fbpx
Top
  >  Cyjanotypia   >  Cyjanotypia, czyli błękitne fotografie

Zajęłam się cyjanotypią – jedną z najstarszych technik fotograficznych. Powstała w 1842 roku wcale nie po to, by utrwalać rzeczywistość, lecz plany architektoniczne!

Kiedyś pisałam o Rinie, którą wybrało kiri-e – japońska sztuka wycinanki. Kilka lat później znalazła mnie cyjanotypia – fotografia w błękicie. 

Wszystko zaczyna się po zachodzie słońca. Do pokoju nie docierają już żadne promienie UV. Nakładam rękawiczki. Z lodówki wyjmuję dwie apteczne buteleczki z roztworem A i B. Odmierzam odpowiednią proporcję jednego i drugiego i zlewam do miseczki. Zmieszane stają się cyjanotypią. Teraz rozprowadzam ją na papierach. Powoli, bo każdy ruch zostawi światłoczuły znak. 

Cyjanotypia w samej swojej zasadzie jest banalnie prosta. Rozprowadzam roztwór cyjanotypii na papierze, suszę, przykładam negatyw, naświetlam i patrzę jak po zanurzeniu w wodzie wyłania się błękitny obraz. Za każdym razem jednak odbitka tego samego zdjęcia wygląda inaczej. Na każdym bowiem etapie tego prostego procesu może się wiele zdarzyć. Za każdym razem przecież inaczej prowadzę pędzel, a w związku z tym inna będzie  warstwa cyjanotypii, to z kolei sprawia, że inna jest intensywność koloru, kontrast i krawędzie zdjęcia. Dodatkowo na ostateczny wygląd odbitki wpływ ma sam papier. 

Bo cyjanotypia jest dla mnie podróżą w błękicie

Szybko zrozumiałam, że cyjanotypia jest tylko z grubsza powtarzalna i tylko z grubsza przewidywalna. Nie brzmi to dla ciebie jak przygoda? Tak. Każde zdjęcie stanowi dla mnie podróż w nieznane. Tylko w przybliżeniu jestem w stanie przewidzieć wynik pracy. Efekt końcowy pozostaje dla mnie zagadką do momentu, kiedy zanurzę pracę w wodzie i utrwalę obrazek. Właśnie w tej niedookreśloności mieści się przygoda i radość. Taką samą, jaką czerpię z podróży.

Powstanie cyjanotypii

Cyjanotypia to jedna z najstarszych technik fotograficznych. Została wynaleziona w 1843 roku przez sir Johna Herschela, aby umożliwić  kopiowanie planów architektonicznych. Po naświetleniu papierów pokrytych cyjanotypią schematami technicznymi wyrysowanymi na szklanych płytkach otrzymywano kopię 1:1, gdzie schemat był biały, a tło błękitne. Technika zdała egzamin praktyczności w materii architektury. Stosowano ją jeszcze do lat 60. XX wieku. W języku angielskim powstał termin “blueprint”, który oznacza plan lub schemat, a pochodzi wprost od niebieskich wykresów utrwalonych w cyjanotypii.

Przemarsz z architektury w fotografię

Cyjanotypia praktycznie od razu po swoim powstaniu znalazła też zastosowanie w sztuce. Jako pierwsza wykorzystała ją Anna Atkins. Zauważyła, że na papierze słonecznym, jak też nazywa się papier pokryty cyjanotypią, uzyskuje się ciekawe efekty kładąc rośliny. Powstają wówczas kompozycje roślinne, gdzie fragmenty papieru słonecznego przykryte roślinami, pozostają białe po naświetleniu, podczas gdy fragmenty niezakryte, pod wpływem promieni UV, przybierają barwę błękitu. W ten sposób stworzyła ilustracje do swojej książki botanicznej. Szybko zauważono również, że na papierze słonecznym można wykonywać odbitki negatywów na szklanych płytkach. Obecnie negatywy drukuje się na folii lub kalce technicznej i wywołuje metodą stykową. Cyjanotypia reaguje na promienie UV, które znajdują się w zakresie światła słonecznego lub… solarium.

