Top
  >  Warszawa   >  Zamek Królewski w Warszawie – tajemnice odbudowy

Zamek Królewski w Warszawie stanowi alegorię Polski z jej mieszczańskimi podwalinami w postaci oryginalnych średniowiecznych piwnic i arystokratyczną nadbudową, zmiecioną z powierzchni ziemi, za to odbudowaną przez pospolite ruszenie całego narodu.

Wrzesień 1944 roku. Trwa Powstanie Warszawskie. W dzień Niemcy wiercą otwory w ścianach Zamku Królewskiego w Warszawie, w których później umieszczą laski dynamitu, by po królewskiej rezydencji nie pozostał kamień na kamieniu. Tym czasem nocami, z narażeniem życia, ekipa muzealników pod dowództwem prof. Stanisława Lorentza wykrada fragmenty sztukaterii, zdobień, wystroju wnętrz, by po wojnie można było na ich podstawie jak najwierniej odtworzyć zamkowe komnaty.
Około 10-13 września 1944 roku niemieccy barbarzyńcy wysadzają budynek. Muzealnicy nie przypuszczali, jak kręta i pełna wybojów będzie droga prowadząca do jego odbudowy.

Zamek Królewski w Warszawie symbolem imperializmu

Praktycznie po „wyzwoleniu” Warszawy powstaje Komitet Odbudowy Zamku. Jego zadaniem jest stworzenie projektu obudowy jego bryły i wnętrz. Prace ruszyły pełną parą, niestety w tym samym czasie umacniała się władza komunistyczna, a tej nie w smak było odbudowywać symbole imperialistycznej przeszłości. W 1950 roku Bierut żąda od prof. Zachwatowicza, który stał na czele KOZ, by w sali marmurowej zamku zaaranżowany został jego gabinet. Słysząc stanowczy sprzeciw stwierdził, że „strupieszałe podejście konserwatorskie budzi ostre zastrzeżenia”. Podejście Bieruta i nowych władz zbudziło z kolei spory niepokój konserwatorów. Obawa, że prace nad odbudową zamku idą w coraz gorszym kierunku, z każdym dniem rysowała się coraz wyraźniej. W wypowiedziach oficjeli nowych elit politycznych coraz wyraźniej wybrzmiewał sowiecki przekaz, że zamek królewski w Warszawie stanowi symbol imperializmu dawnej rzeczypospolitej. Tym bardziej, że swego czasu jego mieszkańcy skutecznie zapukali do bram Moskwy, czego Moskwa do dziś im nie zapomniała.
Projekt odbudowy został zamrożony. Co prawda władze od czasu do czasu pozorują chęć działań ogłaszając konkursy na projekty, jednak nie przekłada się to na żadne realne posunięcia, bo pozwolenie na odbudowę musi nadejść z Moskwy. A ta z wydaniem takowego wcale się nie kwapi.
Nikt nie ma złudzeń, że ówcześnie panujący klimat polityczny nie sprzyja odbudowie. Mimo wszystko w 1956 roku w ramach Pracowni Konserwacji Zabytków powstaje Pracownia Projektowa ZAMEK, gdzie katalogowane są ocalałe elementy oryginalnej budowli i jej wnętrz oraz opracowywane plany odbudowy. Niestety w 1961 roku zapada decyzja o likwidacji Pracowni, a co za tym idzie wstrzymaniu prac.

Nic nie słyszę, nic nie wiem...

W gronie architektów i konserwatorów zgromadzonych w Pracowni zachodzi realna obawa, że mogą zostać zaprzepaszczone ich dotychczasowe prace. Dlatego postanawiają skutecznie ukryć całą dotychczas sporządzoną dokumentację odbudowy. Jak postanowili tak zrobili. Projekty zapakowali do pudeł, a te zamknęli w niewielkim pomieszczeniu bez okien w budynku PKZ, do którego prowadziło jedno, jedyne wejście z innego gabinetu. Drzwi zatem zapieczętowano i zastawiono szafą. Na wypadek, gdyby jednak komuniści zaczęli coś podejrzewać i stojąc przed tą szafą zadawać niewygodne pytania, to w gabinecie usadzono praktycznie niesłyszącą urzędniczkę. Mimo najszczerszych chęci, nie wycisnęliby z niej żadnej informacji.

