bambusowy rower

Oman – Co warto zobaczyć i czego skosztować

      To była niezapomniana przygoda! Podczas wakacji w Omanie zachwycili mnie ludzie, krajobrazy […]

Oman – Co warto zobaczyć i czego skosztować

|

 

 

 

To była niezapomniana przygoda! Podczas wakacji w Omanie zachwycili mnie ludzie, krajobrazy i zabytki.

Pierwsza chwila w Omanie. Said wita mnie na dworcu autobusowym w Sohar. Od razu zabiera do cukierni. Tam na stoliku stawia miskę halwy i kawę. W ten sposób sułtan Omanu wita swoich gości, w ten sam sposób Said okazuje szacunek przyjaciółce swoich przyjaciół, czyli mnie. Z tym, że w Omanie słowo „przyjaciel” oznacza mniej więcej tyle, co u nas „rodzina”. Dlatego bardzo się przejął patrząc na mój rower. Zamierzam na tym czymś jeździć podczas wakacji w Omanie?
– Przecież tu nie ma ścieżek rowerowych! – w jego głosie czuję nutę rozpaczy. Ma rację. W Omanie nie ma ścieżek rowerowych, ale są całkiem niezłe drogi. Pewną nadzieję daje również statystyka. W kraju o powierzchni zbliżonej do Polski o kilometrażu dróg również zbliżonym do Polski i 5 milionach mieszkańców musi się znaleźć miejsce dla rowerzystki na bambusowym rowerze.
– Jakoś się zmieszczę.

 

Zwyczaje

Omanu trzeba się nauczyć. Zatem uczę się od pierwszych chwil jazdy po poboczu oddzielonym żółtą linią. Już wiem, że jestem bezpieczna. Że spinaniem rowerów, nawet w środku wiosek, czy miasteczek obrażam poczucie uczciwości Omańczyków. Szybko więc przestaję to robić. Pierwszego dnia uczę się, że pomiędzy godziną 12.00 a 16.00 zamykają się wszystkie bary. Mino to nie zginę z głodu, bo zawsze jakiś mężczyzna przygarnie nas do domu. Mnie i mojego towarzysza podróży. Posadzi nas na dziedzińcu, a dzieci przyniosą jedzenie. Wiem, że raczej nie zobaczę żony gospodarza. Omańczycy są bardzo tradycyjni. Tradycja zaś nakazuje traktować kobietę jak diament, czyli wielbić ją i rozkoszować się jej pięknem, ale w szkatułce domowego zacisza. Same diamenty coraz częściej zbierają się na odwagę na wyrażenie odmiennego zdania, tym bardziej, że od lat siedemdziesiątych objął je obowiązek szkolny i w tej chwili stanowią ponad połowę studentów wyższych uczelni. Coraz częściej zdarza się, że podejmują pracę zawodową, i tak niczym krople drążą skałę tradycji. Póki co jednak jeśli są w domu, to za ścianą, w przestrzeni do której dostęp ma tylko najbliższa rodzina.

As Sulaif

Przy Mohammadzie nie czułam się jak diament, raczej jak gwiazda. Spotkaliśmy się na ulicy w Ibri. Tego dnia chciałam odpocząć od roweru. Powiedział, że ma wolny dzień, zabierze nas dokąd chcemy. Chciałam odwiedzić as Sulaif. Pojechaliśmy. Fort wznosi się na wzgórzu. Otaczają go gliniane mury, wewnątrz których ku upadkowi chylą się gliniane domy i mur graniczny. Po tym terenie niczym duch snuje się lokalny przewodnik. Ożywia się dopiero na widok aparatu. Wyrywa go z dłoni mojego towarzysza i zaczyna robić zdjęcia. Ja robię im zdjęcia, a mnie fotografuje Muhammad. W pewnym momencie przewodnik pokazuje odcisk dłoni.
– Jest stary. Może jeszcze z neolitu, kiedy ludzie znajdowali się we władzy złych duchów, nie mieli zasad i panował chaos – spoglądam na Muhammada, a ten tylko przytakuje. – Na szczęście pojawił się Prorok Mahomet i życie nabrało sensu. Niestety sens nie udzielił się mieszkańcom as-Sulaif. Ci bowiem jeszcze przez długie stulecia toczyli ze sobą nieustanne wojny. Koniec końców w połowie miasta postawili mur graniczny. Zapanował względny spokój, ale dopiero wstąpienie na tron sułtana Qabooza w 1970 roku przyniosło Omańczykom pokój. Niestety, do tego czasu miasto się ponoć wyludniło. 

