praktycznie

Jak się spakować na wyprawę rowerową

  Pakowanie na wyprawę rowerową stanowi sztukę samą w sobie. Uczyłam się jej na własnej […]

Jak się spakować na wyprawę rowerową

 

Pakowanie na wyprawę rowerową stanowi sztukę samą w sobie. Uczyłam się jej na własnej skórze podczas kolejnych wyjazdów – do Szkocji, Iranu, Omanu, czy Kazachstanu….

Od zaledwie kilku lat zwiedzam świat na rowerze. I tylko dlatego zaczęłam to robić, bo sama sobie zbudowałam bambusowy rower. Jest dla mnie jak dziecko, a dzieci nie zostawia się samych w domu. I tak zaczęłam jeździć. Pierwsza trasa powiodła mnie przez Iran. Następnie zjechałam Szkocję, Węgry, Oman i Kazachstan. W międzyczasie na rowerze szukam skarbów Polski. I zawsze coś ciekawego znajduje. Do każdej z tych wypraw musiałam się odpowiednio wyposażyć w internetowym sklepie online, by w drodze myśleć tylko o drodze przed siebie, a nie do sklepu by uzupełnić braki. 

Sakwy

Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałam rowerem poza granice Warszawy. Aż pewnego dnia zaczęłam budować bambusowy rower, a za chwilę kupiłam biletu do Iranu. Cóż, nie jadę tam jako pierwsza, ani jako ostatnia, zatem można. Tylko, że ja nie miałam pojęcia, jak się spakować na wyprawę rowerową. Począwszy od sakw. Te potrafiłam ocenić jedynie pod względem koloru. Czułam jednak, że gdzieś mijam się z istotą rzeczy. Ale od czego są koledzy!
– W sakwie wyprawowej najważniejsze jest to, by zakładać i ściągać ją z roweru jednym ruchem ręki. 
Posłuchałam ich przy pierwszej wyprawie. Kupiłam dobre sakwy. Na drugą wyprawę do Szkocji – ładne, o systemie mocowania skutecznym, niczym sejf bankowy. Jak chwalił je producent, nawet podczas poważnej wywrotki nie odczepią się od roweru. Rzeczywiście nie odczepiły się ani razu – sakwę z góry trzymały dwa potężne haki i jeden potężny z dołu. Niestety nie chciały puścić również na postojach, kiedy wyraźnie je o to prosiłam. Zakładanie i zdejmowanie ich z bagażnika zajmowało mi stanowczo zbyt dużo czasu. Po powrocie z czystym sumieniem odłożyłam je na dno szafy.

Worki i woreczki

W sakwach trudno utrzymać porządek. Gdy szukam w ich wnętrzu jednej rzeczy, gubię kilka innych. Choćbym nie wiem jak starannie złożyła ubrania, to pod koniec dnia wnętrze sakw przypomina pralkę po wirowaniu. Skutecznym sposobem na opanowanie tego chaosu okazały się worki. Każdy w innym kolorze. W jednym miałam bieliznę w kolejnym koszulki, kosmetyki, części rowerowe, do kolejnego wsadzałam rzeczy do prania. Dzięki temu nie tylko opanowałam sytuację w sakwach, ale też mniej czasu tracę na codzienne pakowanie i mniej rzeczy zostawiam po drodze.

Plecak

Kolejna rada znajomego: – Niczego nie trzymaj na plecach. Posłuchałam jej połowicznie. Plecak zawsze mam przy sobie, ale trzymam w nim tylko wodę i ewentualnie aparat. Rzeczywiście z każdym kilometrem gramy zaczynają ciążyć jak kilogramy. Trudno jednak za każdym razem wyczyniać akrobacje, by sięgnąć do sakwy po butelkę wody, albo aparat fotograficzny. Dlatego warto zainwestować w dobry, rowerowy plecak. Powinien być jak najlżejszy i z systemem, który zapewnia wentylację pleców.

Pudełka i pudełeczka

W Iranie nie musiałam martwić się o jedzenie. Codziennie ktoś zapraszał mnie do swojego domu i karmił, albo obdarowywał jedzeniem po drodze. W Szkocji sytuacja wyglądała całkowicie inaczej. Już po pierwszym dniu zdałam sobie sprawę z konieczności wożenia ze sobą przynajmniej jednego obiadu oraz kilku produktów na śniadanie i kolację… w czym? W pudełkach, które musiałam kupić po drodze podczas pierwszej wyprawy. na kolejne już o nich nie zapomniałam! W pudełeczkach miałam też orzechy i bakalie, bo jak radził mi znajomy: – Co 10 km powinnaś zjeść coś energetycznego, a przynajmniej co pół godziny przystanąć, by się napić…

