fbpx
Top
  >  Francja   >  Karnawał w Nicei

Karnawał w Nicei ma zapach pomarańczy, smak kiru i złoty kolor mimozy.

Zbliża się godzina „zero”. Ulice powoli wypełniają się tłumami przebierańców. Nawet ruchem zamiast policji kierują klauni. Z dali słychać nieskładną grę trąb i puzonów – to muzycy wykorzystują ostatnie chwile, by poćwiczyć przed występem. Za chwilę na ulicę wyjdzie kolorowa parada – rozpocznie się największa impreza na lazurowym wybrzeżu – słynny karnawał w Nicei!

Kiedy cała Europa posypuje głowę popiołem i pości, Francuzi bawią się w najlepsze! W paradach podczas karnawału w Nicei dumnie kroczą tancerki samby, mimowie pomykają na szczudłach, czarownice straszą grzeczne dzieci, a orkiestry dęte nie oszczędzają płuc. Nie może zabraknąć też gigantycznych stworów które płyną ponad tłumami, albo jadą wśród tłumów. Z platform przebierańcy w tłum wyrzucają naręcza mimozy. Tak zatem wygląda słynna bitwa kwiatowa. Jest kolorowa, choć dużo spokojniejsza, niż ją sobie wyobrażałam.
Na szczęście publiczność rekompensuje mi brak adrenaliny. Tam co chwila wybuchają prawdziwe bitwy – na konfetti i serpentynę w sprayu. Ich „ofiarami” są nie tylko przypadkowi przechodnie. Mija mnie muzyk z mocno zdegustowaną miną czyszczący swój puzon z karnawałowych „naleciałości”. Cóż, w czasie karnawałowej zabawy nikt nie ma taryfy ulgowej!

Podczas parady mam wrażenie, że Karnawał w Nicei odbywał się od zawsze. Nic bardziej mylnego. Swoje istnienie, kształt i rozmach zawdzięcza… turystom. Przede wszystkim z Imperium Brytyjskiego, którzy tu masowo zjeżdżali się od połowy XIX wieku. Wówczas szczyt sezonu przypadał właśnie na zimowe miesiące, kiedy na wyspach pogodę można określić krótko: pod psem. Tymczasem na południu Francji zimą świeci słońce na turkusowym niebie, które w linii horyzontu spotyka się ze szmaragdowym morzem. Bajka. Zima we Francji dla XIX wiecznych elegantek miała jeszcze jedną zaletę – słońce choć grzało, to nie przegrzewało ich ciał zakrytych gorsetami i mnóstwem warstw sukien, halek. Nie opalało też twarzy. Mogły zatem bezkarnie cieszyć się słońcem zachowując alabastrowe oblicze, które tak odróżniało je od jakichś opalonych chłopek.

Promenada Angielska

W tamtych czasach Lazurowe Wybrzeże trudno nazwać zamożnym. Odnosi się to również do Nicei. Ulice nie były utwardzone, rzadko która pokryta była kostką brukowa. To nie przeszkadzało, bo deszcz pada tu dość rzadko. Kiedy jednak się wydarzył, eleganccy turyści brnęli po kolana w błocie. Toteż dla własnej wygody zafundowali miastu nadmorską promenadę, nazwaną dlatego promenadą Anglików. W ten sposób sami sobie stworzyli przestrzeń do spacerów o każdej porze dnia, roku i w każdą pogodę.

Wciąż jednak jest nudno...

…bo ile czasu można spacerować wzdłuż najpiękniejszej nawet promenady? Przy coraz większej ilości turystów i rosnącej konkurencji ze strony innych miast Lazurowego wybrzeża, coraz wyraźniejsza stawała się potrzeba zabawienia przyjezdnych.
W 1872 roku powołano Komitet Karnawałowy. Rok później Jego Wysokość Król Karnawału w Nicei triumfalnie wjechał na promenadę Anglików przy gromkim udziale mieszkańców i turystów. W ten sposób narodził się współczesny karnawał. Wkrótce za przykładem Nicei poszły inne miasta Lazurowego Wybrzeża organizując swoje imprezy, na przykład Festiwal Mimozy czy Święto Cytryny.

Mimoza

Karnawał na lazurowym Wybrzeżu wciąż ewoluował. Kolejną cegiełkę do budowy jego współczesnej formy dołożyli Australijczycy. Tych na lazurowe wybrzeże przygnała całkowicie odmienna motywacja. Otóż oni uciekali z antypodów przed lutowymi upałami. Z tęsknoty za kwiatami przywieźli i zasadzili pierwsze nasionka mimozy. Roślina niespodziewanie dobrze się poczuła w śródziemnomorskim klimacie i rozsiała po okolicy. Co najdziwniejsze, po blisko 150 latach wciąż nie zmieniła swoich zwyczajów – kwitnie na przełomie lutego i kwietnia, czyli podczas Australijskiego lata. Bez tego kwiatu nie sposób sobie wyobrazić karnawału! Ozdabia on wszystkie platformy, a jego naręcza rzuca się w stronę publiczności.

Jak kobiety wygrały na turystyce

Karnawał i turystyka zmieniła życie mieszkańców. Szczególnie zyskały portfele nicejskich kobiet. Otóż turyści musieli gdzieś mieszkać. Zatem wynajmowali kwatery prywatne. Najchętniej te, których okna wychodziły na morze, dla nich bowiem najważniejszy był roztaczający się z okna widok. Nie przeszkadzało im, że od strony morza bardziej wieje, że w przydomowym ogródku gorzej rosną pomidory, a to były znaczące minusy obniżające wartość nieruchomości w oczach Francuzów. Dlatego przy podziałach majątków to właśnie te mieszkania, jako mniej wartościowe zazwyczaj przypadały kobietom. Dzięki turystyce to one najwięcej zarabiały na turystach.

Cisza przed burzą

Po dwóch godzinach parady kolorowe postaci wycofują się za „kulisy”, czyli do specjalnie wydzielonej strefy dla artystów. Powoli zapada cisza i mrok. Ale nie na długo. Za chwilę rozpocznie się parada nocna. Wśród wrzawy po raz pierwszy zaprezentuje się najważniejsza postać karnawału. Mijam pięknie podświetlone na czas karnawału pałace, kamienice i kawiarenki. W jednej z nich zamawiam kir – szampan z syropem i czekam na kolejne przyjście króla…

Za przykładem Nicei poszły inne miasta na Lazurowym Wybrzeżu

Od lat organizują więc swoje własne tematyczne imprezy karnawałowe. W Menton odbywa się Święto Cytryny, podczas którego w całym mieście stawia się czasem gigantyczne figury zbudowane z cytryn i pomarańczy. Natomiast niewielkie Mandelieu-la-Napoule organizuje festiwal Mimozy.

Zanim wyjedziesz

Temat tegorocznego karnawału brzmi: Król zwierząt
Termin: 11-27 lutego 2022
www.nicecarnaval.com

Jestem włóczykijem, dziennikarką i antropologiem kultury. Na blogu dzielę się z Tobą wspomnieniami z moich przeważnie samotnych podróży pieszo i na bambusowym rowerze. Znajdziesz tu opowieści o ludziach, miejscach, zwyczajach, sztuce oraz praktyczne informacje.

Comments:

post a comment

Close