irlandii – półwysep Dingle

|

Fort Dun Beag w Irlandii

Trudno o bardziej irlandzką część Irlandii. Na półwyspie Dingle i ludzie i kamienie przemawiają w Gaeilge –  ojczystym języku mieszkańców wyspy. Aby usłyszeć ich historie wystarczy wsiąść do samochodu, przekręcić kluczyk, jechać po lewej stronie i odkrywać atrakcje Irlandii.

Na lotnisku w Cork czekał już na mnie wypożyczony ford. Długo obserwowałam przejeżdżające samochody, zanim odważyłam się otworzyć jego drzwi. Od początku wiedziałam, że będzie miał kierownicę z prawej strony, to, że będę musiała zmieniać biegi lewą ręką, uświadomiłam sobie dzień wcześniej. Ale nie wpadłam na to, że również i ronda objeżdża się tu odwrotnie.– Nie martw się – pociesza mnie rodak. – Ja rok po przyjeździe wjechałem na rondo od „polskiej” strony. Wszystko przed tobą! Biorę kluczyki do ręki, otwieram samochód i zamiast kierownicy chwytam powietrze. Cóż, pierwsza pomyłka…

Półwysep Dingle w Irlandii

Pierwsza atrakcja Irlandii, czyli jazda samochodem

Z Cork do Milltown jakoś jadę. Na początku droga jest szeroka, z dużym marginesem na błędy kierowcy z kontynentu. Dalej staje się węższa i coraz bardziej kręta. W Polsce każdy z tych zakrętów anonsowałby znak ostrzegawczy. Tutaj, jeśli już taki znak się pojawia, to znaczy, że NAPRAWDĘ przede mną ostry zakręt. Kiedy na asfalcie widzę napis „slow” (zwolnij), wiem, że NAPRAWDĘ muszę zwolnić. Jeśli droga rozszerza się, tworząc niewielki taras widokowy, NAPRAWDĘ warto się zatrzymać – dla niesamowitych widoków! Kilkadziesiąt metrów niżej morskie fale uderzają w brzeg. Jestem tylko ja, góry, szalejące morze i…

Irlandzkie owce

Kolorowe, irlandzkie owce

majestatycznie przeżuwające kępy trawy. Czasem zdobią je delikatne plamki jaskrawej farby, czasem „upaprane” są w niej po uszy. Ta mało subtelna charakteryzacja nie jest wyrazem ekstrawagancji ich właścicieli. Dzięki temu gospodarze są w stanie odróżnić swoje zwierzęta od innych pasących się na tym samym pastwisku.

Stone House w Irlandii

Pierwszy przystanek

Trzeba odpocząć. Ale droga wije się przez pustkowia. Ani jednego domu, ani jednej zatoczki, aby zatrzymac samochód. Nagle, za jednym z zakrętów widzę stos kamieni. Im bliżej podjeżdżam, tym stos nabiera coraz wyraźniejszych kształtów przypominających dom. Nad drzwiami wisi wielki szyld – Stone House Restaurant. Trudno o bardziej adekwatną nazwę. Wchodzę, zamawiam kawę i pytam kelnerkę o drogę do Dingle. Niestety. Dziewczyna pracuje tu dopiero od kilku dni, jeszcze nie zna okolicy.
– Ale na pewno pomoże ci mój szef – mówi. Za chwilę wchodzi Sammy.
– Skąd jesteś? – pyta.
– Z Polski.
– To dlaczego rozmawiałyście ze sobą po angielsku?
Ewa tydzień temu przyjechała z Białegostoku.

Port w Dingle w Irlandii

Obywatel Delfin

Miasteczko Dingle swą sławę zawdzięcza najdalej wysuniętemu w morze obywatelowi miasta – delfinowi Fungi. Towarzyski ssak zamieszkał w zatoce i przez lata chętnie pływał i bawił się z hurtowo przywożonymi do niego turystami. Dziś delfin nie miał ochoty się pokazać, zatem na otarcie łez idę do Dingle Ocean World. Oceanarium nie oszałamia wielkością, ale aranżacja akwariów robi wrażenie. Nie wiem jak minęły mi dwie godziny.

Akwarium z oceanarium w Dingle w Irlandii

Starożytne Dingle

Niepozorne miasteczko Dingle szczyci się dość długą historią. Nazwa stanowi zangielszczoną wersję słowa Dhuibhne z języka Gaeilge. Można ją odczytać na kilku spośród 70 zachowanych w okolicy kamieni ogham postawionych około V w. n.e. Nazwa odnosiło się do boginii płodności oraz do zamieszującego te tereny plemienia. Nazwę irlandzką z czasem wyparła angielska, a kilka lat temu powrócono do oryginalnego zapisu. Nie bez sprzeciwu mieszkańców. Bo miasteczko jako Dingle zdążyło sobie wyrobić markę cichego spokojnego nadmorskiego wczasowiska. Choć z drugiej strony, to właśnie tu, w Dhuibhne i na półwyspie Dingle wciąż można usłyszeć na ulicach ludzi mówiących w Gaeilage.