Opuszczone miasta

Z chwilą, gdy władzę obejmuje sułtan Qabooz Omańczycy, mimo nie imponujących, ale wystarczających złóż ropy, żyją w glinianych miastach miastach oświetlonych pochodniami. Nie mają prądu. W kraju jest jeden szpital, 5 km drogi asfaltowej i kilka szkół w których uczyli się tylko chłopcy. Sułtan zaczyna wprowadzać reformy. Powoli podnosi się poziom życia Omańczyków, co powoduje, że kolejne rodziny zamieniają gliniane domy na murowane. Ten proces wciąż trwa. Widzę to w Ibri. Najpierw z wysokości muru otaczającego tamtejszą twierdzę. Twierdza wygląda jak nowa, jej puste pomieszczenia i lśniące nowością posadzki nudzą mnie po piętnastu minutach. Co innego ruiny glinianego miasta. Za chwilę błądzę jego uliczkami. Wchodzę do opuszczonych domów, oglądam pozostawione na półkach książki, obrazki na ścianach. Takie miasta będę codziennie napotykać na swojej drodze. Największe wrażenie robią na mnie ruiny Izki, w Manach trwają prace budowlane, by inshallah, za kilka lat powstało tu open-air Museum. Kiedy to się stanie, wiem, że będzie to “must see” podczas wakacji w Omanie.

al-Hamra

Im więcej chodzę po opuszczonych domach, tym bardziej chcę się dowiedzieć jak wyglądało codzienne życie. Ale mury milczą. Dopiero przemówią w al-Hamrze – w domu lokalnego szejka.
Należał do jego rodu od około 400 lat. I tak jak z sąsiednich domów jego właściciel z rodziną przeprowadził się do murowanego. Pozostawił jednak całe wyposażenie i w ten sposób powstało muzeum. Nietypowe, bo wciąż ma charakter domu. Zatem nie ma tu kasy biletowej. Turyści zbierają się w sali gościnnej i czekają tak jak przez czterysta lat czekali goście szejka. Tak jak oni częstujemy się kawą i daktylami. W pewnym momencie przychodzą przewodnicy i zapraszają na spacer po domostwie. Wędrówkę zaczynamy od przyziemia, w którym znajduje się część gospodarcza. Kilka kobiet robi prezentację tradycyjnych omańskich zajęć. Jedna zagniata argan, inna praży kawę, kolejna leczniczą miksturą smaruje czoła turystów. Wszystkie pozwalają się fotografować.
– Zawsze zabieram tu turystów – mówi znajomy przewodnik. – Bo dla wielu z nich, jest to jedyna okazja, by zrobić zdjęcia kobietom podczas wakacji w Omanie.
Na pierwszym piętrze znajduje się pokój dziecinny, garderoba i pokoje kobiet. Wszystkie wyłożone dywanami, kolorowe i przytulne. W każdym chce się usiąść i pogadać. A Omańczycy lubią rozmawiać. Więc rozmawiamy – przy daktylach i przy aromatycznej kawie o tym jak wygląda życie w Omanie teraz i jak się tu żyło jeszcze nie tak dawno.