Bidon

Nie należę do ich wielkich zwolenniczek, a to ze względu na pojemność. Bidon sprawdzi się podczas jazdy po mieście lub przedmieściach. Jednak podczas jazdy przez pustynię potrzebuję znacznie więcej płynów. Dlatego w sakwach wożę przynajmniej trzy półtora litrowe butelki wody. Do jednej z nich wrzucam pastylkę z mikroelementami. Trzeba jednak przyznać, ze bidon, choć mało pojemny, jest poręczny. Zatem jeśli zdecydujesz się na zakup, polecam bidony termiczne. Napoje dłużej trzymają przyjemny chłód.
Na kolejnej wyprawie przetestuję nerkę z bukłakiem o pojemności 3,5 litra. Wygląda zachęcająco!

Uchwyty

Nigdy nie zapomnę pewnego rozwidlenia dróg w Szkocji. Stała na nim grupa rowerzystów debatująca nad wskazówkami GPS-a. Mnie prowadził google maps. Przejechałam, dojechałam, a kiedy wracałam, oni w dalszym ciągu debatowali. Nie zapomnę też białej gorączki, do której doprowadził mnie pewien znajomy, który chciał przekonać mnie, siebie oraz samą nawigację pewnej znanej marki, że działa. Ustawienie trasy trwało ponad pół godziny, po czym, kiedy ruszyliśmy w drogę, od razu się zgubiliśmy. Z opałów wyciągał nas google. Google maps działa praktycznie wszędzie w Polsce i w Europie. Tam gdzie dostęp do internetu jest utrudniony, wgrywam mapy off-linowe. Zadziałają wszędzie, i komfortowo dowiozą na miejsce asfaltem oraz szutrem, o ile… uchwyt utrzyma Twój telefon. Podczas zakupu, zwróć uwagę ile punktów zaczepienia ma telefon, bo to przesądzi, czy utrzyma się podczas jazdy po kocich łbach. 

Okulary

Dobre okulary to podstawa! Nie pomyślałam o nich przed wyjazdem do Iranu. Kupiłam dopiero po kilku dniach jazdy. Było za późno. Uszkodziłam sobie oczy. Do końca wyjazdu, co kilka dni niemożliwie mnie piekły i łzawiły, tak że nie byłam zdolna do dalszej jazdy. Po przyjeździe udało mi się zaleczyć oczy, ale nigdy nie wróciły do dawnej formy… Dlatego nie żałuj pieniędzy na dobre okulary z mocnymi filtrami!

Drobiazgi

Podczas wyprawy rowerowej nie da się przewidzieć wszystkich przeciwności losu. Właściwie przewidzieć się da tylko jedną przeciwność – przebicie dętki. Pozostałe, niestandardowe problemy rozwiążą szekle i… taśmy izolacyjne. Szekla coś połączy albo podczepi – na przykład mokre buty, jakieś pranie, czy tyczkę trzciny cukrowej (tak, taki podarunek też przytroczyłam kiedyś do sakwy). Z kolei taśmą izolacyjną skleisz pękniętą klamrę w butach spd. Jeszcze mocniej trzyma srebrna taśma. Skleisz nią praktycznie wszystko, począwszy od butów po sakwy i ubranie. Do zdjęć przyda Ci się elastyczny statyw, który zaczepisz dosłownie na wszystkim. Kolejnymi drobiazgami, które zawsze trzeba mieć pod ręką to powerbanki, czołówkę i scyzoryk. Czy muszę też pisać, że warto zabrać pompkę do roweru, kilka dętek oraz zestaw do łatania dziur? Przecież to takie oczywiste! Mniej oczywista jest… przewiewna chusta. Docenisz ja jednak jeśli w krótkich spodenkach zachcesz wejść do swiątyni, albo osłonić ręce i ramiona przed słońcem.

Odblaski

Skromność w ubiorze jest gustowną cechą, ale nie obowiązuje na drodze. Rowerzysta lepiej kiedy świeci niczym dyskoteka, niż ginie w mroku, przy dużym wsparciu czarnej, maskującej odzieży, bo niestety wciąż ta barwa dominuje wśród rowerzystów. Im więcej blasku tym lepiej, zatem zainwestuj w lampki, opacki odblaskowe, które możesz zaczepić na rękach, nogach, bagażniku, sakwach. 

Z takim ekwipunkiem możesz jechać na koniec świata! Szerokiej drogi i przygód, które będziesz z przyjemnością wspominać po powrocie 🙂

Co jeszcze dopisałabyś/dopisałbyś do tej listy? W komentarzu wpisz swoje propozycje 🙂

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub mnie na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close