Top
  >  Meksyk   >  Meksyk – New Age i ostatni władca Azteków

Historie krążą po świecie z wiatrem, słowem… Ta trafiła do mnie z pożółkłych kart książki znalezionej na śmietniku. Przez kilka następnych lat leżała na półce, ukryta w rozdziale o ostatnim władcy imperium Azteków.

Cuauhtémoc, bo tak się nazywał, stanął na czele ostatniego powstania Azteków. Przez cztery lata stawiał czoła konkwistadorom, w końcu jednak został pojmany. Dalej poszło już standardowo. Władcę ochrzczono – jego chrzestnym został Cortez, następnie torturowano, prawdopodobnie by się dowiedzieć, gdzie został ukryty skarb Azteków, na koniec zgładzono. Następnego dnia po egzekucji ciało zniknęło. Hiszpanie podejrzewali, że ukryła je rodzina Cuauhtemoca. Słuch jednak o nim zaginał. Do czasu. W 1949 roku Don Severo Jairo Rodríguez del Olmo z Ixcateopan, rodzinnego miasta matki Cuahutemoca pokazał proboszczowi dokument. Mówił on, że ostatniego władcę Azteków pochowano pod ołtarzem kościoła. Rzeczywiście, znaleziono tam skrytkę a w niej kości. Jednak po badaniach okazało się, że należały do trzech osób, a nie jednej. Stopy najbardziej kompletnego szkieletu nosiły ślady palenia, a wiadomo, że jedną z tortur jakiej poddano Cuauhtermoca było przypalanie stóp. To utwierdziło mieszkańców miasteczka w przekonaniu, że to właśnie u nich spoczywa legendarny władca. Tej pewności nie rozwiały wyniki badan laboratoryjnych, wykluczające taką możliwość.

Pojawiam się ja!

Minęło z górą 60 lat. Wylądowałam w Meksyku ze starą pożółkłą książką. Potem poniosło mnie do Puebli. Z Puebli do Tonantzintla – miasteczka, którego dumą jest barokowy kościół wzniesiony przez nawróconych Indian. W całym miasteczku zaś stały krzyże owinięte liśćmi palmy albo kukurydzy. – Dlaczego? – pytam napotkaną kobietę. – Nie wiem, ale mój syn na pewno wie. On się interesuje historią. I zabrała mnie do siebie. Jej syn rzeczywiście zna historię aztecką. Uczy się nahuatl – języka Azteków, gra w aztecką piłkę z chłopakami z okolicy, regularnie chodzi do temazcalu – azteckiej sauny, śpiewa i tańczy w zespole ludowym, a aktualnie bierze udział w festiwalu Medycyny Naturalnej w San Francisco – kilka kilometrów od Puebli. – Przyjdziesz? Zapraszam.

Ludzie w piórach

Następnego dnie byłam już na festiwalu. Na miejsce doprowadził mnie głos bębnów i śpiew ludzi, później omal nie staranował mnie korowód wyznawców wiary dalekich przodków. Ubrani w stylizowane stroje bili pokłony bogom, składali im ofiary, palili kadzidła. Juan: Dawne duchy zaczęły znowu odzyskiwać siłę Sergio: Ich energia płynie w powietrzu. Trzeba tylko się na nią otworzyć. Ricardo: Powoli wraca do nas wiedza przodków. Kamienie zaczynają mówić. Daniel: Trwa „Limpieza de sangre”. Nasza krew się oczyszcza. Wracają geny naszych przodków. Z pokolenia na pokolenie stajemy coraz bardziej się do nich podobni. Mamy mniej zarostu, nasza skóra przybiera oliwkową barwę. Omar: Rozmawiałaś z don Jairo? Ja: Kto to? Omar: Nie wiesz? To nasza „carta viva”, strażnik tajemnic, potomek Cuauhtemoca. Ja: To on wskazał jego miejsce pochówku? Znam tę historię!

Potomek imperatora

Omar za chwilę postawił mnie przed starszym panem, który jako honorowy gość uczestniczył w festiwalu, a aktualnie siedział na stołku. Jego przodkiem jest ostatni władca Azteków.
– Dlaczego pan ujawnił te dokumenty? – musiałam uzupełnić historię z pożółkłej książki.
– Mój ojciec na łożu śmierci powiedział, że już czas. Dlatego poszedłem do proboszcza – odpowiada Don Severo Jairo Rodríguez del Olmo z Ixcateopan.
– Ale panu nie uwierzył – pamiętałam.
– Przez kilka tygodni zwlekał ze sprawdzeniem. Chociaż pokazałem mu dokument podpisany przez proboszcza, który chował ciało. Wszystko było w nim czarno na białym i podpisy się zgadzały! Strzegliśmy go w rodzinie przez 420 lat i 13 pokoleń! Ojciec miał wyczucie. Ixcateopan stało się miejscem kultu Cuauhtemoca. Zresztą w całym Meksyku zaczęto stawiać pomniki władcy, a dzieciom coraz częściej nadaje się jego imię. Być może nie zwróciłabym na to uwagi. Ale historia wyostrzyła moje zmysły. Dlatego pielęgnujcie opowieści, które pukają do waszych serc. Otwórzcie się dla nich, bo nigdy nie wiadomo dokąd Was doprowadzą i na co otworzą Wasze oczy…

post a comment