Moja podróż z cyjanotypią…

… zaczęłą się podczas lockdownu. W jednej z praskich kawiarni odbywały się warsztaty cyjanotypii. Nigdy wcześniej o nie słyszałam o takiej technice fotograficznej. Przyszłam z ciekawości. Zobaczyłam błękitną odbitkę. Nie zachwyciła mnie, jednak z kontekstu rozmowy wynikło, że Łukasz, który prezentował cyjanotypię, uprawia również inne historyczne techniki fotograficzne.
– Gumę też?
– Tak.
Powiedział również, że raz w tygodniu organizuje warsztaty fotograficzne w swojej pracowni.. 
– Mogę przyjść?
– Możesz.
Miał ten dar przekonywania. Przyszłam.
Na pierwszych zajęciach Łukasz pokazał mi fotograwiurę. Odbitka ładnie wyglądała, przyjemnie się ją robiło, ale to nie była moja bajka. Na drugich zaczęłam robić gumę, na trzecich chyba nie specjalnie chciało mu się przygotowywać dla mnie roztwór gumy, dostałam więc cyjanotypię. Bo przecież jest prawie taka sama w logice. Też nakładasz warstwę światłoczułą pędzlem na papier. Dlatego nie przepadam za słowem “prawie”. Za to, że zrównuje rzeczy kompletnie nieporównywalne.

Fatalny początek

Pierwszą odbitkę robiłam od niechcenia. Byłam zła, że muszę ją robić zamiast gumy. Kiedy jednak zobaczyłam efekt… Był straszny. Na zdjęciu pełno było plam, rys, dziur… Postanowiłam zrobić drugą, żeby skorygować błędy. Druga była zaledwie odrobinę lepsza, wciąż ilość błędów zgrzytała w oczach. Zawzięłam się. Zrobiłam kolejną odbitkę, aż… połknęłam bakcyla. Cały tydzień czekałam na kolejne zajęcia. W poniedziałki meldowałam się w magicznej pracowni wypełnionej XIX wiecznym sprzętem fotograficznym i robiłam cyjanotypie. Niestety po kilku spotkaniach warsztaty zostały odwołane do bliżej nieokreślonej przyszłości. 

Robię własną pracownię!

Zbyt wiele czasu spędzałam z błękitnymi myślami, by tak po prostu czekać. Skompletowałam sobie sprzęt, by stworzyć swoją własną domową pracownię cyjanotypii. Trochę to trwało, bo cyjanotypia nie lubi pośpiechu. Jest spokojna, jej procesów nie przyspieszysz, możesz jedynie zwolnić. Zupełnie odwrotnie niż w niejednym życiu…

Cyjanotypia uspokaja

Cyjanotypia wymaga cierpliwości na każdym etapie pracy, a każdy etap trwa. Czasem jedną odbitkę robię przez kilka dni. Nie tylko bowiem ją wywołuję, ale też barwię. Jeśli spojrzysz na moje prace, zauważysz, że spora część z nich wcale nie jest niebieska. Znajdziesz na nich olbrzymią ilość odcieni brązu do czerni. Wciąż jednak jest to cyjanotypia, gdzie zatem się podział pruski błękit? Zgubiłam go podczas tonowania w kawie, herbacie i innych roślinach zawierających taniny. 

Odkrywanie błękitnych wymiarów

W domu, podczas mam czas na eksperymenty. Do cyjanotypii mogę przysiąść w każdej chwili po zachodzie słońca. To jest olbrzymia zaleta własnego atelier. Mogę psuć papiery i uczyć się na błędach. Z tych błędów wykluwają się coraz to nowe pomysły. Wszystko jest przecież po coś. Po co zatem jest cyjanotypia? Żeby odkrywać błękitne światy. Cokolwiek pod tym pojęciem rozumiesz. 

Przeczytaj rozdział mojej książki

Piszę książkę o Polsce. Treść wciąż się tworzy, ale jeden z rozdziałów możesz ściągnąć i przeczytać. Jak Ci się podoba? Napisz do mnie, co o niej myślisz 🙂

Jestem włóczykijem, dziennikarką i antropologiem kultury. Na blogu dzielę się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, miejscach, zwyczajach, sztuce oraz praktyczne informacje.

post a comment

Close