Pierwsze podejście do odbudowy Zamku królewskiego w Warszawie

Prawdziwość powiedzenia, że kropla draży skałę, poświadczają niezliczone, namacalne dowody. Co dopiero beton! Tym bardziej partyjny. Mimo komunistycznego terroru, temat odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie regularnie wraca do debaty publicznej przy okazji najróżniejszych politycznych zawirowań. W końcu przyciśnięta do muru władza 19 stycznia 1971 roku podejmuje decyzję o wznowieniu prac. Już 29 stycznia zostaje reaktywowana Pracownia Projektowa ZAMEK przy PKZ. Jego wtajemniczeni członkowie otwierają sekretny gabinet i zaczynają działać.
Plan odbudowy zakładał, że Zamek Królewski w Warszawie zostanie odbudowany na planie oryginalnej konstrukcji, zaś jego wnętrza jak najwierniej z oryginałem. Z jednym zastrzeżeniem. Wnętrza trzeba przystosować do funkcji muzealnej. Zatem należało zmodyfikować trakty komunikacyjne oraz uwzględnić toalety. W czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego na zamku znajdowało się jedno pomieszczenie do którego król i tylko król chodził piechotą. Biorąc pod uwagę, że w tamtych czasach codziennie przebywało tam co najmniej kilkadziesiąt osób, a na posiedzenia sejmu zjeżdżało się kilkuset posłów ze świtą oraz obserwatorzy, ilość ustępów nie spełniała dzisiejszych wymogów BHP.

komuniści kontratakują

Komuniści nie składają broni. Stawiają warunek. Bryła Zamku Królewskiego w Warszawie w stanie surowym zamkniętym, czyli z oknami ma stanąć za trzy lata. Inaczej nie wydadzą pozwolenia na kontynuację prac. Żądanie jest absurdalne, bo po pierwsze wymusza niepotrzebny pośpiech, po drugie, nie daje czasu świeżym murom na wyschnięcie.
Specjaliści zgromadzeni wokół Pracowni Architektonicznej ZAMEK podejmują rękawicę. Ogłaszają pospolite ruszenie. Powstają Obywatelskie Komitety Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, w miastach stają skarbonki zbierające datki. Na plac budowy ruszają nie tylko budowlańcy, lecz również ochotnicy z całej Polski, by wspólnie, w czynie społecznym, jak najszybciej odbudować ten ważny symbol przeszłości. Prace trwają praktycznie całą dobę. Wśród ochotników był mój Tata, wówczas student Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Z łopatą w ręku spędził swoje wakacje w 1972 roku. Takich jak on były tysiące. Ludzie brali urlopy i zamiast plażowania nad Bałtykiem rozbijali beton, którym komuniści zalali plac po zamku, a następnie stawiali mury.
Wysiłek został nagrodzony sukcesem. W lipcu 1974 roku oddano bryłę, tym samym kończąc pierwszy etap prac. Pewnych rzeczy się jednak nie przeskoczy – mury muszą mieć czas, by wyschnąć. Decyzją polityczną ten warunek nie został spełniony, czego skutki odczuwalne są do dziś.

Piwnice

W tym samym czasie pełną parą ruszyły prace archeologiczne. Ze względu na presję czasową na terenie zamku ograniczały się praktycznie do rejestracji zniszczeń i obserwacji ratowniczych oryginalnych piwnic. Tych bowiem Niemcy nie zniszczyli, a jedynie zostały zasypane gruzem. Podczas inspekcji ich grubych ścian okazało się, że zaprawa w środkowych partiach… nie wyschła od czasów średniowiecza!