Irlandzki dom

Język irlandzki

Liczy sobie około 2500 lat. Pierwsze zapisy w piśmie oigamicznym, przypominającym runy pochodzą z V wieku. Są to inskrypcje na kamieniach zwanych ogham. Od V wieku, po przyjęciu przez Irlandię chrześcijaństwa, zapisy w języku staroirlandzkim pojawiają się na marginaliach ksiąg łacińskich przepisywanych w klasztorach. Od VII wieku zaczyna powstawać literatura irlandzka. Rozwój Gailage zostaje zahamowany w XVII wieku, kiedy Irlandia traci niepodległość. Od tego czasu jest systematycznie wypierany przez język angielski. I tak pod koniec XIX wieku posługują się nim zaledwie jedna czwarta ludności – głównie najbiedniejsi i niepiśmienni mieszkańcy wsi. Po odzyskaniu niepodległości Gailage stał się językiem państwowym, równorzędnym z angielskim. Rozpoczęto jego naukę w szkołach, powstały stacje radiowe i program telewizyjny.

Obrazek z Irlandii
– Znasz go – pytam Maggie, którą spotykam w hotelu. 
– Tylko najprostsze zwroty. To bardzo trudny język. Nasz rząd nigdy tak naprawdę nie przykładał wagi do poziomu jego nauczania. Wiesz, czasem szlak mnie trafia, kiedy sobie myślę, że Izrael potrafił wskrzesić swój umarły już język a nasz, gdzie jeszcze są ludzie, którzy się nim posługują, umiera.

Clochán z Półwyspu dingle w Irlandii

Kamienna wioska w Fahan

Na Półwyspie Dingle od zarania dziejów główny budulec stanowił kamień. Mieszkańcy opanowali do perfekcji sztukę jego układania bez zaprawy. Te najstarsze budowle nazywają się Clocháns. Ułożone są z kamieni w formie zwężającego się ku górze cylindra zwieńczonego jednym kamykiem. Swoim kształtem przypominają pszczele ule, stąd ich angielska nazwa – beehive houses. Często je mijam po drodze do Dunquin – samotnie wznoszące się wśród pastwisk, na zboczach gór.

Clochán z Półwyspu Dingle w Irlandii

Te niepozorne budowle w krajobrazie półwyspu Dingle obecne są od około 5 tys. lat. W Fahan zachowała się cała wioska takich domków. Podchodzę do kasy. Bilet kosztuje 2 euro. Wyciągam monetę…
– Daruj sobie. Idzie burza, nic nie zobaczysz – mówi bileter.
– Przecież jeszcze nawet nie kropi, może zdążę przed deszczem? Pan podniósł do góry palec, jak robią to marynarze sprawdzający kierunek wiatru.
– Nie zdążysz… ale możesz schronić się w chatce – dodał po chwili namysłu.

Clochán z Fahan w Irlandii
Trzy minuty później zerwała się ulewa. W ostatniej chwili wbiegłam do jednego z domków. Rzeczywiście, nie spadła na mnie żadna kropla! – Mimo słusznego wieku „still waterproof” – myślę z uznaniem.

Fort Dun Beag w Irlandii

Fort Dun Beag

Kilka kilometrów dalej na krawędzi urwiska majestatycznie wznosi się kolejna atrakcja Irlandii – najlepiej zachowany Dun Beag (tzw. mały fort) z epoki żelaza. W doskonałym stanie zachował się otaczający go niegdyś wał ziemny i gruby na ponad 6 metrów kamienny mur. Serce fortu stanowił niewielki clochain. Znowu, choć kamieni nie związano żadnym spoiwem, konstrukcja przetrwała długo. Ile lat? Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć, wyznaczono jedynie widełki czasowe. Budowla powstała po 580 r p.n.e. i przed 800 r. n.e. blisko tysiąc lat! Trudno też stwierdzić, jaką dokładnie funkcję pełniła budowla. Wiadomo, że nigdy nie była na stałe zamieszkana. Jedna z teorii mówi, że tutaj mieszkańcy okolicznych terenów szukali schronienia dla siebie i swojego dobytku podczas najazdów. Choć jak do tej pory nie odnaleziono tu żadnych śladów walki i dowodów na to, że fort kiedykolwiek został zdobyty.