Al Ayn

Chętni do rozmowy są też włoscy archeolodzy. Spotykam ich przy stercie kamieni, która w dalekiej przeszłości była wieżą. To pozostałość potężnego niegdyś królestwa Magan. W epoce brązu jego mieszkańcy zajmowali się wydobyciem miedzi i handlem. Wiadomo, że tutejsi kupcy docierali do Mezopotamii i doliny Indusu. Z tamtych czasów pochodzą również groby w kształcie uli. Czujne oko wypatrzy je na szczytach skał.
– Oman stanowi dla nas żyłę złota – mówią. – Są tu tysiące grobowców. Jeśli nie dostrzeżesz ich zarysu, to o ich obecności zaświadczy barwa wierzchołka. Niestety, nie zachowało się ich oryginalne wyposażenie, dlatego bardzo trudno je datować. Zakładamy jednak, że liczą sobie około 4-5 tys. lat.
Wiele z nich jest ciężko dostępna i zniszczona, ale te w Al Ayn zachowały się w doskonałym stanie i łatwo do nich podejść. Zostawiam rower na skraju wioski i ścieżką wspinam się na szczyt wzgórza, akurat w chwili, gdy słońce skłania się ku zachodowi. Blask ostatnich promieni słońca ozłaca kamienne budowle, a te rzucają cień na dolinę. Wokół mnie panuje majestatyczna cisza, a w dole do snu układają się mieszkańcy pobliskiej wioski otoczonej plantacjami daktyli

Daktyle

Ani przez chwilę nie nudzę się podczas jazdy przez pustynię. Nie mogę oderwać oczu od skał w pasy o barwach od słoneczno żółtej przez róże, fiolety po intensywną czerwień. Kontempluję tę urodę w ciszy, bo pustynia czasem tylko zaszumi wiatrem. Wystarczy jednak zbliżyć się do plantacji daktyli, by w jednej chwili ogłuszył mnie śpiew ptaków. To zupełnie inny świat. Wodę na plantacje doprowadzają kanały zwane faludżami. Najprawdopodobniej technologia ich budowy dotarła tu z Iranu około VI w p.n.e. Dziś ich łączna długość wynosi około 3 000 km. Dzięki faludżom daktyle mają idealne warunki do nabierania słodyczy – odpowiednie nawodnienie, glebę i słońce. Omańczycy z dumą podkreślają, że to właśnie u nich rosną te najlepsze. Czy mają rację? Wystarczy podczas wakacji w Omanie odwiedzić jakikolwiek bazar i spróbować. Degustacja trochę potrwa, bo na około 400 znanych odmian daktyli, tu uprawia się blisko 250. 

Chłopiec na bazarze zwierząty w Nizwa w Omanie

Bazar

Omańczycy z dużym zaskoczeniem obserwują rosnącą liczbę turystów odwiedzających ich kraj. Przyjmują ich serdecznie, z pobłażliwością patrzą na ich faux pas kulturowe, są uczynni, ale podczas wakacji w Omanie nie spodziewaj się, że wpuszczą cię do swojego świata. Bardzo wyraźnie widać to w miastach turystycznych jak Nizwa. Turystów spotykam w zrekonstruowanym forcie, w kawiarniach i restauracjach, Omańczycy swój czas wolny spędzają raczej z rodzinami, albo w swoich restauracjach, gdzie każda rodzina może wygodnie zasiąść do posiłku na podłodze w specjalnych boksach.
Ich życie toczy się dalej swoim miarowym rytmem kroków po bazarze, który niezmiennie od wieków otwiera się o godzinie 6.00 a zamyka o 10.00. W turystycznej Nizwie liczyłam na pewną elastyczność. Tym bardziej, że w czwartki przyjeżdżają tu turyści fotografować targ zwierząt. Też się stawiłam – punktualnie o 10.00 z akademickim poślizgiem i… Zwierzęta zobaczyłam już załadowane do ciężarówek na parkingu. Otwarte były jedynie pojedyncze stoiska w części spożywczej i część z ceramiką, w której jeszcze do 12.00 sprzedawano pamiątki. Po południu wszystko się zamknęło.