Sala Canaletta

Kolejne lata upłynęły pod znakiem odtwarzania wnętrz zamkowych. Piwnice i parter miały służyć jako przestrzenie wystawowe. Nie zachowały się praktycznie żadne źródła dotyczące ich wyglądu, zatem urządzono je zgodnie z estetyką barokową dodając elementy wystroju z epoki, na przykład piece kaflowe.
Wiernie odtworzono natomiast Apartamenty Królewskie i biorąc pod uwagę dzieje Zamku Królewskiego w Warszawie, trafiła do nich zdumiewająca ilość oryginalnych dzieł.
Przede wszystkim zwróć uwagę na serię 22 obrazów przedstawiających Warszawę w Sali Canaletta. Zostały one namalowane na zlecenie Stanisława Augusta Poniatowskiego konkretnie pod wymiar tego pomieszczenia. Po rozbiorach obrazy zostały przewiezione do Petersburga. Wróciły w ramach rewindykacji w 1921 roku. Niestety Rosjanie zmienili rozmiary kilku obrazów, przez co po powrocie na Zamek Królewski w Warszawie powieszono je w dość przypadkowy sposób, gubiąc ich przekaz ikonograficzny. Obrazy cudem przetrwały II wojnę światową. Kiedy po odbudowie wróciły na zamek, Andrzej Rottermund analizując ich kompozycję oraz inwentarze zamkowe z XVIII wieku odtworzył oryginalny układ na ścianach, natomiast Jan Rutkowski z pracowni konserwatorskiej zamku przywrócił dawne wymiary.

Królewskie zamówienia

Światło buduje nastrój. Projektanci królewskich wnętrz bardzo świadomie dobierali zatem kandelabry i żyrandole, by blask mieniących się w kryształkach płomieni świec stanowił godne zwieńczenie architektonicznego przekazu. Oczywiście oryginalne nie przetrwały burz dziejowych. Zachowały się jednak manufaktury, a w ich archiwach królewskie zamówienia oraz rysunki egzemplarzy wykonanych dla króla Stasia. Nie pozostało więc nic innego jak po 300 latach powielić zamówienie. Tak też się stało. Zatem oświetlenie sal nie jest oryginalne, ale identyczne z oryginalnym.

Tajemnica rozety

W Sali Audiencjonalnej dużo problemów nastręczała rozeta na podłodze. Choć jej elementy zostały wycięte z olbrzymią precyzją, to po złożeniu nie można było ich spasować. Zawsze jakaś część odpadała. Budowniczy Zamku Królewskiego w Warszawie nie mieli bowiem doświadczenia w układaniu tego typu wzorów na podłogach. W latach 80-tych zapotrzebowanie na tego typu nawierzchnie praktycznie nie istniało. Na szczęście z pomocą przyszedł przedwojenny majster. Poradził, by minimalnie unieść środek rozety. Pracownicy zamku z niedowierzaniem wysłuchali sugestii, ale co im zaszkodzi sprawdzić. Unieśli i wszystko się elegancko spasowało.

