Top
  >  Iran   >  Szyickie anioły
Aniołki irańskie

 

Aniołki irańskie

Szyickie anioły działają równie aktywnie, co nasze!

Mój pierwszy dzień w Iranie. W mieszkaniu Farhada kończę składać rower.
– Mam koleżankę, która też jeździ samotnie na rowerze – niespodziewanie rzuca gospodarz, delikatnie przeciągając dłoń po bambusowej ramie. – po całym świecie.
– Europejka?
– Nie, Iranka. Nazywa się Natasha. Zadzwonię do niej, może zechce zobaczyć twoje dzieło…
Powiedział i wyszedł na medytację. Gdyby Farhad był Polakiem, na pewno przeszedłby na którąś z wielkich religii dalekiej Azji. Ale jest muzułmaninem, szyitą i wcale nie musi dokonywać żadnej konwersji, skoro prawie legalnie może oddać się sufizmowi. Mistyczne rytuały wyprawiają jego ducha w podróż poza ciało równie skutecznie, co buddyjskie medytacje. Zatem on – chodzący spokój – nawet nie przypuszczał, na jaką burzę mnie naraża, ani swoje cztery ściany, bo za chwilę wpadł tu prawdziwy…

szyickie anioły z Iranu

Irański tajfun

Czyli Natasha.
– Sama zrobiłaś ten rower? – pyta jeszcze w progu.
– Tak.
– Wiesz, wczoraj miałam doła. Poprosiłam anioła stróża o jakiś cud, a dziś z rana dzwoni Farhad i mówi o tobie! Czujesz?
– Ty u was też są aniołowie?
– Jasne! Mam anioła stróża, który mi ciebie zesłał.
– Ale o co chodzi?
Otóż Natasha ma misję. Chce kopnąć tłuste, leniwe, irańskie tyłki, posadzić na rowerach i
niczym Kopernik ziemię, wprawić je w ruch. Wszystkie. Bez wyjątku na płeć, przekonania polityczne i wiek. To bardzo ambitne zadanie. Biorąc pod uwagę, że Irańczycy mocno przyrośli do foteli. W dzień pracują, wieczorem ani nie potańczą, ani się nie napiją, bo to w oficjalnie religijnym państwie jest zabronione. Więc jedzą. Trochę jak dzieci – najchętniej słodycze.
– Dlatego jesteś mi potrzebna. Jutro organizuję festiwal rowerowy dla dzieci. Pokażesz im, że można coś robić!
– Ale ja wyjeżdżam…
Natasha zmierzyła mnie  wzrokiem, który po ocenzurowaniu można by przetłumaczyć: „po moim trupie”.
– Nie podskakuj tej pani – mój anioł stróż miał rozpacz w oczach. – Jeśli oczywiście, życie ci miłe. Bo ja z nią nie będę zadzierał…
– Nie podskakuj tej pani –  dobrze radzi szyicki anioł stróż Natashy. – Bo ja też bym z nią nie zadzierał…

 

Niełatwe życie szyickiego anioła

Natasha przez 8 lat mieszkała w Indiach. Gdzie? Dziewczyna podciąga spodnie i pokazuje tatuaż na łydce – zarys Indii i dwie kropki.
– Pierwsza to Dehli, a druga to Kerala – tłumaczy. – To właśnie tam mieszkałam.
Po Indiach pozostała jej  słabość do bini, czyli hinduistycznych kropek na czole. Nosi je regularnie. Z kolei z Chin przywiozła sobie tatuaż jing i jang na palcu. Teraz postanowiła ustatkować się w Iranie i zrobić coś dla dobra rodaków, czyli wsadzić ich na rowery.
– Ty jedna rozumiesz, że rower jest czystym zdrowiem – na wszelki wypadek spogląda mi głęboko w oczy. Tak. uspokoiła się. Rozumiem. Ja też się uspokoiłam. Jeszcze trochę pożyję. A mój anioł stróż odetchnął z ulgą – tym razem interwencji nie będzie.
– Nic nie wyrzeźbi sylwetki, nie da takiego szczęścia i poczucia wolności jak rower – kontynuuje Natasha.
– Popieram! Jak mi życie miłe, popieram obydwoma rękami!
– Dlatego założyłam firmę i zaczęłam organizować wycieczki rowerowe, festiwale, rajdy charytatywne…
Tylko, że z pomysłów Natashy chętniej korzystają obcokrajowcy. W Iranie rower nie cieszy się bowiem szczególną popularnością. Irańczycy swój rozum mają. Wiedzą, że po pierwsze rower męczy, po drugie nie ma gdzie nim jeździć. Dlatego patrzą na mnie z podziwem, że ja mimo wszystko to robię. Ja uśmiechem od ucha do uch maskuję fakt, że czasem wcale nie uśmiecha mi się jeździć, ale niestety po prostu muszę. Natomiast mojemu aniołowi z każdym mijającym nas irańskim samochodem dochodzi siwy włos. Ale i tak ma lepiej niż anioł stróż Natashy. Jego głowa od dawna ma barwę śnieżnej bieli. Natasha bowiem, gdy tylko łapie ją handra, wsiada na rower i jedzie. Ostatnio do Indii przez Afganistan. Samotnie.

Ochrona na medal

Szyicki anioł stróż nie ma z Natashą lekko. Nie dość bowiem, że ta co chwilę stawia go przed problemami natury technicznej, to jeszcze każe mu kluczyć w zawiłościach doktrynalnych. Jak on – szeregowy metafizyczny właściciel skrzydeł – ma się ustosunkować do działań Natashy, skoro nawet najwyżsi duchowni szyiccy z jakiegoś powodu wciąż toczą spory, czy jazda rowerem przystoi porządnej, religijnej kobiecie czy też nie. Przedmiot to nieco śliski. Niby Koran go oficjalnie nie zakazuje, ale kto tam wie, jakie siły połączyły dwa koła ramą i wsadziły na to coś człowieka! Pewna pani w Meshadzie, jednym z najświętszych miast Iranu, miała na ten temat wyrobione zdanie.
– Nosiła czarny namiot – wspomina Natasha. – Wysunęła spod niego palec i pogroziła, że niby nie powinnam jeździć. Wiec odpowiadam, żeby spojrzała na siebie, bo przydałoby się jej zrzucić kilka kilogramów! I w jej przypadku rower byłby wskazany.

Dla dobra ogółu

Natasha nie zrażają kolejne porażki. Będzie działać! Choćby i siłą, choćby na przekór wszystkim, wsadzi Iran na rower. Zacznie od popularyzacji kolarstwa na festynach, festiwalach i imprezach dla dzieci.
– Takich, jak ta jutrzejsza.
– Na której mam wystąpić?
– Tak. Przyjdziesz do mnie o 8 rano i…
Tu Natasha przechodzi do konkretów. Siadamy – ja przy stole, a mój katolicki i jej szyicki anioł w oknie. Słuchamy. Nagle podmuch
wiatr przynosi piórko wprost pod nogi Natashy.
– Widzisz, to jest znak! Nasi aniołowie czuwają!
Nie mogę zaprzeczyć. A nasi aniołowie? Zgodnym chórem westchnęli:
– Za jakie grzechy mamy te dwie pilnować..?

 

Comments:

  • Ola Furman

    26 maja 2018

    Wspaniały wpis, wspaniały język, wspaniałe zdjęcia. Pozdrawiam .

    reply...

post a comment