Fort Dun Beag w Irlandii

Wioski duchów

Nieco za Ventry mijam kolejne ruiny kamiennych chałupek. Tym razem nie są to clochains, lecz malutkie domki. – Zwykła opuszczona wieś – myślę. Bo kto dziś chce mieszkać w jednoizbowych chałupach bez żadnych wygód? Jednak historia ich mieszańców jest nieco inna… W 1845 r. ziemniaki, podstawowy składnik pożywienia Irlandczyków, dotknęła zaraza. Zapanował wielki głód, który w ciągu następnych trzech lat pochłonął 1,5 mln ludzkich istnień, a 2,5 mln zmusił do emigracji, głównie do USA. W efekcie liczba mieszkańców Irlandii z 8 mln spadła do 4 mln. W tym czasie z irlandzkich portów do Londynu odpływały statki po brzegi wypełnione zbożem… Tak jak później na Ukrainie i w Kazachstanie – wielkie głody były efektem celowej polityki, by pozbyć się „niewygodnych”. Zachowane do dziś „famine cottages”, jak ta nieopodal Ventry, stanowią  ponury pomnik tamtych czasów.

Wyspy Blaskett w Irlandii

Wyspy szczęśliwe

Siadam na murku oddzielającym drogę od przepaści i spoglądam na wyłaniające się z morza wyspy Skelling Michael. Zamykam oczy i widzę św. Brendana, jak staje obok mnie i we mgle wypatruje Wysp Szczęśliwych. Niestety wzrok nie sięga wystarczająco daleko. Mnich postanawia zatem ogarnąć horyzont ze szczytu najwyższej na półwyspie góry. Idzie drogą przez Kilmalkedar. Tam pozdrawia zakonników, którzy kamień po kamieniu wznoszą Gallarus Oratory. Czas dla tej budowli był łaskawy, jest najlepiej zachowanym kościołem wczesnochrześcijańskim w Irlandii. W końcu dociera na szczyt góry dziś zwanej Brendan Mountain i dostrzega na zachodzie zarys odległego lądu. Na jego spotkanie Brendan wyruszył wraz z kilkunastoma mnichami.

Ring of Dingle w Irlandii

Ich przygody opisano w książce „Navigatio Brendani” w VIII w. (ok. 200 lat po wyprawie). Był to książkowy hit swych czasów. Dziś niektórzy naukowcy przypuszczają, że Brendan trafił do Ameryki. Nie mam takich ambicji jak on. W tej chwili wystarczyłaby mi przeprawa na Skelling Michael, aby zobaczyć ruiny klasztoru z ok. IX w. Niestety nie mam szczęścia – prom kursuje od maja do października i tylko przy sprzyjającej pogodzie. Dziś żaden statek nie wyruszał z portu.

Wyspy Blasket w Irlandii

Wyspy Blasket

Pogoda uniemożliwia mi też przeprawę na wyspy Blasket. Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się stąd w 1953 r. Pozostawili po sobie domostwa, które przekształcono w niewielkie muzeum oraz spisane po irlandzku wspomnienia. Jedną z tych książek – „Islander” Tomása Ó Criomhthaina – przetłumaczono na 34 języki, w tym również na polski. W Dunquinie na cześć mieszańców Great Blasket zbudowano centrum kulturalne, w którym odbywają się wystawy, koncerty, pokazy filmów i kursy języka irlandzkiego.

Półwysep Dingle w Irlandii. Owce pasą sie w mieście.

Mój ulubiony dialog

Kiedy ponownie mijam tabliczkę z napisem Dingle, zapada zmierzch. Idę do pubu na ostatnie piwo przed powrotem do domu. Przy sąsiednim stole siedzą panowie w wełnianych czapkach i… nie rozmawiają po angielsku. Melodia wypowiadanych słów jest nieco gardłowa… Nie wierzę własnym uszom! Tak. To irlandzki! Nareszcie słyszę język, którym mówiły do mnie inskrypcje na kamieniach.
– Skąd jesteś? – pyta jeden z nich.
– Z Polski.
– Ale gdzie mieszkasz?
– W Warszawie.
– Ale gdzie mieszkasz w Irlandii. W Cork?
Jeszcze kilka razy powtórzyłam, że mieszkam w Warszawie. Ale i tak mi nie uwierzyli, że istnieją jacyś Polacy, którzy nie mieszkają w Irlandii. Na szczęście zmienili temat.
– Czy wiesz, że po raz pierwszy od wielkiego głodu w Irlandia osiągnęła liczbę 5 mln mieszkańców.
Tak, pomyślałam, z czego 2 mln stanowią  imigranci, wśród których największą grupę stanowią nasi rodacy.
– A ile was mieszka w Polsce?
Nigdy nie zapomnę wielkości jego oczu, kiedy usłyszał, że 40 mln. Spokojnie. Niektórzy przyjadą tu turystycznie.

Informacje Praktyczne

Na zwiedzenie atrakcji półwyspu Dingle zarezerwuj sobie przynajmniej 3 dni.

Artykuł powstał przy współpracy z Biurem Promocji Turystyki w Irlandii 

Podobne

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close