Arras wawelski

Wiele jest kości niezgody między Warszawą a Krakowem. Jedną z nich jest arras Upadek moralny ludzkości przed potopem z Galerii Owalnej na Zamku Królewskim w Warszawie. Ponoć od czasu do czasu dochodzą głosy z Wawelu, by włączyć go do tamtejszej kolekcji. Jednak dyrekcja Zamku Królewskiego w Warszawie pozostaje nieugięta. Gdyby bowiem nie spryt i determinacja ówczesnego dyrektora  arras nigdy by nie wrócił z Moskwy do Polski.
Warsztaty tkackie z Niderlandów w XVI wieku słynęły w całej Europie ze swego niebywałego kunsztu. Nic dziwnego, że zamówienia płynęły z całej Europy. Posiadanie na ścianie arrasu podnosiło prestiż, było bowiem nie lada wydatkiem. Do naszych czasów przetrwała spora liczba wykonanych tam tkanin, jednak kolekcja około 160 arrasów zamówionych przez króla Zygmunta Augusta w latach 1550-1560 jest wyjątkowa ze względu na jakość użytych materiałów. Arrasy wytkano z wełny, w którą wpleciono złote, srebrne i jedwabne nici w ilości, która nie zdarzyła się w żadnym innym królewskim zamówieniu tamtych czasów. Tak ogromna i luksusowa kolekcja miała podnosić prestiż władcy, choć równocześnie była bardzo praktyczna. Arrasy szczególnie zimą często wieszano jeden na drugim, żeby jednocześnie zdobiły ściany i izolowały od zimna. Dlatego król praktycznie nigdy się z nią nie rozstawał.
Nie wiadomo, ile dokładnie Zygmunt August za zapłacił za Arrasy.
– Na jedną tylko serię król wydał więcej pieniędzy, niż kosztowało go w roku następnym wyekwipowanie całej wyprawy wojennej na Inflanty – mówi prof. Stanisław Nahlik w wywiadzie dla Jedynki Polskiego Radia. Na szczęście pieniądze wykładał z prywatnej kiesy. Nic dziwnego, że po III rozbiorze Polski Katarzyna II poleciła kolekcję zdepolonizować i przewieźć do Petersburga. Tam spędziły ponad 100 lat. Powrót Arrasów wymieniony został wśród warunków traktatu ryskiego w 1921 roku. Ale jak to z Rosjanami, coś zwrócili, ale z oporami nie wszystko. Rosjanie zwracali tylko rzeczy wymienione na listach obiektów do rewindykacji, a Polacy ze względu na ograniczone źródła nie mieli wówczas wiedzy o istnieniu najcenniejszej tkaniny, czyli właśnie Upadku moralnego ludzkości przed Potopem.
Dopiero w 1972 roku prof. Józef Lepiarczyk zidentyfikował ją  podczas wystawy zachodnich gobelinów w jednym z moskiewskich muzeów. Kilka miesięcy później ówczesny Minister Kultury zastosował oficjalne pismo z prośbą o zwrot dzieła. I znowu, Rosjanie ustosunkowali się do niego niechetnie.
Nadzieja pojawia się w 1977 roku. Na Kremlu panuje kontrolowany chaos związany z postępującą chorobą Breżniewa, a co za tym idzie coraz silniejszymi perturbacjami na szczytach władzy. W takich momentach można było uzyskać rzeczy niemożliwe, tym bardziej, że I sekretarz KPZR wybierał się z przyjacielską wizytą do Polski. Zwyczajowo przy takiej okazji Rosjanie wysłali zawczasu zapytanie, jaki prezent chcielibyśmy od nich otrzymać. Polskie władze już niejedne perturbacje w okolicach kremlowskiego stołka widziały i przynajmniej częściowo przeżyły, zatem choć komunistyczne, postanowiły odzyskać coś cennego dla odbudowanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Zwrócono się zatem do ówczesnego dyrektora z pytaniem, a ten nie zwlekał z odpowiedzią – TEN arras. Polacy zatem wysłali swoją propozycję Rosjanom, a Rosjanie byli zbyt zajęci swoimi sprawami, by ją przeanalizować spakowali cenny eksponat… W ten sposób w 1977 roku zabytek jako „dar narodu radzieckiego” wrócił do Polski i wkrótce zawisł w Galerii Owalnej.

Szczęśliwy finał

W 1980 roku Stare Miasto i Zamek Królewski w Warszawie wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Rok później, 14 czerwca 1981 roku odbyła się pierwsza wystawa w Piwnicach Zamku. W październiku udostępniono publiczności pierwsze wnętrza tzw. Pokojów Dworskich. Stopniowo też oddawano kolejne sale Apartamentu Królewskiego. Przez kolejne lata stopniowo udostępniano publiczności kolejne sale. W 1988 roku otwarto Salę Balową, w 1989 roku ukończono dekorację malarską Sali Poselskiej, w 2009 roku otwarto Arkady Kubickiego. Ostatnim aktem odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie było oddanie Ogrodu Górnego i Dolnego.
Dziś rezydencja królewska prezentuje się w pełnej krasie. Jest funkcjonalna jak nigdy wcześniej. Wbrew wszelkim próbom unicestwienia udało się odtworzyć jej charakter i wypełnić sporą ilością oryginalnych dzieł.
Dzięki oddaniu kolejnych dyrektorów i pracowników zamkowe sale wypełnione są niezwykłymi historiami. Usłyszysz je podczas zwiedzania z przewodnikami. Dlatego nie zwlekaj, odwiedź Zamek krówlewski w Warszawie. Zupełnie nie stary, a jednocześnie nie taki nowy, jak by się to wydawało!

informacje praktyczne

Zamek Królewski w Warszawie

Godziny otwarcia

wtorek-niedziela od 10 do 17
poniedziałek – zamknięte

Bilety
https://bilety.zamek-krolewski.pl/

post a comment