Muskat

Na szczęście w Muskacie bazar jest czynny od świtu do zmierzchu. Choć znowu, ta najbardziej interesująca część, czyli targ rybny, pustoszeje w okolicach godziny 10.00. Tym razem udaje mi się wstać, zrobić kilka zdjęć przez na wpół zamknięte oczy. Przysiadam w jednej z kawiarenek na cornishach, czyli nadmorskiej promenadzie. Tak, Muskat czaruje gustownym melanżem tradycji z nowoczesnością, przeszłości z teraźniejszością. W części nadmorskiej przeważają niewysokie kamienice stylizowane na tradycyjną zabudowę. Nad miastem góruje twierdza z czasów, gdy na morzach rządzili omańscy żeglarze i piraci. Na wodzie unosi się dhow – łódź, jaką pływał Sindbad żeglarz w baśni tysiąca i jednej nocy, bo on też był Omańczykiem. Nieco za nim zatrzymał się potężny wycieczkowiec. W jednej z bocznych uliczek spotykam kolekcjonera starych fotografii. Na masce samochodu rozkłada wydruki zdjęć z lat 60-tych i 70-tych. Wtedy przy nabrzeżu praktycznie nie było żadnych budynków, jedynie dhow kołysał się tak jak teraz.
Dopiero w ścisłym centrum wspinają się do nieba wieżowce. Niczym lustro świeci marmurowy budynek opery. Jest też meczet pokoju. Skąd ta nazwa? Otóż w początku lat 90-tych w Omanie zaostrzył się konflikt między ibadrycką większością a szyitami i sunnitami.
– Wtedy sułtan Qabooz wezwał przedstawicieli tych trzech odłamów islamu i kazał im znaleźć wspólne elementy wiary. Następnie w każdym z miast postawił meczety w których znalazły się obok siebie elementy architektoniczne typowe dla meczetów poszczególnych grup – tłumaczy Said. – Do tych meczetów na modlitwy piątkowe przychodzą wszyscy muzułmanie, a samą modlitwę prowadzą na przemian – raz mufti ibadrydzki, sunnicki i szyicki. 

Zapach

Omańczyków łączy zamiłowanie do zapachów. Na ulicach przenikają się zapachy olejków i kadzidła. To właśnie połódnie Omanu w okolicy Sallalah od starożytności słynie z uprawy drzew, z których uzyskuje się kadzidła. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że to właśnie omańską żywicę podarowali trzej królowie nowonarodzonemu Jezusowi. Kadzielnice stoją w każdym domu, niemal w każdym sklepie. Przywiozłam ten zapach do domu. Kiedy je zapalam i zamykam oczy. to znów jestem w Omanie…

fot. Dorota Chojnowska i S.Saffarini

Informacje praktyczne

Warto zobaczyć

Wadi Bani Khalid – wąwóz, którego skały mają kosmiczne kształty. Jest przepiękny i łatwo dostępny. Praktycznie do samego wejścia można dojechać samochodem.

Misfat – Miasteczko 5 km od al-Hamry. Tradycyjne, kamienne i wciąż zamieszkałe. Uwaga, jego mieszkańcy nie życzą sobie, by ich fotografować. Uszanuj to.

Forty w Bahli, Nizwie i Jabreen – imponujące warownie, które odbudowano i stworzono w ich wnętrzach muzea. Dają wyobrażenie o potędze Omanu

Sur – Tu wciąż jeszcze buduje się tradycyjne drewniane łodzie. Nieopodal, przy brzegu można podglądać żółwie.

Noclegi

Stosunkowo mało jest hoteli i pensjonatów, a jeśli już są to dość drogie.  Podczas wyprawy rowerowej warto mieć namiot.

Jak zwiedzać

Jeśli jedziesz indywidualnie, to nie licz na transport publiczny. Jeśli chcesz zwiedzić Oman warto wynająć samochód, albo wykupić wycieczkę w lokalnych biurach podróży. Do Omanu możesz też pojechać z biurem podróży Itaka 

Galeria

 

Udostępnij

Podobne

Spodobał Ci się wpis?
Polub mnie na Facebooku i pozostańmy w kontakcie:)

O mnie

Warto marzyć - niekoniecznie o podróżach. I warto spełniać nawet pozornie szalone marzenia, jak to o bambusowym rowerze:) Bo to właśnie dzięki marzeniom świat staje się piękny!

Close